Kiedy ubrana i odświeżona jadłam w kuchni płatki i przeglądałam twitter'a dostałam powiadomienie, że Jai mnie zaobserwował, więc dałam mu fback i jadłam dalej. Babcia czytała gazetę i piła kawę. Nawet nic nie mówiła o tym, że tak długo spałam. Kiedy skończyłam jeść opłukałam miskę i dałam do zmywarki. Chyba pójdę coś obejrzeć. Właśnie mi serce stanęło.
O kurwa.
Zapomniałam wziąć laptopa z dworu, a w nocy padało. Szybko wybiegłam z kuchni i otworzyłam drzwi na taras. Na stoliku nie było mojego laptopa. Zaczęłam szybciej oddychać czy mi się wydaje?
- Oh zaniosłam twojego laptopa do pokoju jak zaczęło padać- usłyszałam głos babci za plecami.
- Co? Do mojego?- to nie poprawiło mi humoru. Bo co jeżeli zauważyła, że jednak mnie nie było?
- Tak położyłam na półce w szafie. Była otwarta, a nie chciałam cię budzić- moje serce się uspokoiło,
- Dziękuję- przytuliłam babcię. Poszłam do pokoju i włączyłam sobie Teen Wolf. Praktycznie tak zleciał mi dzień. Jeszcze jak ciocia wróciła pogadałyśmy, jak mi się podoba itp. Koło 24 poszłam się wykąpać i przebrać w piżamę. Zanim z powrotem wróciłam do łóżka, podeszłam do okna żeby je zasłonić i zobaczyłam jak Luke chodzi po pokoju w samych dresach. Nic nie poradzę, że jestem dziewczyną, a on chłopakiem z idealną klatą. Wróć, co kurwa?
Chyba z kimś rozmawiał przez telefon. Po chwili się rozłączył i usiadł na łóżku. Chyba robił coś na telefonie. Na pewno coś na nim robił bo po chwili podparł się jedną ręką o łóżko i mogłam zobaczyć praktycznie go całego, oprócz twarzy. Chyba do kogoś pisał.
Co ja kuźwa robię?
Odwróciłam się i wróciłam do oglądania na laptopie.
Rano obudziłam się o jedenastej, a o dwunastej pomagałam już babci sprzątać. Wczoraj dzwoniła do rodziców Rosie żeby na jakiś czas nie przychodziła do niej bo ma pomoc. Mnie. Sama to zaproponowałam, bo czemu nie? Kiedy byłam w trakcie wynoszenia śmieci zobaczyłam jak Luke wychodzi z domu. Podeszłam do śmietnika i wyrzuciłam pełny worek. Kiedy spojrzałam w stronę chłopaka już go nie było. Kiedy wróciłam do domu mój telefon za wibrował.
Katy: "Dzisiaj 15 idziemy na plaże. Idziesz? *emoji która się uśmiecha*"
Ja: "Będę u ciebie przed 15 *emoji która mruga*"
Nie chciało mi się siedzieć w domu cały dzień jak wczoraj. A babcia idzie gdzieś do znajomej więc tak czy siak byłabym sama. Jest przed pierwszą więc spokojnie się wyrobię w godzinę. Poszłam do kuchni spytać czy w czymś jeszcze pomóc.
- Słonko jakbyś była taka dobra i poszła do sklepu po mleko bo się kończy- odparła babcia i puściła mi miły uśmiech.
- Jasne- myślę, że kupowanie mleka nie zajmie długo. A przynajmniej nie aż godzinę. Poszłam na schody i założyłam trampki. Babcia dała mi 10 dolarów i powiedziałam, że jak mi starczy to mogę sobie coś jeszcze kupić. Spojrzałam na banknot, trochę różniły się wyglądem od naszych, ale to oczywiste. Babcia mi przypomniała drogę, bo po 10 latach można zapomnieć takie rzeczy i wyszłam z domu. Przypomniałam sobie, że była tu gdzieś deskorolka Van na której praktycznie nie jeździła bo nie umiała. A ja kochałam jeździć na desce.
Byłam już prawie przy sklepie, jeszcze jedna ulica i będę. Kiedy wyjechałam z za zakrętu zobaczyłam grupkę ludzi pod sklepem. Zarąbiście. Odepchnęłam się ostatni raz nogą od ziemi i podjechałam pod krawężnik. Wzięłam deskę w rękę i ściągnęłam słuchawki, pozwalając im zwisać z mojego dekoltu na koszulce. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że w tej grupce jest Dylan i jakieś 2 inne dziewczyny których wczoraj nie spotkałam. Wyższa z nich paliła, a chłopak pił cole. Przeszłam koło nich, zostawiłam deskę przed sklepem i do niego weszłam. Poszłam w stronę nabiału, co nie było daleko bo to mały sklep. Wzięłam mleko i poszłam zobaczyć jeszcze na gazety. Zobaczyłam nowe wydanie seventeen i aż się zdziwiłam, że takie coś tu jest. wzięłam gazetę i poszłam do kasy. Przede mną byli jeszcze jakiś stary facet i jakaś pani z małym chłopczykiem.
Za mną też ktoś stanął, poczułam jak wydycha powietrze w moje włosy. Czy on nie wie co to przestrzeń osobista? Mogłam poczuć jak ten ktoś pachnie papierosami.
- Mamooooo- dziecko zaczęło krzyczeć i ciągnąć swoją mamę za rękę- ja chce lizakaaaaa- zaczęło krzyczeć jeszcze bardziej.
- Nie kupie ci nie marudź- powiedziała zdenerwowana kobieta i zapłaciła za zakupy. Suka. Popatrzyłam jak wychodzą, przed sklepem jeszcze coś do niego powiedziała i chłopczyk stanął przed drzwiami, a kobieta gdzieś odeszła. Zajebista matka.
- Pf- ktoś dmuchnął mi w kark. To było chamskie co ona zrobiła dziecku.
Kiedy starszy pan wykładał zakupy stanęłam bokiem i oparłam się o szklaną półkę z czekoladami. Kontem oka rzuciłam na osobę za mną i zorientowałam się, że znam go. Luke stał za mną i przeglądał telefon. Lekko przygryzł swój kolczyk w wardze i zablokował telefon. Odwróciłam wzrok, żeby nie było, że się gapie.
- My się znamy- powiedział do mnie chłopak. Popatrzyłam na niego i wzruszyłam ramionami.
- Tak ze wczoraj.
- Nie jesteś przeziębiona czy coś?- to słodkie, że pyta, ale jakoś tak nie pasuje.
- Nie, jest okey- powiedziałam i podeszłam do kasy kiedy ten facet odszedł. Położyłam gazetę i mleko i wyciągnęłam jeszcze lizaka z pudełka na ladzie.
- To będzie 9,89- powiedziała kasjerka. Wyciągnęłam banknot i zapłaciłam. Wydała mi resztę i zapakowała w papierową torbę i wyszłam. Schowałam resztę do tylnych kieszeni i wzięłam deskę w rękę. Zobaczyłam chłopczyka i do niego podeszłam. Przykucnęłam i dałam mu lizaka.
- Lizaaak!- krzyknął chłopczyk i wyrwał mi go z ręki. Kiedy na mnie spojrzał tylko przyłożyłam palec do ust na znak żeby nic nie mówił i odeszłam. Rzuciłam deskę na ziemię i na nią wskoczyłam. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam myśleć o tym, że oni tu mają zarąbisty akcent.
Dojechałam do domu babci, deskorolkę rzuciłam na trawę koło drzwi tak, żeby nikt się nie zabił jak będzie szedł w nocy. Weszłam do domu zaniosłam babci mleko powiedziałam, że kupiłam sobie jeszcze gazetę. Opowiedziałam jej jeszcze o tym chłopczyku. Od razu wiedziałam o kim jej powiedziałam.
Czy jest ktoś kogo ona nie zna?
Kiedy skończyła opowiadać o rodzicach nie jakiego Toby'ego powiedziałam, że umówiłam się z Rosie na plażę i, że będę się powoli zbierać. Nie powiem, że Katy do mnie pisała, bo jako wytłumaczenie co bym jej powiedziała?
Poszłam na górę i wzięłam mój czarny dwuczęściowy strój i poszłam do łazienki. Kiedy przebrałam się w strój wzięłam moje ciuchy do ręki i wyszłam z nimi z łazienki. Rzuciłam je na łóżko i podeszłam do szafy żeby znaleźć to co założę na wierzch. Wyciągnęłam czarno-białą sukienkę bez ramiączek i klapki. Poszukałam też jakiejś torebki plażowej i ręcznika. Założyłam na siebie sukienkę i schowałam ręcznik do torebki, założyłam klapki i zeszłam na dół, spytałam się babci czy ma jakiś krem przeciw opalaniu. Kiedy schowałam krem, zostawiłam torebkę na krześle i wróciłam na górę, żeby nałożyć wodoodporny tusz do rzęs i szminkę. Wzięłam telefon i podeszłam na dół. Wzięłam torebkę do której schowałam telefon i chciałam już wychodzić, ale babcia jeszcze mnie zatrzymała, żeby dać mi 20 dolarów na jakieś jedzenie. Chciałam odmówić bo pewnie i tak nic nie będę jeść, ale ostatecznie wzięłam, podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam.
Po 15 minutach byłyśmy już na plaży.
Rozłożyłyśmy się nie daleko wyjścia z plaży. Katy powiedziała, że mają przyjść jeszcze bliźniaki z Rosie. Ściągnęłam sukienkę i wyciągnęłam krem. Posmarowałam się cała i usiadłam na ręczniku. Katy zrobiła to samo i usiadła na przeciwko mnie.
- Masz tam w stanach jakiegoś chłopaka?- Katy mnie spytała trochę z zaskoczenia.
- Nie, nie bardzo- wzruszyłam ramionami.
- Wyglądasz jakbyś miała- Katy podsumowała, założyła okulary i się położyła w celu opalania.
- Czekaj, jak to wyglądam jakbym miała?
- No jakoś tak się zachowujesz, wiesz... Nie zwracasz za bardzo uwagi na chłopców. O mój boże chyba, że wolisz dziewczyny, jak tak to sorry.
- Nie, wole chłopaków, spokojnie- powiedziałam przypominając sobie to co pomyślałam rano i na to wspomnienie przygryzłam lekko wargę. Założyłam okulary i przeczesałam włosy ręką bo lekko zawiało.
- Hm. Jak się żyje w takim mieście. Wiesz dużo możliwości, tyle sław- zaczęła wymieniać Katy.
- Nie czuję się jakoś "specjalnie" mieszkając tam...- wzruszyłam ramionami. Katy do kogoś pomachała i się uśmiechnęła. Zobaczyłam jak w naszym kierunku idzie trójka znajomych. Luke miał teraz niebieski odcień "pasemka". Kiedy do nas podeszli, przywitali się i zaczęli rozkładać. Spojrzałam na to jak Cody całuje Rosie, i Luke'a który przewraca oczami. Pewnie ma dosyć tego ich okazywania uczuć na każdym kroku. Ja też bym miała dosyć. Poczułam jak chłopacy mierzą nas wzrokiem, po czym usiedli na swoich... dziwnych... ręcznikach.
Po chwili zaczęli rozmawiać między sobą, a ja nie mają wspólnego tematu położyłam się żeby zacząć się opalać.
Minęło kilkanaście minut a ja poczułam coś mokrego na nogach. Podniosłam się na łokcie i spojrzałam, chłopacy byli już cali mokrzy. Mój wzrok spadł na ich wytatuowane klatki piersiowe. Dobrze, że miałam okulary i nie było dokładnie widać gdzie się patrzę. Spytali czy idziemy z nimi do wody. Katy wstała od razu, a Rosie powiedziała, że woli się opalać. Postanowiłam, że zostanę na plaży, wolę się nie kompromitować tym, że nie umiem pływać. Usiadłam na ręczniku i zaczęłam sprawdzać telefon. Nie zauważyłam nawet jak Rosie też się podniosła. Popatrzyłam na nią akurat jak czytała coś na telefonie.
- Reszty dzisiaj nie będzie, będą dopiero wieczorem- poinformowała mnie Rosie.
Jaka reszta do kurwy? Jaki wieczór?
- Czyli kto dokładnie?- Reszty dzisiaj nie będzie, będą dopiero wieczorem- poinformowała mnie Rosie.
Jaka reszta do kurwy? Jaki wieczór?
- Em, Brad, Amy i Lee- założyła okulary na włosy jak to mówiła.
- Lee?- czy o kimś mi nie wymieniła w pierwszy dzień?
- Luke, tak na niego mówimy, żeby nie mylić z tym Lukiem- wzruszyła ramionami i spojrzała w stronę wody.
- Oh.
Po 20 minutach Katy i chłopacy wrócili. Zobaczyłam, że Luke i Cody mieli po jednym takim samym tatuażu na miednicy. Kiedy byli już przy nas odwróciłam wzrok. Luke wziął ręcznik do ręki i wytarł sobie włosy, a Cody po prostu usiadł koło Rosie zostawiając swój ręcznik tam gdzie leżał i pocałował dziewczynę. No oczywiście, że to zrobił.
- Gorąco- powiedziała Katy kiedy zaczęła się wachlować ręką- idziemy kupić lody?- zapytała wszystkich.
- Spoko- powiedział Luke i zaczął szukać kasy w kieszonce.
- To weźcie też nam- powiedziała Rosie- ja waniliowy.
- A ja czekolada- powiedział Cody i zaczął szukać portfela w torebce Rosie. Po znalezieniu dał Katy 5 dolarów i schował z powrotem portfel. Nie chciałam zostawać z nimi sama więc wyciągnęłam portfel i wstałam.
- Ok to my idziemy- powiedział Luke i się odwrócił. Szłam za nim z Katy.
- Co będzie wieczorem?- spytałam kiedy odeszliśmy już trochę od ręczników.
- Ognisko- powiedział Luke kiedy odwrócił się w naszą stronę. Zwolnił trochę żeby iść koło nas.
- Idziecie?- spytała Katy- ja idę z Bradem- uśmiechnęła się.
- Przecież to rasowy gej- prychnął Luke.
- Wiem, ale, się z nim umówiłam, że pójdziemy razem jako przyjaciele- Katy przewróciła oczami i spojrzała na mnie- a ty idziesz?
- Nie wiem, znaczy nikt mi o tym nie mówił- przygryzłam wargę i spojrzałam przed siebie. Zobaczyła w oddali budkę z lodami.
- Przyjdź będzie fajnie- zachęciła mnie Katy.
Podeszliśmy do budki z lodami i wybraliśmy smaki jakie chcemy. Luke o nie poprosił a my trzymałyśmy kiedy płacił.
Kiedy wróciłam do domu było jakoś po 17. Babci w ciąż nie było w domu. Poszłam do pokoju zmienić ciuchy na ognisko. Postanowiłam pójść. Chociaż gdybym wiedziała, że to jest w mieście obok, pewnie bym się nie zgodziła. Będą musiała jakoś dojechać. W sumie Luke proponował mi, że mnie zawiezie, bo będzie jeszcze odbierał Lee. Reszta podobno ma sama tam dojechać. Wzięłam krótkie spodenki i jakąś koszulkę. Ściągnęłam ciuchy i rzuciłam je na łóżko koło tych jeszcze z rana.
Ups...
Ubrałam ciuchy i spojrzałam przez okno. Luke też się już przebrał i właśnie wychodził z pokoju. Umówiłam się z nim, że przyjdę do niego o 18. Miałam jeszcze pół godziny, więc poszłam nałożyć mocniejszy makijaż i poprawić włosy. Potem wróciłam do pokoju i ciuchy z łóżka wrzuciłam do kosza na pranie. Sprawdziłam jeszcze godzinę. Wzięłam torebkę, wrzuciłam tam mój portfel, klucze które babcia mi dała i telefon. Zeszłam na dół i założyłam trampki. Napisałam babci, że dzisiaj nocuję u Rosie i wyszłam z domu.
Zapukałam do drzwi i czekałam aż ktoś otworzy. Po chwili zobaczyłam twarz Luke'a który się do mnie uśmiechnął. Wyszedł z domu i zamknął drzwi na klucz. Weszliśmy do jego auta, zapieliśmy pasy i chłopak ruszył.
Oczywiście, że ma własne auto.
- To jedziemy po Luke'a?- zapytałam kiedy chłopak zakręcił.
- Tak ma czekać pod sklepem gdzie się dzisiaj rano widzieliśmy- przygryzłam wargę na to wspomnienie. Ciekawe co ten dzieciak powiedział matce, że skąd wziął lizaka- to było fajne co zrobiłaś. Sam bym to zrobił, ale byłaś przede mną- popatrzyłam na chłopaka i się uśmiechnęłam. Bardziej sama do siebie bo chłopak ciągle patrzył przed siebie.
- Szkoda mi się go zrobiło i tyle- podjechaliśmy pod sklep gdzie czekał już Lee. Kiedy wszedł do auta pierwsze co o przywitał się z Lukiem "męską piątką". Potem spojrzał na mnie od góry do dołu.
- Hej ja cie znam. Lila... LOLA- usiadł i zapiął pas po czym Luke ruszył,
- Laura- poprawiłam go- Hej- przywitałam się i usiadłam prosto, patrząc przed siebie.
- To... Gdzie jest reszta? Zawsze jeździmy razem- Lee odezwał się z tyłu- żadne z nich nie ma auta przecież. Jak oni chcą tam dojechać?
- Katy jedzie z Bradem, co znaczy, że pewnie będą jechać autem jego chłopaka. Amy i Em już tam są rano pojechały- wytłumaczył mu i włączył radio.
- A twój brat?- Luke spojrzał na niego w lusterku.
- W domu z Rosie- odpowiedział i podgłośnił lekko muzykę i skupił się na drodze. Rozmawiali jeszcze trochę, ale nic szczególnie interesującego to nie było. Kiedy po 40 min dojechaliśmy Luke zatrzymał się przed plażą na parkingu i wyszliśmy. Wyciągnęłam telefon z torebki i ewentualne drobne, a torebkę zostawiłam w aucie. Zaczekałam na nich żeby szli przede mną, bo nie miałam pojęcia gdzie iść, chociaż muzykę słyszałam idealnie. Lee poszedł pierwszy, a Luke szedł koło mnie. Nie mówiliśmy za wiele. Bo było tam blisko, że nie opłacało się zaczynać nowy temat. Znaleźliśmy Katy która gadała z jakimś chłopakiem przy barku z napojami. Podeszliśmy do nich, a kiedy chłopak nas zobaczył uśmiechnął się.
- Luke, Lee nareszcie- powiedział chłopak i podszedł do chłopaków się przywitać- ty to pewnie Lara?- czy kuźwa każdy musi mylić moje imię?
- Laura- poprawiła go Katy i się z nami przywitała. No i tak właśnie poznałam Brada. Luke poszedł wziąć nam coś do picia, czyli pewnie przyniesie nam coś z alkoholem. Usiadłam na wysokim krześle koło Katy i słuchałam jak Brad opowiadał jakąś historię.
- I ja wtedy mówię "no chyba nie" i on powiedział "raczej tak" i to było jak... ugh jak on się może ze mną nie zgadzać? To jest jak, chyba już nie jesteśmy jak kiedyś. Chyba będę musiał z nim zerwać- chłopak podsumował i się napił. Luke postawił trzy kubki z alkoholem na stole i z tego wziął jeden. Lee też sięgnął po jeden zostawiając mi kubek z czerwoną substancją zasypaną dużą ilością kostek lodu i wódki. Napiłam się łyka i nie było takie złe.
- O czym gadacie?- spytał Luke kiedy usiadł koło Brada bo to było jedyne wolne miejsce przy stoliku.
- Brad chce zerwać z James'em- powiedział blondyn.
- Zerwać z nim czy nie?- Brad podparł się łokciami i stół.
- Nie zrywaj z nim dzisiaj- powiedziałam i podniosłam kubek. Poczułam jak wszyscy na mnie spojrzeli.
- Dlaczego?- Brad przysunął się bliżej blatu stolika.
- Bo cię tu przywiózł- napiłam się i odłożyłam z powrotem kubek- poczuje się wykorzystany, nikt nie chce się tak czuć. Zerwij z nim jutro. Będziesz miał czas na przemyślenie co mu powiedzieć- wzruszyłam ramionami i się lekko uśmiechnęłam.
- Ma racje, bycie wykorzystanym jest do dupy- powiedział Luke.
- Nie wykorzystuję go- Brad się oparł o krzesło i skrzyżował ręce.
- Zerwij z nim jutro, wymyśl co mu powiesz tak, żeby zrozumiał czemu to robisz- powiedziała Katy i zeszła ze stołka.
- Gdzie on właściwie jest?- zapytał Lee.
- W toalecie. Myślę, że pójdę do niego zobaczyć- Brad odszedł w stronę baru. A Luke prychnął.
- Będzie się pieprzyć z nim dzień przed zebraniem- zaśmiał się.
- Luke bez przesady, może po prostu poszedł zobaczyć czy wszystko okey- powiedziała Katy- idę zatańczyć idzie ktoś ze mną?- uśmiechnęła się do chłopaków i do mnie.
- Ja mogę iść- powiedział Lee i wstał z krzesła. Poszli na piasek i zobaczyłam tylko jak ich głowy znikają w tłumie tańczących już ludzi. Nie mięła nawet chwila kiedy dwie dziewczyny do nas podeszły.
- Luke- obydwie zaczęły się śmiać i jedna pocałowała go w policzek. A przynajmniej starała się bo wyszło bardziej jakby w ucho.
- Serio już schlane?
- Tylko Amy- blondynka pokazała palcem na wyższą od siebie dziewczynę- a to kto? Hej jestem Emma- dziewczyna podała mi rękę i się uśmiechnęła.
- Laura- uścisnęłam jej rękę i dziewczyna usiadła koło Luke'a.
- To jest Amy- powiedziała mi kiedy brunetka była koło jakiegoś innego stolika.
- Znajduję sobie kolejnego chłopaka na noc?- Luke popatrzył w tamtą stronę.
- Czy dla ciebie wszyscy w około się pieprzą?- Amy spytała chłopaka kiedy ten się napił.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie- kiedy Luke to powiedział to dziewczyna przewróciła oczami.
- To nawet nie brzmiało jak pytanie debilu- chłopak na to nic nie odpowiedział tylko się napił.
- No co dziwnego w tym, że to robią? Każdy to robi- Luke wzruszył ramionami i oparł się o krzesło.
Jak widać nie wszyscy.
Ciekawe jakie to uczucie mieć kolczyk w wardze.
Nie mogłam odwrócić uwagi od kolczyka Luke'a za każdym razem jak coś mówił.
Dziewczyna powiedziała, że idzie do Amy i wraca z nią do miasta bo za dużo wypiła. Pożegnała się z nami i odeszła. Zostaliśmy sami. Nie miałam pojęcia co powiedzieć więc napiłam się alkoholu. Chłopak wstał z krzesła.
- Muszę zapalić, idziemy się przejść?
- Um. Jasne- wzruszyłam ramionami bo kurwa czemu bym miała nie iść się przejść z nim po plaży?
Siedzieliśmy na brzegu plaży, słońce już praktycznie zaszło. Chłopak w pewnym momencie wyciągnął paczkę papierosów i zapalniczkę.
- Chcesz?- zapytał i wystawił paczkę w moją stronę.
- Nie dzięki, może innym razem- nie będzie innego razu, nie palę. Ale on nie musiał wiedzieć.
Zapalił jednego i wziął do buzi. Zobaczyłam jak wciąga do płuc a potem wypuszcza dym. Popatrzyłam się przed siebie kiedy dym dotarł do moich nozdrzy. Pachniało lepiej niż na imprezie. Wtedy było pełno różnych rodzajów dymów pomieszanych w jeden. I nie dało się oddychać. Teraz był tylko jeden który pachniał w połowie jak Luke, druga połowa to jakaś woda kolońska.
I te zapachy były razem idealne.
Zobaczyłam kontem oka jak chłopak na mnie spojrzał i chyba o czymś myślał, bo trwało to trochę długo.
- Robiłaś kiedyś shotgun'a?- spojrzałam na chłopaka kiedy to powiedział.
- Co?
- Rozchyl lekko usta- chłopak się zaciągnął, a ja uchyliłam delikatnie usta. Luke się lekko przybliżył i przysunął swoją twarz do mojej.
Nasze usta dzieliły milimetry.
Milimetry.
Poczułam ciarki na ciele kiedy chłopak wypuścił dym w moje usta i poczułam jak lekko je musną swoimi. Pewnie niechcący. Wciągnęłam dym i wypuściłam. Lekko zakaszlałam. Zobaczyłam jak chłopak się uśmiecha i zaciąga znowu. Popatrzył przed siebie i wypuścił dym.
Mój brzuch chyba mi zdrętwiał. Ciągle czułam to dziwne uczucie i chciałam o tym co się właśnie stało powiedzieć każdemu. Co jest ze mną nie tak do kurwy?
***
Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie to pomaga w dalszym pisaniu :)
*The Stella Wish*

Genialny czekam na next :)
OdpowiedzUsuńA co walnę reklamę, hyhyhyhy
No to zapraszam do mnie
http://raura-crazy-in-love.blogspot.com/2015/01/2a-buziaka-chcesz-w-orzeszki-czy-w.html
Genialny :d
OdpowiedzUsuń