wtorek, 13 stycznia 2015

2. Małe dziewczyny są słodkie.

   Siedzę w salonie i rozmawiam z babcią. Opowiada mi o sąsiadach, ale nie o tych co mi Rosie mówiła, tylko bardziej o ich rodzicach i jak na razie wiem, że rodzice chłopaków obok duużo zarabiają i często nie ma ich w domu. Dlatego tak często mają imprezy. Dylan mieszka tylko z mamą i młodszą siostrą jego tato jest w wojsku, Katy rodziców też praktycznie często nie ma w domu, ale jak już są to podobno są strasznie zajęci. Rodzice Rosie chcą, żeby wyrosła na odpowiedzialną kobietę, czy coś. Emmy rodziców babcia praktycznie nie widuje, no chyba, że zaczynają się kłócić. Powiedziała, że jak usłyszę krzyki to żebym się nie zdziwiła. Rodzice Brada nie pochwalają jego związku, rodzice Amy podobno są bardzo katolicką rodziną, no i Luke babcia jedyne co wiedziała o ich rodzinie to cytuję "i na końcu ulicy mieszka dwójka młodych ludzi z blond włosym synem.
Mówiła też o innych sąsiadach, ale nie skupiałam się na nich tak bardzo. Jak na razie i tak wiem dość dużo jak na pierwszy dzień. Czuje się jakby to była szkoła, tylko zamiast przedmiotów są różne ciekawostki o ludziach z okolicy. Zbliżała się powoli 19, chyba już czas na mnie...
- Myślę, że pójdę się położyć bo jestem zmęczona po locie- skłamałam i pocałowałam babcię.
- Oh a kolacja?- czy babcia nie widzi, że nie mogę aż tyle jeść?
-Nie nie jestem głodna- nie skłamałam, nie czułam w ogóle głodu mimo, że jedyne co zjadłam to pół kanapki w samolocie i tu całą po przyjeździe. Weszłam na schody i poszłam do pokoju. Połowę ciuchów miałam już wypakowaną, a trochę zostawiłam na jutro bo już mi się nie chciało. Wzięłam ciuchy z łóżka które przygotowałam na noc i poszłam do łazienki. W łazience wzięłam prysznic i zrobiłam mocniejszy makijaż i poprawiłam loki. Kiedy już lekko przeschłam ubrałam się w ciuchy i wróciłam do pokoju. Rzuciłam dzisiejsze ciuchy do kosza na brudy, wzięłam telefon i weszłam pod kołdrę na wszelki wypadek jakby babcia sprawdzała czy na pewno śpię.

   Wstałam z łóżka i pod kołdrę włożyłam poduszkę. To nie mój pierwszy raz jak się wymykam w domu też to robiłam, ale raczej do znajomych. Otworzyłam delikatnie drzwi od pokoju i po cichu zeszłam za dół i założyłam buty. Stanęłam jeszcze na chwilę żeby zobaczyć czy babcia nie wstała. Śpi. Delikatnie otworzyłam drzwi i wyszłam z domu. Wyciągnęłam telefon i wysłałam sms do Rosie.
"Zaraz będę *emoji która puszcza oczko*". Schowałam telefon do kieszeni jak zobaczyłam, że wiadomość się wysłała. Zastanawiałam się który to był dom Rosie a który Katy. Na całe szczęście zobaczyłam jak Rosie wychodzi z domu i delikatnie zamyka drzwi. Zwolniłam trochę i podeszłyśmy do siebie. Dziewczyna miała na sobie crop top w kwiatki i spódnicę oraz szpilki które dodały jej kilka centymetrów przez co czułam się jeszcze niższa niż zwykle jestem.


- Hej- dziewczyna mnie przytuliła- idziemy do Luka na końcu ulicy, dzisiaj u niego- zawróciłam i poszłyśmy w przeciwną stronę.
- To to jakaś specjalna okazja czy coś?- zapytałam.
- Jeżeli fakt, że jego rodzice wyjechali... to tak jest specjalna okazja- dziewczyna się zaśmiała- tu imprezy są na porządku dziennym, potem rano wszyscy narzekają, że znowu "ktoś" robił imprezę. Ale i tak w sumie nikt nie wie kto na niej był więc jest luz- wyjaśniła i akurat zbliżałyśmy się do domu chłopaka.
Pod domem nie jakiego Luka który na blond włosy. Ah jak ja się szybko uczę. Na dworze było trochę ludzi którzy gadali, pewnie muzyka była dla nich za głośna w środku. Co dziwne? W ogóle nie było praktycznie jej słuchać. Rosie podeszła do drzwi i je otworzyła, no tak pewnie i tak nikt by nie usłyszał.  Weszłam za nią do środka i teraz uderzyła mnie głośna muzyka. Szłam za nią przez tłum ludzi. Dużo jest w tym mieście ludzi w mniej więcej naszym wieku. Weszłyśmy do dużego salonu skąd dochodziła muzyka. Rosie komuś pomachała i się uśmiechnęła, nie mam pojęcia komu bo jak się zaczęłam rozglądać to nie widziałam kto odmachał. Dalej szłam za nią rozglądając się dookoła. Ciekawe ile minęłam już osób o których mi opowiadali. Dziewczyna podeszła do jakiegoś chłopaka który akurat pił z czerwonego kubka i zanim zdążyła się przywitać, a chłopak ledwo odłożył kubek, dziewczyna go pocałowała.
Bardziej się na niego rzuciła.
No cóż kurwa.
Chyba tym chciała oznajmić, że są razem czy coś. Odwróciłam wzrok na tłum tańczących ludzi bo jakoś nie miałam ochoty na to patrzeć.
- Laura- wróciłam wzrokiem do pary. Przyjrzałam się przy okazji chłopakowi, miał ciemne postawione włosy, kolczyk na brwi i był wyższy ode mnie, sięgałam mu mniej więcej do ramion albo nawet do brody. Czułam się lekko nie komfortowo kiedy oni stali tak i na mnie patrzyli z góry.-poznaj to jest Cody, jest twoim sąsiadem- czyli na pierwszy ogień trafia mi się debil bez hasła. Kuźwa nigdy mi się to nie znudzi.
- Hej Laura- uśmiechnęłam się do chłopaka- to ty masz jeszcze brata?- teraz czas na test pierwszy moich umiejętności po dwóch lekcjach. Czy ja przestane porównywać ich do szkoły? Taaa chyba nie.
- Ta gdzieś tu jest- spojrzał za siebie i z powrotem na mnie- niska jesteś- DZIĘKI JAKBYM SAMA NIE WIEDZIAŁA.
- Nie bądź chamski- Rosie lekko walnęła go w tors. Dziękuję.
- Nie chciałem być nie miły, tylko małe dziewczyny są słodkie- wzruszył ramionami i się napił.
Małe, ale nie grube...
Rosie też zaczęła się rozglądać. Aż w końcu szepnęła coś Codiemu na ucho, na co on się uśmiechnął i objął dziewczynę w pasie. Obawiam się, że zostanę teraz sama...
- My chyba ten- zaczęła Rosie- o 2 spotkajmy się przed wyjściem- słodko się uśmiechnęła i razem wyszli z pomieszczenia... Yay. Podeszłam bliżej stolika i wzięłam jeden z czerwonych kubków. Napiłam się łyka uświadamiając sobie, że to alkohol. Nienawidzę tego smaku, takie gorzkie. Ugh. Odłożyłam kubek i poszłam na kanapę. W sumie to były 2 kanapy przy oknie. Pewnie przesunął je na wszelki wypadek. Ale jedna z kanap była zajęta przez dwójkę całujących się chłopaków. Kiedy usiadłam na sofie wyciągnęłam telefon i weszłam na twitter'a. Po jakiś 15 min poczułam jak ktoś usiadł koło mnie. Kiedy popatrzyłam na tą osobę zobaczyłam dziewczynę w ciemno-czerwonych włosach. Jak zobaczyła, że na nią patrzę uśmiechnęła się lekko. Powiedzieć coś? Czy wrócić do telefonu? Hm...
- Hej- jak widać nie musiałam sama podejmować tej decyzji bo dziewczyna odezwała się sama- też się nudzisz?- nudzisz? Pf, zostałam sama na imprezie, gdzie nikogo nie znam. Jest gorzej niż się nudzę. 
- Aż tak widać?- zapytałam, ale to było trochę oczywiste bo hej jest środek imprezy, a ja siedzę z telefonem...
- Niestety, jestem Katy- przedstawiła się dziewczyna. Ona mieszka koło Rosie. Powinnam dostać 6 za pamięć.
- Laura- uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Jesteś tu nowa?
- Przyjechałam tu na wakacje- powiedziałam chowając telefon.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? Tu jest trochę głośno i ledwo mogę słyszeć co mówisz- przytaknęłam dziewczynie i wyszłyśmy na zewnątrz. Przed domem było trochę ludzi, ale mniej niż wcześniej, teraz to głównie tylko palący, albo ludzie którzy im dotrzymują towarzystwa. Stanęłyśmy trochę dalej od wyjścia.
- Skąd dokładnie jesteś?- dziewczyna mnie zapytała, a ja szybko się jej przyjrzałam. Była mniej więcej mojego wzrostu, miała na sobie krótkie spodenki i czerwoną zapinaną bluzę.
- Stany, a dokładniej LA- skrzyżowałam ręce, bo lekko wiało.
- Zawsze chciałam tam pojechać, złożyłam tam podanie do collegu.
- Fajnie, na jaki?- zapytałam, ale prawie mi serce stanęło jak nagle jakiś chłopak "spadł" na okno głupio się śmiejąc. Co oni tam robią? Zaczęłyśmy się śmiać z Katy. Kiedy chłopaka już nie było w oknie i powoli przestawałyśmy się śmiać, odezwałam się.
- Kto to był?- zapytałam jeszcze lekko się śmiejąc.
- Dylan- Dylan, Dylan, Dylan... Ah on mieszka z mamą i siostrą.
- Przejdziemy się?- spytałam się kiedy jedyne czym oddychałam to był dym z papierosów.
- Jasne- kiedy odeszłyśmy trochę od domu Luka, poczułam, że jest chłodniej.
Wzięłam trochę głębszych wdechów i rozejrzałam się po okolicy.
- Jak poznałaś Rosie?- Katy chyba postanowiła pierwsza przerwać ciszę... Albo po prostu jest ciekawa. Któreś na pewno.
- Pomaga moje babci.
- Oh! To twoja babcia? Pani Sandy? O mój boże!- zaczęła mówić podekscytowana.
- Tak, a co?- byłam mega zdziwiona, że ktoś tak zareagował na moją babcię.
- Kocham twoją babcię- zaśmiała się dziewczyna- opiekowała się mną i braćmi jak byliśmy mali. Znam ją praktycznie od zawsze- wytłumaczyła- co niedzielę przychodzimy do niej na obiad, a od kiedy Rosie jej pomaga to przychodzi z nami i razem jemy- jak to powiedziała poczułam się zazdrosna o to, że mają lepszy kontakt z moją babcią niż ja.
- Czyli za cztery dni widzimy się na obiedzie- uśmiechnęłam się.
- Tak- Katy się zaśmiała i wyciągnęła telefon bo dostała sms'a. Mogłam wziąć jaką bluzę czy coś bo jest w chuj zimno jak zawieje lekko wiatr. Potarłam moje ramiona, żeby się troszeczkę ogrzać. Chyba będzie padać.
- mój kolega- Brad pyta gdzie jestem, zawracamy?- kiwnęłam głową i zawróciłyśmy. Po kilku minutach byłyśmy z powrotem na imprezie, Katy poszła do toalety i powiedziała, że będzie szukać jeszcze tego Brad'a, a ja postanowiłam poczekać w salonie przy stoliku z napojami. Wyciągnęłam telefon, żeby sprawdzić godzinę i było kilka minut po północy. Czyli jeszcze dwie godziny. Nie żeby coś. Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam jakiegoś chłopaka idącego w moją stronę, więc się lekko przesunęłam w prawo bo pewnie tylko szedł w stronę kubków. I miałam racje, lekko się pochylił i chwycił kubek, po czym oparł się o stół koło mnie i napił z kubka.
- Jak się bawisz?- spytał, rozejrzałam się, żeby upewnić się czy aby na pewno mówił do mnie. Nikogo nie było w pobliżu do kogo mógł się zwrócić. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że ma stojące blond włosy, kolczyka w wardze i jest wyższy ode mnie bardziej niż Cody.
- Nie narzekam- czy to nie było zbyt obojętne? Oby on tak nie pomyślał.
- Jesteś tu nowa?- no oczywiście, że o to zapytał.
- Przyjechałam tu na wakacje- uśmiechnęłam się żeby nie wyjść jeszcze bardziej na obojętną.
- Luke- czyli to to jest ten słynny chłopka który zrobił tą imprezę? Huh. Bo do Codiego nie jest niczym podobny. Czyli to nie jego brat.
- Laura- uśmiechnęłam się.
- Ah to ty, Rosie o tobie mówiła- chłopak wskazał w moją stronę kubkiem. Ciekawe co o mnie mówiła.
- O tobie też słyszałam, fajna impreza- puściłam mu uśmiech. Oh.
- Dzięki, moje imprezy są drugimi najlepszymi w mieście- chłopak popatrzył się na kogoś- miło było poznać Lola- powiedział i odszedł. Lola? Serio? Kutas. Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam jak jakieś dwie dziewczyny się na mnie patrzą i śmieją. Suki.
Mogę już wrócić do domu?
Napisałabym do Katy, ale zapomniałam spytać o numer. Muszę ją znaleźć bo zaczyna mi się kręcić w głowie i w niecałe dziesięć minut poczułam się jak gówno przez trzy osoby. Jakiś rekord? 
Poszłam szukać Katy, ale nie musiałam szukać długo bo wpadłyśmy na siebie. Popatrzyłam koło niej, ale nie zobaczyłam żadnego chłopaka.
- Idę szukać właśnie Brada, idziesz ze mną?- zapytała mnie radosna.
- Nie, idę do domu, jestem zmęczona, ale daj mi swój numer- wyciągnęłam telefon i zapisałam numer Katy.
- Szkoda, że już idziesz- dziewczyna wzruszyła ramionami i się uśmiechnęła. Przytuliłyśmy się i poszłam do wyjścia. Kiedy wszyłam prawie nikogo nie było na dworze. Wyciągnęłam telefon napisałam do Rosie, że już wracam do domu i żeby nie czekała i włączyłam latarkę kiedy szłam nie oświetloną częścią drogi. Trochę się bałam tędy iść sama, a kiedy usłyszałam jak ktoś idzie za mną wystraszyłam się bardziej. Chociaż mimo wszystko odwróciłam się żeby zobaczyć kto za mną idzie. Było ciemno więc jedyne co widziałam to jakąś postać którą oświetlały lampy od tyłu. To był chyba chłopak, szedł dość wolno, do puki się nie zachwiał i prawie upadł. Pijany? Podeszłam do niego bo mimo wszystko ja bym nie chciała zostać zostawiona na środku ulicy sama w takim stanie.
Mam zbyt dobre serduszko.
- Hej dobrze się czujesz?- spytałam chłopaka. Podniósł głowę i spojrzał na mnie, jedyne praktycznie co zobaczyłam to błysk na jego ustach i to, że miał jedną część włosów jaśniejszą.
- Kurwa- to jedyne co powiedział. Chociaż przez jego akcent i fakt, że teraz trochę bęłkotał nawet to było trudno zrozumieć.
- Gdzie mieszkasz?- muszę go gdzieś poprowadzić.
- To ty jesteś aniołem, a to one wiedzą takie rzeczy- zaczął coś seplenić jak debil. Przewróciłam oczami i złapałam go za ramie.
- Jesteś pijany- stwierdziłam. Śmierdział alkoholem gadał od rzeczy, co innego mogłam stwierdzić? Kiedy weszliśmy już na oświetloną część drogi, chłopak nagle się wyprostował. Jakby nagle się obudził.
- Co do chuja- zaczął się rozglądać. I o mój boże on wygląda jak Cody, tylko ma kolczyka w wardze i blond "pasemko" na włosach. Chłopak spojrzał na mnie w dół i zmierzył mnie wzrokiem. O kurwa coś mi spadło mokrego na nos. Popatrzyłam na chłopaka i zobaczyłam, że też ma na czole spływającą kropelkę.
Tylko nie to.
Błagam.
Wszystko tylko nie deszcz.
KURWA.
Zaczęło padać, a my zaczęliśmy biec pod dach od przystanku. Schowaliśmy się tam jeszcze dość susi. Super, spałam kilka godz w samolocie i jak bym mogła to bym się położyła tu i teraz gdybym mogła. A deszcz i fakt, że jestem tu z... Lukiem...? Nie pomagał.
- Kurwa. Kurwa. Kurwa- chłopak zaczął to powtarzać i kopnął raz w ściankę budki. Wie jak zwrócić na siebie uwagę nie powiem. Egh.
- Spokojnie to tylko deszcz- powiedziałam pocierając ramiona, bo było mi zimno.
- Wiem, ale ledwo stoję, a nie zamierzam tu spędzić całej nocy- powiedział nie najmilej, ale go rozumiem, sama nie miałam ochoty na nic. A zwłaszcza na rozmawianie z nieznajomą osobą o deszczu. A kto by miał?
- Luke- chłopak spojrzał na mnie.
- Laura-powiedziałam- możemy przecież z tą wyjść jak się lekko uspokoi, i wrócić do domu- zaproponowałam bo sama nie miałam ochoty tu siedzieć przez całą noc. Chłopak nic nie powiedział tylko na mnie spojrzał i wzruszył ramionami. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać tumblr'a. Odpowiedziałam na kilka pytań które ktoś mi zadał. Była prawie pierwsza. Popatrzyłam na deszcz i na chłopaka, robił coś w telefonie oparty o ściankę budki, więc też wróciłam do swojego. Po 15 min usłyszałam, że już nie leje tak bardzo i wstałam. Chłopak też podniósł wzrok z telefonu i popatrzył na mnie, a potem na zewnątrz.
- Okey to wracamy?- zapytał i schował telefon jak mu przytaknęłam. Wyszliśmy i zaczęliśmy biec w stronę naszych domów. Po chwili byliśmy już przy drzwiach mojej babci. Podeszłam do drzwi i delikatnie je otworzyłam. Ciocia ich nie zamknęła. Dziwne. Weszłam najciszej jak potrafiłam na górę i szybko zamknęłam się w pokoju. Przy drzwiach wypuściłam powietrze i ściągnęłam buty. Weszłam z nimi do łazienki i położyłam na umywalce żeby tam przeschły i ściągnęłam moje ubrania. Przetarłam się ręcznikiem i w samej bieliźnie podeszłam do szafy po piżamę. Założyłam krótkie spodenki i jakąś luźną koszulkę. Mokre ciuchy też zostawiłam w łazience, żeby przeschły. Kiedy podeszłam do okna, żeby lekko zasłonić okno, serce mi szybciej zabiło jak zobaczyłam Luka bez koszulki.
Bez koszulki.
ON BYŁ BEZ KOSZULKI.
Dopiero teraz mogłam zobaczyć, że ma rękaw z tatuaży na prawej ręce.
 Mam idealny widok na jego pokój, moje okno jest wyżej niż jego więc on mnie zobaczy tylko jak się wychylę, albo jak zapalę światło. Zobaczyłam tylko jak gasi światło i kładzie się do łóżka które jest przy oknie. Przypadek? Też podeszłam do łóżka i poprawiłam poduszkę. Weszłam pod kołdrę i sprawdziłam ostatni raz godzinę i przy okazji czy nie mam jakiś powiadomień. Jest po pierwszej. I to w sumie wszystko co pamiętam. Potem tylko zamknęłam oczy i położyłam głowę na poduszce.
Wakacje czas zacząć.

***

Hej jak się podoba? Zostawcie jakiś ślad po sobie :D


*The Stella Wish*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz