Raz się żyje .
- Ciebie.
Chłopak się uśmiechnął znacząco.
- Serio?- chłopak się zdziwił- Fajnie- uśmiechnął się głupio.
Kurwa.
Ja mu wyznaję, że chciałabym mieć z nim mój pierwszy raz, a on mówi "fajnie"???
- Lepiej już wejdę do domu zanim babcia się obudzi i zobaczy, że mnie nie ma.
- Nieźle- chłopak skrzyżował ręce- twoja babcia nie wie, że cie nie było- znowu się uśmiechnął- myślałem, że jesteś z tych dobrych dziewczynek, które nie okłamują babć.
- Zapomnij co myślałeś, bo dobre dziewczynki to złe dziewczynki, które nie zostały przyłapane.
- Hm- spojrzała na mnie dziwnie jakby chciał powiedzieć "o tak".
- Idę pa- odwróciłam się i weszłam do domu. Po ciuchu przeszłam po schodach. Delikatnie zamknęłam drzwi od mojego pokoju i odetchnęłam z ulgą, że babcia jeszcze nie wstała. Ściągnęłam buty i podłączyłam telefon do ładowarki. Teraz dopiero serce zaczęło mi walić jak sobie uświadomiłam fakt co ja powiedziałam. Powiedziałam Luke'owi, że chcę z nim uprawiać seks. Kurwa pewnie będzie się teraz ze mnie śmiał z innymi. Tylko podniosłam mu samoocenę i się zbłaźniłam. Może jak mu się skończy kac to zapomni. Ergg.
Poszłam do toalety zmyć makijaż. Jak ja wyglądam. Ze szminki już nic prawie nie zostało a cały tusz miałam rozmazany. Ugh. Wyczyściłam buzię i poszłam wziąć prysznic. Zmyłam z siebie cały aromat alkoholu, dymu i męskich perfum. Wyszłam z kabiny i podeszłam do umywalki. Umyłam zęby i jeszcze raz przemyłam twarz zimną wodą. Obwinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Podeszłam do szafki i wybrałam jakieś ciuchy. Dzisiaj będę miała leniwy dzień. Oczywiście, że poszłabym spać teraz, ale to było by podejrzane, że przespałabym cały dzień. Potrzebuję czegoś co mnie rozbudzi. Potrzebuję kawy. TAK.
Wybrałam ciuchy i odłączyłam mój telefon. Nie zdążył się zaraz naładować jakoś szczególnie, ale się nigdzie bez niego nie ruszam. I jak na zawołanie zaczął zdzwonić.
Ja: Hejo.
Tata: No i jak tam córuś?
J: Serio super.
T: No to fajnie, zostały ci jeszcze nie całe 2 miesiące, wiesz?
J: Wiem, wiem dokładniej to półtorej miesiąca - usiadłam na łóżku.
T: Jak tam twoi znajomi?- mówiłam mu o wszystkich tutaj jak zdzwonił za którymś tam razem.
J: Um dobrze, ostatnio zrobiliśmy sobie nocowanie- na którym się upiłam. Bądź ze mnie dumny tato, że udało mi się nie zrobić z ciebie dziadka!
T: Mam nadzieję, że się dobrze bawiłaś. A jak babcia?
J: Śpi, ale ogólnie to dobrze tak samo jak ciocia- usłyszałam w tym momencie jak ktoś mówi coś do mojego taty.
T: Vanka chcę z tobą rozmawiać.
J: Oki- usłyszałam jak coś jeszcze do siebie mówią.
V: Hej laska- na sam jej głos się uśmiechnęłam.
J: Tęsknię- powiedziałam kręcąc włosa.
V: Ja też, ale jak cie nie ma przynajmniej nikt się nie kłóci ani nic heh- no tak zawsze kłócę się z mamą.- Ogólnie to jak wrócisz jedziemy razem do Miami.
J: Skąd wiesz, że się tam dostanę i czy w ogóle tam dostanę?- Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka bawiąc się jakimiś zeszytami.
V: Bo jesteś świetna i się tam dostaniesz- usłyszałam jak się zaśmiała.
J: Wszystko się okaże w następnym miesiącu.
V: No tak bo dostaniesz listy z college'y. Ej siostra to nie ważne, muszę spytać.
J: No?- wiedziałam o co spyta to było zbyt oczywiste.
V: Poczekaj wyjdę z pokoju- szepnęła do słuchawki. Mogłam usłyszeć jak zamyka drzwi i chyba usiadła na łóżku.- No więc- zaczęła a ja podeszłam do okna- są tam jacyś przystojni chłopacy?- to było zbyt oczywiste, że o to spyta.
J: Dla ciebie to chłopcy- zwróciłam uwagę na różnicę wiekową- um jacyś są- spojrzałam na okno Luke'a.
V: A jest jakiś szczególny?- nie widziałam jej, ale mogę jasno stwierdzić, że się właśnie uśmiechnęła.
J: Nie- odeszłam od okna i wróciłam na łóżko. Jak bym powiedziała, że jest na sto procent by pytała kto, a nie mam ochoty ciągnąć tej rozmowy.
V: Pewnie jest, ale nie chcesz powiedzieć- zaczyna się jezu.
J: Są wakacje daj mi żyć.
V: O mój boże ty się serio zakochałaś- prawie pisnęła. Nawet ja tego nie wiedziałam. Mam zaprzeczyć? I tak będzie gadać swoje. Jak potwierdzę będzie mnie wypytywać. Egh.
J: Muszę kończyć babcia mnie woła.
V: Co, ale- nie zdążyła dokończyć bo się rozłączyłam. Położyłam się z ulgą na łóżku. Głowa mnie wciąż boli, a ona mnie pyta o takie rzeczy. Ergg. Oczy mi się same zaczęły zamykać więc wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni zrobiłam sobie kawę i wypiłam ją oglądając telewizor.
Można powiedzieć, że tak spędziłam cały dzień. Nic nie robiąc. Wieczorem jak ciocia wróciła zaczęłyśmy wszystkie grać w karty.
- Mamo zauważyłaś jaka Laura jest nieprzytomna- jezu ciocia znowu swoje.
- Może się zakochała- babcia wyłożyła kartę.
- Dajcie spokoju jestem zmęczona i tyle- powiedziałam zabierając kartę ze stołu.
- Czym?- ciocia się zdziwiła.
- Nie spałam całą noc, bo było tak gorąco, że nie mogłam wytrzymać- skłamałam.
- To idź może teraz spać skarbie, co?- babcia spojrzała troskliwie na mnie.
- Nie myślę, że jeszcze trochę posiedzę- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Idę po coś do jedzenia- ciocia wstała z krzesła i poszła do kuchni.
- Lauruniu- babcia się pochyliła do mnie- nie zwracaj uwagi na ciocie, ona zawsze szuka sensacji gdzie jej nie ma- powiedziała przyciszonym głosem, Ciocia nie szuka sensacji, ona jest sensacją.
- Jestem- powiedziała Sally trzymając w ręku paczkę chipsów paprykowych.
- Fajnie- powiedziałam zniechęcona widząc paczkę.
Ciocia usiadła koło mnie z powrotem i położyła paczkę koło moich kart, które leżały na stole.
- Możemy wrócić do gry- ciocia wyciągnęła garść chipsów i zaczęła je spożywać. Babcia też raz po raz brała po jednym albo po dwóch. Jedynie ja oczywiście ich nie ruszyłam.
Około 22 babcia już spała, a ja z ciocią siedziałyśmy w salonie i oglądałyśmy powtórkę jakiegoś kiepskiego serialu. Miałam już dość i poszłam na górę. Nawet się nie myłam, tylko od razu położyłam do łóżka.
Rano po przebudzeniu od razu sprawdziłam telefon. Miałam wiadomość od Brada czy idę z nimi do skate parku. Odpisałam, że mi pasuje i wstałam z łóżka przeciągając się. Poszłam do łazienki się wykąpać. Umyłam włosy i się porządnie przepłukałam. Wyszłam z kabiny i podeszłam do lustra. Przetrzepałam włosy ręcznikiem i umyłam zęby. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Podeszłam do szafy i zaczęłam dumać co ubrać dzisiaj. Nie jest dzisiaj jakoś szczególnie ciepło, ale też nie jest zaraz jakoś chłodno. Wydumałam, że założę tank top i jeansy.
Wzięłam laptopa pod rękę i zeszłam na dół gdzie babcia czytała gazetę. Przywitałam się z nią i podeszłam do lodówki, wyciągnęłam z niej sok, który nalałam sobie do szklanki i wyszłam z nim na taras. Słońce dzisiaj fajnie świeciło, tylko ten wiatr trochę przeszkadzał. Położyłam laptopa na stoliku i go włączyłam. Napiłam się łyka soku i odłożyłam szklankę koło laptopa. Brad nie pisał o której dokładnie mamy iść do parku więc zgaduję, że jeszcze napisze.
Byłam w trakcie oglądania Teen Wolf, kiedy mój telefon zawibrował. Bard napisał, że czekają pod sklepem. Wyłączyłam laptopa i zaniosłam go do salonu, zostawiając go tam, odłączając słuchawki od laptopa i chowając je do kieszeni.
- Idziesz gdzieś?- usłyszałam głos babci.
- Tak umówiłam się z innymi do skate parku- powiedziałam zakładając buty.
- Nic nie zjadałaś, chcesz iść z pustym żołądkiem?- babcia stanęła we framudze drzwi.
- Zjemy na mieście- uśmiechnęłam się, mając nadzieję, że jednak się tak nie stanie.
- Dobrze- babcia kiwnęła głową- uważaj na siebie dziecko.
- Pa- wyszłam z domu chowając telefon do kieszeni. Wzrokiem znalazłam deskę i ją podniosłam. Podłączyłam słuchawki do telefonu i schowałam go z powrotem do kieszeni. Weszłam na deskę i się odepchnęłam. Przejechałam koło domu Brooks'ów, domu Katy i Rosie. Przy domu blondynki skręciłam w stronę sklepu. Zjechałam z górki i na dole skręciłam w prawo. Czy tylko ja kocham zjeżdżać z górki słuchając muzyki... Zobaczyłam grupkę osób i przewróciłam oczami na widok palącego Luke. Czy podobał mi się zapach?
Tak.
Fakt, że pali?
Nie.
Pieprzona logika.
Podjechałam do nich i nogą przyhamowałam.
- Laura- Katy krzyknęła i do mnie podeszła. Przytuliła mnie jakbyśmy się nie widziały bardzo długo. Uśmiechnęłam się bo to znaczy, że mnie serio musi lubić.
- Hej- powiedziała reszta radośnie. Luke rzucił papierosa na ziemię i zgniótł go stopą. Zobaczyłam, że Cody i Brad też kończyli palenie i powtórzyli czynność Luke'a.
Bo uzgodnieniu jakiś szczegółów jak: co robimy potem albo kto przez jaki czas pilnuje rzeczy, zaczęliśmy jechać.
Siedziałam z Brad'em na murku i nie miałam całkowitej ochoty na jazdę. Katy mi zniknęła gdzieś z oczu. Cody jeździł z jakimiś kolesiami, Dylan popisywał się przed jakimiś dziewczynami, a Luke i Lee są w kącie z kolegami i palą. Luke zauważył, że się na niego patrzyłam się szybko odwróciłam wzrok i spojrzałam na Brada.
- Jak tam twój chłopak?- spytałam, żeby odwrócić uwagę od Luke'a.
- Już nie jest moim chłopakiem- Brad wzruszył ramionami.
- Jak to?- zmarszczyłam brwi.
- Czy ja wiem, zerwałem z nim.
- Ale podobno wszystko między wami było dobrze
- Właśnie "podobno"
- Co się stało?
- Przyłapałem gnoja na zdradzie.
- Kutas- usłyszeliśmy czyjś głos. Popatrzyłam na górę żeby spojrzeć na Luke'a.
- Wiem, ciągle na takich trafiam- posmutniał.
- Znajdziesz jeszcze kiedyś takiego który będzie chciał być z tobą nie ważne od sytuacji- pocieszyłam go- najwyraźniej on nie był ci pisany.
- Na pewno skoro go zdradził- Luke prychnął.
- Hm? Jak ty możesz się wypowiadać w tej sparawie jak jedyny związek jaki miałeś to twój brat z Rosie z twoim pokoju- powiedział Brad i zaśmiałam się na to.
- No bo skoro jesteś w kim w związku to po co masz zdradzać tą osobę? To jest bez sensu- Luke wzruszył ramionami.
- Prawda- przyznałam mu racje. Spojrzał na mnie i od razu odwróciłam wzrok. Czułam się jeszcze gorzej w jego towarzystwie niż wtedy na imprezie jak tańczyliśmy. No bo teraz nie mam żadnej substancji która by dodała mi pewności siebie. A nawet nie wiem na jakim poziomie jesteśmy. No bo powiedział "pieprzyć przyjaźń" jak ja mam to rozumieć? Że teraz chce czegoś więcej? Czy zależy mu bardziej na moim ciele niż na mnie... Nie nie nie nie! Muszę przestać o tym myśleć bo to zmierza w złym kierunku.
- A ty Lau?- spojrzałam na nich. Zamyśliłam się kurwa.
- Um ja... co ja?- uśmiechnęłam się niezręcznie.
- Jesteś dziewczyną jak chłopacy powinni traktować dziewczyny według ciebie?- spytał Brad. On jest ostatnią osobą tu która powinna o to pytać.
- Czy ja wiem... Na pewno musi mieć jakieś hobby czy coś- nie wiedziałam co powiedzieć. Nie chcę, żeby Luke się wzorował na tym co powiem. Wiem jestem głupia, że tak pomyślałam, bo on pewnie nawet mnie nie lubi w żaden specjalny sposób.
- To tyle?- zdziwił się Luke.
- No?- spytałam retorycznie.
- Każda dziewczyna tutaj zawsze wymienia tysiąc rzeczy, a ty tylko tyle- podsumował Brad.
- Myślę, że to dlatego, że nie chcę, żeby chłopak się zmieniał specjalnie dla mnie- spojrzałam na Luke'a- musi być sobą i niczego nie udawać to wszystko.
- Myślę to samo o dziewczynach- przygryzłam wargę jak Luke to powiedział. Poczułam się źle, za tą imprezę. Ale nic na to nie poradzę, że on woli dziewczyny które są bardziej rozebrane i pewniejsze. Czyli wszystko co mnie nie dotyczy.
- A ja właśnie mam o chłopakach takie zdanie, że trafiam na coraz gorszych.
- Bo szukasz na siłę- powiedziałam.
- Co proszę?- Brad się zdziwił.
- Prawdziwa miłość jak przyjdzie to będziesz wiedział, że to prawdziwe uczucie nawet jeszcze przed związkiem z tym kimś.
- Ale nie umawiając się z nimi, nie wiem czy są stworzeni dla mnie.
- To właśnie Lau ci próbuje powiedzieć tumanie- powiedział Luke- nie musisz być z kimś żebyś wiedział, że to właściwa osoba.
- Coś w tym jest- Brad przyznał rację- na razie wpadł mi w oko tamten chłopak- spojrzałam przed siebie, żeby spojrzeć na jakiegoś blondyna- idę zagadać- Brad wstał.
- Pamiętaj nic na siłę- powtórzyłam. Chłopak kiwnął głową pokazał kciuki i odszedł. Luke usiadł na jego miejscu.
- Więc- Luke zaczął, ale się wycofał. Okey...
Po chwili siedzenia w niezręczniej chwili Katy do nas podeszła.
- Co wy tak siedzicie? Chodźcie- Katy podeszła do nas.
- Nie chce mi się- powiedział Luke.
- Już idę- wstałam, podniosłam moją deskę i poszłam z Katy w stronę ramp.
Lee podszedł do nas. Czułam od niego dym z papierosów.
- Yo laski- zauważyłam, że często używa to sformułwanie.
- Hejka- Katy się słodko uśmiechnęła.
- To ty Lau umiesz jeździć?- blondyn się zdziwił.
- Tak? Przecież już byliśmy tu razem.
- Ale wtedy chyba nie jeździłaś tak dużo więc może nie zwróciłem uwagi- wzruszył ramionami.
Kutas.
Nie zwrócił uwagi jak jeżdżę? Ale jak dmuchał mi dymem do ust pewnie zauważył. To chłopak, ich logika działa inaczej. Spokojnie. Spojrzałam kontem oka na Luke'a. Pod nosem się uśmiechał kpiąco. Chyba jednak tylko logika Lee tak działa skoro nawet Luke się z niego podśmiewywuje.
- Dość sporo jeździłam- powiedziałam żeby mu dokuczyć. Popatrzyłam na Katy która nie rozumiała o co mi chodzi. No tak ona nie wie, że chłopak mnie całował. Ona nie wie, że jakikolwiek chłopak mnie tu całował.
- Idziemy jeździć na rampy?- Lee zmienił temat.
- Chodźmy coś zjeść- Luke wstał.
- Już?
- Jestem głodny- Luke założył swoje ray bany.
- No dobra- Katy wzruszyła ramionami. Czyli idziemy jeść. W głowie układałam plan, żeby z nimi nie iść. Bo nie byłam głodna. No może troszeczkę...
Stanęliśmy wszyscy na desce i zaczęliśmy jechać. Jechałam na samym końcu powoli. Luke jechał przede mną słuchając muzyki przez słuchawki i odpychał się od ziemi raz po raz. Katy prowadziła, a Lee jechał po między Katy a Luke'm. Był ciągle zapatrzony w ten swój telefon. Brad jechał praktycznie koło mnie. Wyprzedził mnie delikatnie, żebyśmy się zmieścili na chodniku i żadne się nie wywalało.
- Długo jeździsz?- spytał mnie Brad.
- Um jakoś od piątego roku życia- zastanowiłam się.
- Długo- skomentował Luke, który jechał przed nami.
- A ty ile?- spytałam Brada.
- Jakoś od pięciu może sześciu lat.
- Też długo- uśmiechnęłam się do niego.
Po kilku minutach jechania na desce, weszliśmy do tej samej kawiarni w której byliśmy za pierwszym razem po skate parku. Zajęliśmy miejsca i każdy myślał co zamówić. Wybrałam tylko kawę wanilinową, a cała reszta wzięła sobie jeszcze jakieś kanapki. Katy i Lee poszli zamówić. Kiedy wrócili z zamówionymi rzeczami usiedli i każdy wziął swoje zamówienie.
- A tak w ogóle Lau czemu nic nie wzięłaś?- spytał Luke z pełną buzią.
- Nie byłam głodna- wzruszyłam ramionami- to mi wystarczy.
- Pewnie nie chce się objadać, przed obiadem u babci- zaśmiał się Lee. Przewróciłam oczami.
Sraj się.
- Ale jesteś zabawny, aż nikt się nie śmieje- powiedziała Katy.
- Daj spokój- powiedział Brad do Katy- i tak będzie gadał swoje.
- Wy dajecie spokój- powiedział blondyn- nawet już przy was zażartować się nie da.
- Idzie ktoś jutro na imprezę do Amy?- spytał Luke zmieniając temat.
- Nie- powiedzieli wszyscy praktycznie jednym głosem.
- Kurwa.
- A co?- spytał Cody gryząc swoją kanapkę.
- No bo mnie zaprosiła i nie chcę iść sam- położył się na stole.
- Nie będziesz sam- powiedziała Katy- pewnie będzie Emma, o i przecież Amy ma chłopaka, więc pewnie on też tam będzie- Luke popatrzył na nią wzrokiem jakby sama nie słyszała co mówi.
- No tak...
- Ja mogę iść- powiedziałam niepewnie. Jeszcze czułam się głupio za fakt, że mu przyznałam wczoraj, że chcę mieć z nim mój pierwszy raz. Ale na razie nie zachowywał się tak, jakby to pamiętał.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Serio?- zdziwił się.
- Tak, znaczy jeśli nie chcesz to- zaczęłam.
- Okey- powiedział.
- Um co?- powiedziałam zdezorientowana.
- Możesz ze mną iść jak chcesz- wzruszył ramionami. Człowieku daj z siebie jakieś emocje. Skąd mam wiedzieć czy podoba ci się ta propozycja czy nie. Uśmiechnij się, albo skrzyw. Cokolwiek.
- No to masz już z kim iść- powiedział Lee,
- A z jakiej okazji cie zaprosiła?- zdziwił się Brad.
- Impreza nad basenem.
- Czemu zaprosiła cie, a nie mnie?- zapytał mocno zdziwiony Cody.
- Bo u mnie jest na co popatrzeć- uśmiechnął się znacząco.
Uh teraz masz emocje nagle.
- To dobrze, że Laura też idzie- powiedziała Lee.
- Co masz na myśli?- spytał Brad.
- U Laury też jest na co popatrzeć- mrugnął do mnie. Jakoś już odechciało mi się dopijać tą kawę.
- Boże Lee- Katy zakryła twarz ręką- nie mów o tym.
- Czemu?
- Może nie chce o tym słuchać?- powiedział Luke jakby to było oczywiste.
- Ale kto ty czy ona?- Lee spytał zdezorientowany.
- Nikt nie chce słuchać jak gadasz o ciele dziewczyn- Brad prawie krzyknął.
- Ale widzieliście jakie ma ładne- zaczął blondyn.
- Zamknij się- powiedziałam kładąc się na stole.
- Usta- powiedział Lee- chciałem powiedzieć usta, bo to jedyna rzecz którą poznałem.
- Co?- powiedziała Katy.
- Czekaj co?- Cody się prawie zakrztusił.
- Noo- powiedział znacząco.
- Całowałaś Lee?- Cody prawie krzyknął.
- Um- nie byłam w stanie odpowiedzieć. Jestem zła i zażenowana. Po chuj on to mówił?
- Tak całowała mnie- Lee powiedział dumnie.
- Nie ja ciebie tylko ty mnie- przypomniałam mu.
- Wszystkie mnie chcę nie udawaj- przeczesał włosy ręką.
- Nie wszystkie- powiedziała Katy.
- To nie zmienia faktu, że całowałem Laurę- Lee się podparł.
- No i? Ona nie jest jakąś nagrodą żebyś mógł się tym chwalić- powiedział Cody.
- Jesteś zazdrosny i tyle- Lee założył ręce.
- Idę do kibla- Luke wstał od stołu i odszedł.
- Ja już wrócę do domu- też wstałam.
- Czemu? Nie przejmuj się tym ułomem- powiedział Brad.
- Ja tu jestem- Lee podniósł rękę.
- Wrócę z tobą- Katy wstała, pomijając uwagę Lee.
- Jak chcesz- wzruszyłam ramionami. Wzięłam moją deskę i wyszłam nie dopijając mojej kawy.
Przechodziłyśmy koło sklepu i weszłyśmy do niego, bo Katy chciała kupić coś do picia. Czekałam na nią pod sklepem, pilnując nasze deski. Usłyszałam jak za mną ktoś podjeżdża na desce i zatrzymuje się tuż przy mnie. Odwróciłam się w stronę tej osoby tylko po to, żeby sprawdzić kto to.
- Luke?- spytałam kiedy spojrzałam na chłopaka.
- Czekasz na Katy?- spytał odkładając deskę na ziemię.
- Um tak.
- Poczekam z tobą- włożył ręce do kieszeni.
- Okey- uśmiechnęłam się w środku, że tu jest. Chociaż nie wiem czemu.
- Czemu wyszłaś?- usłyszałam jego głos.
- Bo nie chciałam już tam siedzieć- wzruszyłam ramionami.
- A ty czemu poszedłeś?
- Nie chciałem już tam siedzieć- uśmiechnął się głupkowato. Wkurza mnie tym kiedy powtarza moje pytania lub zdania, albo odpowiada na moje pytania tak, że nie da się nic na to powiedzieć.
Przewróciłam oczami i popatrzyłam na idącą Katy w naszą stronę.
- Co tu robisz?- spytała Luke'a kiedy podeszła do nas.
- Stoję.
- Chodźmy już do domu- pośpieszyłam ich.
- Co ci się tak śpieszy?- zadziwiła się Katy podnosząc deskę.
- Po prostu chcę już być w domu, to tyle- wzruszyłam ramionami.
Stanęłam na mojej desce i zaczęłam jechać. Jestem zła. Nie, jestem zirytowana. Nie mam na nic siły. Lee mnie wkurza, Luke też.
Luke...
Po drodze Katy skręciła do swojego domu, a ja z Luke'm dojechaliśmy pod jego dom. Był bliżej niż mojej babci więc się tam zatrzymaliśmy. Podniosłam deskę.
- Zauważyłem, że mało jesz- chłopak też się zatrzymał.
- Co to za stwierdzenie?- spytałam kpiąco.
Kurwa.
- Trafne?- spytał.
- Może?- wzruszyłam ramionami.
- Dlaczego mało jesz?- kurwa czemu on mnie o to pyta. To chyba moja sprawa czy się głodzą czy nie.
- Bo nie lubię- stanęłam przed nim.
- Każdy lubi jeść.
- Jak widać nie każdy- uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
- O co ci chodzi?
- Jestem gruba- spojrzałam na siebie.
- Z której strony?- popatrzyłam na chłopaka.
- Z każdej? Proszę nie rozmawiajmy o tym- zamknęła oczy.
- Ale nie chcę, żebyś robiła sobie takie rzeczy.
- Nie tnę się- pokazałam moja nadgarstki- to nic.
- Jak to nic? Co z tego, że się nie tniesz skoro i tak robisz sobie krzywdę?
- Ale przynajmniej będę chuda.
- I martwa- dodał.
- Przestań tak mówić ja się nie czepiam, że palisz.
- Ale to ty się głodzisz, a palenie to co innego.
- To, że mam zaburzenia odżywiania to tylko i wyłącznie moja sprawa, tak samo jak to, że palisz.
- Fakt- powiedział. Tak bardzo chciałam, żeby powiedział, że się o mnie martwi i nie chcę, żebym nie robiła sobie takie rzeczy, ale to nie jest jakieś pieprzone fanfiction czy książka, więc mogę tylko pomarzyć.
- Twoja sprawa to prawda- powiedział- ale ja chcę cię żywą- Luke rzucił swoją deskę na ziemię.
Nie odpowiedziałam na to. Chociaż piszczałam w środku.
Chłopak wyciągnął telefon i sprawdził godzinę.
- Pójdę już- powiedziałam.
- No dobra- powiedział Luke.
Chłopak puścił mi oczko i odszedł.
Poszłam do domu. Rzuciłam deskę przed drzwiami i weszłam do środka. W domu ściągnęłam buty i przeszłam do pokoju. Babcia cię myła z tego co słyszałam.
Usiadłam na łóżku i miałam w głowie tylko jedno.
"ale ja chcę cię żywą"
Na samą myśl mój żołądek się wywraca. Nigdy bym nie pomyślała, że on mnie chce. Sądziłam, że Luke woli chude dziewczyny.
Około 21 przebrałam się w piżamę i umyłam zęby. Wychodząc z łazienki i rzucając przy okazji ciuchy na podłogę podeszłam do okna.
Przygryzłam wargę. kiedy zobaczyłam jak Luke ściąga koszulkę. Zaczęłam głębiej oddychać czy mi się wydaje?
Chcę go dotknąć.
Chłopak zrzucił koszulkę na ziemię i podszedł chyba do biurka po czym wyszedł z pokoju. To było zbyt krótkie.
Laura ogarnij się.
Położyłam się do łóżka i zaczęłam myśleć. Całuje mnie, potem mówi, że nie chce związku, potem mnie znowu całuje. Kurwa. On jest bardziej niezdecydowany niż kobieta na wyprzedaży. A pro po wyprzedaży muszę się wybrać do jakiś sklepów jak wrócę, albo zamówić coś przez internet. Może jutro czegoś poszukam. Chyba, że znowu coś wymyślą to będę musiała przełożyć szukanie odzieży. Pamiętam, że Rosie miała na pierwszej imprezie taki super cropp top. Katy też w nich często chodzi. Muszę je popytać gdzie kupują. Chociaż pewnie taki cropp top nie będzie ładnie wyglądał na wystającym brzuchu. Ogólnie jakiś mam, ale jest taki luźny. Może wybiorę się z Bradem kiedyś bo Katy chyba coś wspominała, że z nim jeździ na zakupy. Hmm ciekawe jak tam Barda życie miłosne. Miał się z nikim nie wiązać z tego co pamiętam, ciekawe jak sobie radzi. Przypomniało mi się jak na imprezie mu doradziłam, żeby nie zrywał ze swoim, wtedy, obecnym chłopakiem. To była impreza na plaży. Moja druga impreza tutaj. Wiem, że nie chciałam, żeby jego już były chłopak poczuł się wykorzystany.
O chuj.
Aż się podniosłam do pozycji siedzącej. Miałam w głowie tylko jedną rzecz. Dlaczego nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.
"Bycie wykorzystanym jest do dupy"
Słowa Luke'a. On powiedział coś podobnego. Czyli... Wiem czemu nie chce się z nikim wiązać. Tylko... Co spowodowało, że akurat przez takie coś nie będzie chciał z nikim być. Ktoś go wykorzystał? Czy boi się tego sam z siebie?
***
Hejooo!
Dodałam w końcu.
Miałam go dodać później, ale pomyślałam sobie, że wole dokończyć posta niż uczyć się na matmę (walić matematykę).
Więęęęc....
Chciałbym ten rozdział zadedykować wszystkim osobą które czekały i które komentują każdy post, każdy rozdział.
♡Dziękuję Wam♡
A co to tych piosenek z tamtej notki, może dodam do palylisty :D Chciałam coś z tym zrobić (nie powiem co, bo coś podobnego będzie "gdzieś indziej" i nie chcę nic zdradzać) ale jak dodam do palylisty to się raczej nie zmarnują heh :)
Za błędy oczywiście przepraszam.
Zapraszam do komentowania.
I bla bla bla xD
♡TheStellaWish♡


