Wstałam po 18. Zasnęłam na około 2 godziny. Przetarłam oczy i podeszłam do biurka. Wzięłam laptopa na ręce i napiłam się wody. Kiedy ją odstawiałam poczułam tylko coś zimnego przy stopie. Popatrzyłam na ziemie i odstawiłam laptopa na biurko. Szybko pobiegłam po jakąś ścierkę. Jak to się stało, że nie trafiłam ze szklanką na biurko. Jak? Wróciłam do pokoju i podniosłam jeszcze mokrą szklankę na biurko i wytarłam wodę z wykładziny. Zaniosłam z powrotem ścierkę do łazienki i włożyłam do umywalki. Weszłam z powrotem do pokoju i miałam zawał jak zobaczyłam na czym postawiłam szklankę. No to po laptopie. Wytarłam go rękawem i zeszłam z nim na dół. Babcia siedziała przy stole i czytała gazetę popijając herbatą. Usiadłam na krześle na przeciwko niej i położyłam laptopa przede mną.
- Chyba mamy problem- powiedziała.
- Chyba popsułam sobie laptopa.
- A sprawdzałaś?
- Zazwyczaj świeci się tu światełko- pokazałam jej miejsce które powinno świecić.
- Zadzwonić po kogoś?- spytała.
- Nie chcę cię naciągać na koszty- zaczęłam.
- Kochanie gdybyś nie chciała żebym po kogoś zadzwoniła nie przynosiłabyś go tutaj a po za tym to będzie darmowe- powiedziała i dopiła herbatę- poczekaj gdzieś tu mam telefon.
- Nie musisz dzwonić teraz.
- Zadzwonię z rana- położyła rękę na mojej głowie- chcesz coś jeść?- spytała i podeszła do lodówki.
- Nie dziękuję- babcia wróciła na miejsce.
- To opowiedz jak było na wycieczce?- opowiedziałam jej pomijając niektóre momenty...
- Plus miał z nami jechać Lee, ale nie mógł- wzruszyłam ramionami zrezygnowana.
- Oh tak widziałam go tu z Emmą i Brad'em- powiedziała babcia. Posiedziałyśmy jeszcze przy telewizorze i tam też przy okazji porozmawiałyśmy. Potem babcia powiedziała, że musi zapalić i wyszła na taras za domem. Wyszłam z nią bo lubiłam tam siedzieć zwłaszcza, że teraz dochodzi 20 i słońce już powoli zachodzi. Ale fakt, że pali trochę to niszczył. Usiadłam na krześle koło babci i popatrzyłam na jej ogródek.
- Umówiłaś się gdzieś jutro?- spytała babcia.
- Nie- pokręciłam głową.
- A co powiesz, żebyśmy jutro upiększyły mój ogródek?- powiedziała babcia tuż po wypuszczeniu dymu. Nie wiem może o to pytałam, ale czy ja jestem jedyną nie palącą osobą tutaj?
- Super pomysł.
- To rano jak wstaniesz zadzwonię do sąsiada, żeby przyszedł obejrzeć twojego laptopa i przez ten czas jak tu będzie pójdę kupić jakieś nasiona i kwiatki w doniczkach.
- Podoba mi się ten pomysł- powiedziałam z uśmiechem. Fajnie, że będę mogła spędzić ten dzień z babcią. Kiedy skończyła palić wstałyśmy i zaczęłyśmy planować gdzie co zasadzić i jak co ma wyglądać.
- A tu może damy róże- pokazała babcia- oh a tam możemy zasadzić jabłonkę- wskazała na miejsce przy płocie. Kiedy popatrzyłam ciutkę wyżej zobaczyłam kobietę która podlewała kwiaty. Spojrzała na nas i nam pomachała na co babcia odmachała i podeszła do niej dając mi znak, żebym też podeszła. Stanęłam przy płocie i się przywitałam.
- I jak minęła podróż?- spytała miło babcia.
- Oh kochana to ci opowiem jak usiądziemy przy herbacie może jutro?- spytała kobieta.
- No nie wiem jutro mi kiepsko pasuję. Dzisiaj może jeszcze do was zajrzę bo akurat mam sprawę do twojego syna- jaką babcia może mieć sprawę?- oh a poznałaś Laurę?- babcia spojrzała na mnie.
- To Laurunia tak wyrosła?- ok ona mnie zna? Ja jej nie. Mam się bać?- pamiętam jak byłaś taka mała i bawiłaś się z moimi chłopcami w piaskownicy. Oh ale to było dawno, a teraz spójrz na siebie jak ty wyrosłaś- mówiąc o metrze pięćdziesiąt ponad nie ma co mówić o wyrośnięciu- pewnie masz samych kawalerów którzy na ciebie czekają w LA- nawet moja matka na mnie nie czeka nie mówiąc o jakiś chłopakach. Zaczynam ją po woli kojarzyć.
- Nie za bardzo, ale dziękuję- powiedziała uśmiechając się delikatnie.
- Musisz nas odwiedzić z babcią dzisiaj i poopowiadać- zachęcała mnie kobieta.
- Myślę, że przyjdę sama, bo Laura wróciła dzisiaj z wycieczki i jest trochę zmęczona- babcia założyła jedno pasmo moich włosów za ucho.
- Moi chłopcy tak samo, wrócili, zjedli i poszli spać- ciemno włosa machnęła ręką.
- Tak byłam z nimi- odezwałam się.
- Jak miło, że się znowu kolegujecie w takim razie na pewno musisz do nas zawitać kiedyś- uśmiechnęłam się do kobiety i kiwnęłam głową.
- To za jakieś pół godziny wpadnę do was- powiedziała babcia i odeszłyśmy. Kiedy wchodziłyśmy do domu zobaczyła jak Luke odchodzi od okna. Ciekawe jak długo się tam patrzył.
- Idę się wykąpać- pocałowałam babcię w policzek- masz wrócić przed 23 i jak poczuje od ciebie alkohol- pokiwałam palcem. Babcia się zaśmiała i poklepała mnie po głowie.
Weszłam na górę i nalałam sobie wody do wanny. Ściągnęłam ciuchy i weszłam do ciepłej wody. Położyłam się w niej i zaczęłam rozmyślać. Tylko nie wiem czemu zaczęłam myśleć o Luke'u. Miałam jego twarz przed oczami. To jak się uśmiecha i mruga tuż po powiedzeniu jakiegoś głupiego tekstu. Albo ten jego wzrok tuż przed tym jak mnie całuje. Wyszłam z wanny i uczesałam włosy. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam wyciągnąć z szafy coś w czym będę spać. Tak właściwie to czemu on mnie całuje? Kurdę pytałam go o to, ale nie odpowiedział. No dobra odpowiedział, ale co to za odpowiedz "czemu oddałaś pocałunek?" no kurwa. Ups znowu złapałam się na myśleniu o nim. Ostatnio to jest coraz częstsze u mnie. Założyłam dresy i jakiś podkoszulek. Weszłam pod kołdrę i posiedziałam chwilę na tumblerze. Zaśmiałam się jak zobaczyłam co Katy i Cody do siebie napisali. Mimo, że wcześniej pospałam trochę to w ciąż byłam śpiąca. Odłożyłam telefon i położyłam się spać.
Rano obudziłam się o 9. Poszłam do łazienki umyć zęby. Kiedy chciałam założyć soczewki zorientowałam się, że wczoraj przed wyjazdem zużyłam ostatnie. Czyli byłam skazana na okulary. Świetnie. Ubrałam czerwoną koszulkę i czarne krótkie spodenki. Nie zamierzałam dzisiaj wychodzić z domu bo przecież miałam z babcią ogródek "upiększać".
Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki. Jadłam je i czytałam jakieś czasopismo. Babcia zeszła na dół akurat jak myłam miskę. Weszła do kuchni w szlafroku i nalała sobie kawy do kubka.
- Dzisiaj przyjdzie około 12 ci naprawić- powiedziała babcia.
- A kto to będzie?
- Sąsiad- ale dużo mi powiedziała. Jest kilka minut przed 10 więc pójdę ogarnę pokój przed przyjściem jej sąsiada.
- Laura- babcia mnie zatrzymała jak wychodziłam z kuchni- ładnie ci w okularach- powiedziała wskazując kubkiem w moją stronę. Idą na górę minęłam się z ciocią na schodach.
- Wow laska ty masz okulary- widać po jej oczach, że wczoraj była nie tylko w pracy. Weszłam do pokoju i wszystkie ciuchy dałam do kosza na pranie, ułożyłam ładnie pościel i otworzyłam okno. Było strasznie gorąco. Otwierając okno nie mogłam nie spojrzeć. Luke leżał na łóżku z laptopem i coś oglądał jedząc żelki. Wspaniałe śniadanie. Odeszłam od okna i spojrzałam w lustro. Zeszłam na dół i napisałam babci na kartce jakie ma mi kupić soczewki. Pożegnałam się z nią i poszłam do salonu. Myślałam, że tu będzie ciocia. Wyszłam na taras. Siedziała na leżaku w ogródku i się opalała. Bardziej trzeźwiała, ale pomińmy to. Wróciłam do salonu i włączyłam telewizje. Za godzinę ma przyjść ten gościu. Pewnie będzie miał opuszczone spodnie do połowy tyłka, będzie śmierdział golonką i będzie miał taki nie fajny zarost jak każdy facet po czterdziestce. Ugh. Niby jakimś dziewczyną się to podoba? Skupiłam się na telewizji. Po godzinie zadzwonił dzwonek. Usłyszałam ciche "nie ma mnie". Ile ciocia wypiła? Przewróciłam oczami i z głupim uśmiechem podeszłam do drzwi.
- Dzień do- powiedziałam otwierając drzwi- Luke?- zdziwiłam się. Czy to nie dziwne, że tym sąsiadem jest akurat on?
- Mi ciebie taż miło widzieć- przewrócił oczami i wszedł do domu.
- Laptop jest na górze- powiedziałam i poszliśmy do mojego pokoju. Weszliśmy do niego ja usiadłam na moim łóżku kiedy chłopak podszedł do biurka sprawdzić laptopa. Zaczął go oglądać i usiadł na krześle.
- Przyniesiesz coś do picia? Czy będziesz tak siedzieć i podziwiać jak seksowny jestem?- popatrzył na mnie. Uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- Um tak- wstałam- zaraz wracam- poszłam do kuchni i nalałam mu orenżady a sobie wodę. Wróciła do pokoju i zobaczyła, że na podłodze leżą moje zeszyty. Odłożyłam szklanki i pomogłam chłopakowi podnosić.
- Sorka- powiedział jak podniósł jeden z nich.
- Spoko- wzięłam kilka i położyłam na biurku- przynajmniej nie tylko mi wszystko upada w tym pokoju.
- A to co- powiedział i zanim zdążyłam popatrzeć o co mu chodzi zaczął czytać- Don’t even have to say a word, no. Don’t even wanna hear a word
- Nie czytaj o boże- zakryłam twarz rękami- to upokarzające- powiedziałam trzymając ręce na twarzy.
- Czemu? Ta piosenka jest serio dobra- powiedział i zaczął przeglądać.
- Okey wystarczy oddaj mi to- próbowałam mu to zabrać.
- Piszesz serio dobre piosenki- powiedział jak udało mi się wyrwać zeszyt.
- To jakieś bazgroły- powiedziałam i rzuciła zeszyt na łóżko.
- Skoro tak nazywasz swoją twórczość- wzruszył ramionami i się napił.
- Co z laptopem?- spytałam żeby zmienić temat.
- Albo kupisz nowy, albo przesiedzisz całe wakacje na telefonie.
- Nie da się go naprawić?
- Zalałaś go, gdyby był wtedy zamknięty nic by się nie stało, ale był otwarty. Zalałaś wszystko- zaśmiał się i odłożył szklankę. Załamałam ręce i usiadłam na łóżku.- Nie załamuj się zawsze mogło być gorzej- uśmiechnął się na pocieszenie.
- Dzięki, że w ogóle sprawdziłeś- uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Chłopak też się uśmiechnął i spojrzał w stronę okna. Zmarszczył brwi i podszedł do niego.- Co się stało?- spytałam zdziwiona.
- Masz idealny widok na moje okno wiesz o tym?- pokazał palcem w tym kierunku.
- Co? Serio?- udawałam, że to jest nowość.
- Możesz na mnie patrzeć nawet jak się przebieram- poruszył brwiami. Lekko się zrumieniłam i poprawiłam okulary.
- To skoro nie możesz nic poradzić na laptopa to...
- Chcesz, żebym poszedł- spytał i podszedł do mnie. Wstałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Co nie, ale, ten no wiesz- kurwa. Podszedł jeszcze bliżej mnie i położył swoje ręce na moich łokciach. Spojrzałam na jego twarz i obróciła głowę w storę drzwi.
- Co?- spytał.
- Nic- wzruszyłam ramionami na co chłopak puścił moje łokcie- po prostu nie możesz mnie całować kiedy tylko chcesz.
- Oh no błagam- zaśmiał się- tylko o to ci chodzi?- wzruszyłam ramionami.
- Nie jesteś moim chłopakiem- powiedziałam.
- A może chcę nim być- moje serce zabiło mocniej- żartuje nie bawię się w związki- machnął ręką i się zaśmiał.
- Śmieszne- żeby to powiedzieć musiałam się bardzo wysilić żeby nie było słychać żadnych emocji.
- Oj no weź, nie lubisz jak cie całuję?- chciałabym powiedzieć "nie".
- A może ja się bawię w związki i nie chcę, żebyś mnie całował jeżeli nie jesteś moim pieprzonym chłopakiem- co ja gadam? Luke nie słuchaj mojego pieprzenia!
- No dobra.
- Okey.
- Tak po za tym wyglądasz pięknie w okularach i nieułożonych włosach- powiedział przy moim uchu. Poczułam jak moje policzki płoną i staram powstrzymać uśmiech- to ja się będę zbierał. Narka- puścił mi oczko i wszedł z pokoju. Szybko, bardzo szybko przeanalizowałam co się właśnie stało i czy to znaczy, że on mnie już nigdy więcej nie pocałuje? Co ja się przejmuję? No , ale... Nie Laura! Zeszłam szybko za nim. Chłopak podchodził już do drzwi i je otworzył. Podeszłam do niego i złapałam drzwi.
- To cześć- odwrócił się do mnie jak był już na zewnątrz.
- Pa- powiedziałam szybko i zamknęłam za nim drzwi. Babcia wróciła do domu pół godziny później. Założyłam soczewki i pomogłam jej wynosić wszystkie kwiatki. Ciocia przez ten czas zdążyła wyjechać do pracy, powiedźmy, że w lepszym stanie niż była... Około 15 (bo babcia musiała jeszcze zjeść obiad) wyszłyśmy na ogródek. Ściągnęłam bluzę którą wcześniej miałam bo jest gorąco i rzuciłam ją na krzesło. Babcia przyniosła rękawice i łopaty. Zaczęłyśmy od wyrywania chwastów i strych kwiatów. To nam zajęło koło półtorej godziny. Huh dużo tego było.
- Może przyniosę coś do picia?- spytałam wycierając ręką pot z czoła. Dzisiaj jest strasznie gorąco.
- Tak możesz przynieść- powiedziała babcia opierając się o rączkę od łopaty. Rzuciłam łopatę na ziemię i jak wchodziłam do domu ściągnęłam rękawice i rzuciłam je na stolik przy szklanych drzwiach. W kuchni do dwóch szklanek dałam kilka kostek lodu i zalałam to wodą dodając soku z cytryny. No i mamy lemoniadę. Wzięłam jeszcze mój telefon i wyszłam na zewnątrz. Babcia do mnie podeszła i napiła się ze szklani.
- Oh jakie dobre- powiedziała i wzięła kolejnego łyka. A ja się tylko do niej uśmiechnęłam- to tak jak planowałyśmy tu damy jabłonkę- wskazała na to samo miejsce co wczoraj, róże miałyśmy dać tam, ale myślę, że lepszy pomysł to dać je tam- pokazała dłonią na drugą stronę ogródka. Kiwnęłam głową i odstawiłam szklankę- to idź zacznij kopać a ja idę jeszcze do toalety- babcia odstawiła szklankę i weszła do domu. Podeszłam do płotu gdzie ma być jabłoń i założyłam rękawiczki. Zaczęłam kopać co nie było takie łatwe, żeby wbić łopatę w twardą ziemię.
- Potrzebujesz pomocy- usłyszałam głos za sobą moje serce prawie stanęło.
- Wystraszyłeś mnie- powiedziałam do chłopaka który się zaśmiał.
- Co tu będzie- spytał wychylając się bardziej.
- Um drzewo- serio Laura? Serio?
- Przestań być taka dokładna- zaśmiał się. Usłyszałam jak ktoś odsuwa drzwi. Po chwili podeszła babcia.
- Cody słonko może chcesz pomóc- spytała babcia uśmiechnięta.
- Nie widzę, że Laura sobie dobrze radzi- puścił mi oczko. Co do licha oni mają z tym puszczaniem oczek?
- Nie bądź taki, pomóż nam- zachęciłam go..
- Widzisz jednak tak dobrze sobie nie radzi- spojrzałam na babcię z miną "serio".
- No okey- powiedział i wszedł do domu. Babcia mi pomogła i po chwili miałyśmy odpowiednią dziurę na drzewko. Cody akurat stanął na naszym tarasie więc babcia powiedziała, żeby je przyniósł i włożył w to co wykopałyśmy. Babcia go poklepała i poszła po rękawice dla niego.
- Podobno popsułaś laptopa- powiedział Cody.
- Serio? Czy już wszyscy o tym wiedzą?- spytałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Nie. Chyba. Ty też jakaś taka niemiła dzisiaj- powiedział i zrobił zdziwioną minę.
- Co? Nie, tak jakoś, nieważne- wzruszyłam ramionami- a czemu ja też?
- Luke tak samo jak od ciebie wrócił był jakiś taki bardziej zamyślony i jak się go o coś pytałem tylko szybko odpowiadał- był zły? Na mnie? Bo nie pozwoliłam mu się całować? No dobra pewnie nie dlatego, bo pewnie mu było z tym wszystko jedno.
- Nie mam pojęcia czemu taki był- powiedziałam prawdę, no co?- fajnie, że pomagasz- zmieniłam temat.
- No zawsze pomagam twojej babci- uśmiechnął się dumny.
- Hahah, to kochane- zaśmiałam się.
- Proszę Cody do dla ciebie- babcia dała mu łopatę i rękawiczki- teraz będziemy kopać miejsce na róże i inne nasionka.
- Twoja babcia chyba się napaliła na te róże najbardziej- szepnął mi Cody. Uśmiechnęłam się lekko, bo miał racje. Zaczęliśmy kopać każdy w innym miejscu. Każdy skończył kopać więc powiedziałam, że pójdę po nasiona. Weszłam do domu i wzięłam nasiona. Jak już miałam wychodzić pomyślałam, że naleje jeszcze Cody'emu coś do picia. W kuchni wzięłam jedną szklankę do której mu nalałam picie i sprawdziłam telefon. Brad napisała czy idę z nimi na imprezę. Odpisałam, że nie mam siły, bo pewnie jak skończymy nie będę jej miała, więc... Wróciłam do ogródka z nasionkami i piciem dla chłopaka. Cody mi podziękował i się napił, babcia mi prawie wyrwała z ręki nasiona i poszła sypać w wykopaną dziurę dla róż.
Po skończonej pracy wytrzepałam koszulkę z nadmiaru ziemi.
- Chodźmy na ciasto- babcia pisnęła jak dziecko i wbiegła do domu.
- I co zrobisz z laptopem?- spytał chłopak.
- Chyba kupie nowy- wzruszyłam ramionami.
- Lau, ale twoja babcia nic nie wie o Lissy?
- Nie- spojrzałam na niego- a czemu wam tak zależy, żeby się nie dowiedziała?- spytałam jak weszliśmy do domu.
- Bo wygada Rosie mamie- chłopak mnie wyprzedził i wszedł do kuchni. Usiedliśmy do stołu i babcia nam podała na talerzy po kawałku ciasta.
- Skąd masz tak w ogóle ciasto?- spytałam- nie piekłaś nic.
- Mama Brada nam przyniosła jak was nie było- babcia nałożyła sobie kawałek i usiadła do nas- i tak czekało w lodówce aż ktoś je zje- babcia się uśmiechnęła i wzięła kawałek do budzi.
- Ona robi strasznie dobre ciasta- powiedział Cody- jak będę brać ślub to właśnie ona zrobi mi tort weselny- powiedział już z pełną buzią ciasta. Ja też wzięłam do budzi i był strasznie dobre. Zjadłam połowę i odstawiłam resztę. Pogadaliśmy trochę o jakiś mało znaczących tematach. Głównie o tym co chcemy robić po skończeniu szkoły.
- Chcę być tancerzem, albo cokolwiek związane z muzyką i występami na scenie- powiedział dając ręce na swój brzuch- dlatego chcę iść do NY tam jest świetny college jeżeli chodzi o takie rzeczy.
- To tam chcesz mieć stypendium z tego konkursu z koncertu?- spytałam
- Tak dokładnie. A ty jakieś plany?
- Nie wiem, złożyłam stypendia do różnych szkół, ale gdzie się dostane tego nie wiem- wzruszyłam ramionami.
- Moja mama mówiła, że śpiewasz- powiedział i podparł się łokciami o stół.
- Tak Laura ma piękny głos- babcia pokiwała głową.
- Czy ja wiem?
- Ale my wiemy- babcia się zaśmiała,
- Złożyłam do jedengo college'u muzyczno-artystycznego, do NY i do Miami,chociaż tam jakoś najmniej chcę iść- uśmiechnęłam się lekko.
- Obydwoje chcemy robić coś z muzyką- chłopak wystawił rękę i przybiłam mu piątkę.
- No dobra dzieci zostawiam was samych muszę zapalić- powiedziała. Przewróciłam oczami- widziałam Laura- babcia mi pokiwała palcem na co Cody prychnął.
- Palenia zabija- powiedziałam i się do niej odwróciłam.
- Oh Laura- babcia wyszła na taras i zasunęła lekko za sobą drzwi.
- Też się będę powoli zbierać- Cody wstał od stołu.
- Okey- też wstałam. Podeszłyśmy do drzwi- dzięki za pomoc- uśmiechnęłam się.
- Spoko, fajnie było- puścił oczko- cześć.
- Pa- zamknęłam drzwi i wróciłam do kuchni. Włożyłam naczynia do zmywarki, bo dzisiaj nie chciało mi się ich myć. Ten kawałek co mi został włożyłam z powrotem do lodówki. Byłam jeszcze w sumie głodna, ale najedzona. Więc tylko napiłam się szklanki mleka i poszłam się wykąpać. Potem wróciła do salonu w samej koszuli nocnej bo jest w kij gorąco i oglądałam z babcią telewizję.
Około 23 babcia poszła już spać a pół godziny potem przyszła ciocia z pracy.
- Hej nie śpisz?- położyła torebkę koło mnie na fotelu.
- Hej, nie jeszcze nie- podkuliłam nogi.
- Znaczy wiedziałam, że nie śpisz, ale myślałam, że jesteś z innymi dzieciakami na imprezie- ciocia poszła do kuchni i wróciła z kawałkiem ciasta i obiadem z dzisiaj.
- I jak było w pracy- spytałam kiedy przyciszyłam telewizje.
- Zajebiście, nie musiałam dzisiaj wyjątkowo czytać, ani podpisywać, żadnych posranych papierów, tylko mieliśmy szkolenie- powiedziała z pełną buzią.
- Fajnie ja z babcią zrobiłyśmy trochę zmianę w ogródku- uśmiechnęłam się lekko.
- Zarąbiście- ciocia się wychyliła, żeby zobaczyć- wygląda inaczej, jakoś tak świeżej o i jest takie malutkie słodkie drzewko.
- Hah tak.
Ciocia skończyła to wszystko jeść i poszła dać to do zmywarki.
- Dobra mała idę spać bo jestem zmęczona całym dniem- powiedziała jak wróciła.
Chyba zmęczona tym, że cały dzień była na kacu.
- Oki, dobranoc- uśmiechnęłam się.
- Dobranoc- ciocia poszła do pokoju i zostałam sama. Wczoraj cały dzień spałam, że dzisiaj już nie jestem aż tak zmęczona, no może trochę, ale nie aż tak bardzo.
Dochodziła pierwsza w nocy wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni jeszcze się napić. Nalałam sobie wody do szklanki i oparłam się o ladę. Napiłam się i prawie miałam zawał jak ktoś uderzył w drzwi. Moje serce zaczęło szybciej bić i szybko podeszłam do drzwi. Oczywiście zapominając o jakimkolwiek narzędziu obrony, czy czymkolwiek. Spojrzałam przez dziurkę w drzwiach i wypuściłam powietrze jak zobaczyła po drugiej stronie Luke'a która powtarzał "puk puk". Miał na sobie inną koszulkę niż jak był wcześniej. I jego czapka była odwrócona plus postawił sobie włosy.
- Co ty tu robisz- spytałam jak otworzyłam drzwi.
- Przyszedłem do ciebie- powiedział uwodzicielsko, ale bądźmy szczerzy, był pijany więc nijak mu to wyszło.
- Teraz? O pierwszej w nocy?- krzyknęłam ściszonym głosem.
- Tak- powiedział i chciał mi puścić oczko, ale mu coś nie wyszło.
- Wejdź, ale cicho- złapałam go za ramie- twoi rodzice nie mogą cię zobaczyć w takim stanie- wciągnęłam go do środka. Zaprowadziłam go do pokoju, ale jak na złość musiał na schodach zacząć śpiewać. Kurwa. Doprowadziłam go do pokoju i posadziłam na łóżku po czym zapaliłam lampkę.
- I co ja mam z tobą zrobić?- dałam rękę na biodro.
- Ja wiem co możemy razem zrobić- poruszył brwiami i przymrużył oczy- ty nie masz spodni- powiedział i zakrył ręką twarz jak się zaśmiał. To było urocze. O kurwa faktycznie nie mam spodni. Dobra walić to jest pijany jutro zapomni, że tu był. A właśnie.
- Czemu tu przyszedłeś?
- Do ciebie- powiedział położył się na plecach- przyszedłem bo- i znowu się podniósł- gdzie ja jestem?- o boże jak można się tak schlać?- chodź do mnie- powiedział i znowu się położył po czym znowu normalnie usiadł. Jezus. Za dużo się nie dowiem najwyraźniej. Chłopak wyciągnął telefon i zaczął coś w nim stukać.
- Dzwonię do mamy- powiedział i dał na głośnik.
- Ale jest pierwsza w nocy- krzyknęłam szeptem- twoja mama śpi.
- Brrrrr brrrr- chłopak zaczął naśladować dźwięk telefonu- odbierz- powiedział głośno.
- Luke nie krzycz pobudzisz wszystkich- podeszłam do niego.
- Brrr brrr mamo- włączyła się sekretarka- kurwa brrr brrr- chłopak rzucił telefon na łóżko.
- Ciszej Luke- zakryłam mu budzie ręką.- Dzisiaj śpisz u mnie- powiedziałam i szybko zabrałam rękę z jego ust jak mnie w nią polizał.
- Yay- szepnął chłopak. Położył się na moim łóżku i zamknął oczy. To było szybkie. Ściągnęłam mu powoli buty. Wzięłam jedną poduszkę na ziemię i jakiś koc i się położyłam wcześniej gasząc zaświeconą lampkę. Nawet nie chce myśleć co będzie jak babcia rano przyjdzie do pokoju. Wiem, że spaliśmy już w jednym pokoju razem. Nawet w jednym łóżku, ale teraz jest jakoś inaczej, może przez to, że jest pijany. Albo dlatego, że wtedy była jeszcze z nami Katy. Nie wiem, teraz jest jakoś inaczej.
- Laura śpisz?- usłyszałam jego ciche bełkotanie.
- Nie- odszepnęłam.
- Ja też nie to jest przeznaczenie.
- Jesteś pijany idź spać- przykryłam się kocem pod szyję.
- Jestem trochę pijany z miłości.
***
Hejo!
Dzisiaj jest szybciej niż poprzedni :D
Pisząc ten czułam się dużo lepiej.
Hej dzisiaj urodziny James'a! Złożyliście mu życzenia na twitterza? Albo gdziekolwiek... xD
Btw zapraszam na zakładkę "Strony Internetowe" gdzie możecie zaobserwować i zadać pytanie głównym bohaterom :)
Teraz zostawiam wam do oceny rozdział i do następnego :*
***
Hejo!
Dzisiaj jest szybciej niż poprzedni :D
Pisząc ten czułam się dużo lepiej.
Hej dzisiaj urodziny James'a! Złożyliście mu życzenia na twitterza? Albo gdziekolwiek... xD
W ciąż nie wieże, że ma 19 lat :'(
Btw zapraszam na zakładkę "Strony Internetowe" gdzie możecie zaobserwować i zadać pytanie głównym bohaterom :)
Teraz zostawiam wam do oceny rozdział i do następnego :*
*TheStellaWish*




