piątek, 27 lutego 2015

7. Przyszedłem do ciebie.

   Wróciliśmy do domu około 15. Rano wyjechaliśmy dość wcześnie. W domu dałam moje ciuchy do prania i powiedziałam, że idę się jeszcze na trochę położyć. Weszłam na górę ze szklanką wody i postawiłam ją na biurku koło laptopa. Podeszłam przy okazji do okna żeby je otworzyć. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać telefon. Oczy mi się same zaczęły zamykać więc odłożyłam telefon i się położyłam.
Wstałam po 18. Zasnęłam na około 2 godziny. Przetarłam oczy i podeszłam do biurka. Wzięłam laptopa na ręce i napiłam się wody. Kiedy ją odstawiałam poczułam tylko coś zimnego przy stopie. Popatrzyłam na ziemie i odstawiłam laptopa na biurko. Szybko pobiegłam po jakąś ścierkę. Jak to się stało, że nie trafiłam ze szklanką na biurko. Jak? Wróciłam do pokoju i podniosłam jeszcze mokrą szklankę na biurko i wytarłam wodę z wykładziny. Zaniosłam z powrotem ścierkę do łazienki i włożyłam do umywalki. Weszłam z powrotem do pokoju i miałam zawał jak zobaczyłam na czym postawiłam szklankę. No to po laptopie. Wytarłam go rękawem i zeszłam z nim na dół. Babcia siedziała przy stole i czytała gazetę popijając herbatą. Usiadłam na krześle na przeciwko niej i położyłam laptopa przede mną.
- Chyba mamy problem- powiedziała.
- Chyba popsułam sobie laptopa.
- A sprawdzałaś?
- Zazwyczaj świeci się tu światełko- pokazałam jej miejsce które powinno świecić.
- Zadzwonić po kogoś?- spytała.
- Nie chcę cię naciągać na koszty- zaczęłam.
- Kochanie gdybyś nie chciała żebym po kogoś zadzwoniła nie przynosiłabyś go tutaj a po za tym to będzie darmowe- powiedziała i dopiła herbatę- poczekaj gdzieś tu mam telefon.
- Nie musisz dzwonić teraz.
- Zadzwonię z rana- położyła rękę na mojej głowie- chcesz coś jeść?- spytała i podeszła do lodówki.
- Nie dziękuję- babcia wróciła na miejsce.
- To opowiedz jak było na wycieczce?- opowiedziałam jej pomijając niektóre momenty...
- Plus miał z nami jechać Lee, ale nie mógł- wzruszyłam ramionami zrezygnowana.
- Oh tak widziałam go tu z Emmą i Brad'em- powiedziała babcia. Posiedziałyśmy jeszcze przy telewizorze i tam też przy okazji porozmawiałyśmy. Potem babcia powiedziała, że musi zapalić i wyszła na taras za domem. Wyszłam z nią bo lubiłam tam siedzieć zwłaszcza, że teraz dochodzi 20 i słońce już powoli zachodzi. Ale fakt, że pali trochę to niszczył. Usiadłam na krześle koło babci i popatrzyłam na jej ogródek.
- Umówiłaś się gdzieś jutro?- spytała babcia.
- Nie- pokręciłam głową.
- A co powiesz, żebyśmy jutro upiększyły mój ogródek?- powiedziała babcia tuż po wypuszczeniu dymu. Nie wiem może o to pytałam, ale czy ja jestem jedyną nie palącą osobą tutaj?
- Super pomysł.
- To rano jak wstaniesz zadzwonię do sąsiada, żeby przyszedł obejrzeć twojego laptopa i przez ten czas jak tu będzie pójdę kupić jakieś nasiona i kwiatki w doniczkach.
- Podoba mi się ten pomysł- powiedziałam z uśmiechem. Fajnie, że będę mogła spędzić ten dzień z babcią. Kiedy skończyła palić wstałyśmy i zaczęłyśmy planować gdzie co zasadzić i jak co ma wyglądać.
- A tu może damy róże- pokazała babcia- oh a tam możemy zasadzić jabłonkę- wskazała na miejsce przy płocie. Kiedy popatrzyłam ciutkę wyżej zobaczyłam kobietę która podlewała kwiaty. Spojrzała na nas i nam pomachała na co babcia odmachała i podeszła do niej dając mi znak, żebym też podeszła. Stanęłam przy płocie i się przywitałam.
- I jak minęła podróż?- spytała miło babcia.
- Oh kochana to ci opowiem jak usiądziemy przy herbacie może jutro?- spytała kobieta.
- No nie wiem jutro mi kiepsko pasuję. Dzisiaj może jeszcze do was zajrzę bo akurat mam sprawę do twojego syna- jaką babcia może mieć sprawę?- oh a poznałaś Laurę?- babcia spojrzała na mnie.
- To Laurunia tak wyrosła?- ok ona mnie zna? Ja jej nie. Mam się bać?- pamiętam jak byłaś taka mała i bawiłaś się z moimi chłopcami w piaskownicy. Oh ale to było dawno, a teraz spójrz na siebie jak ty wyrosłaś- mówiąc o metrze pięćdziesiąt ponad nie ma co mówić o wyrośnięciu- pewnie masz samych kawalerów którzy na ciebie czekają w LA- nawet moja matka na mnie nie czeka nie mówiąc o jakiś chłopakach. Zaczynam ją po woli kojarzyć.
- Nie za bardzo, ale dziękuję- powiedziała uśmiechając się delikatnie.
- Musisz nas odwiedzić z babcią dzisiaj i poopowiadać- zachęcała mnie kobieta.
- Myślę, że przyjdę sama, bo Laura wróciła dzisiaj z wycieczki i jest trochę zmęczona- babcia założyła jedno pasmo moich włosów za ucho.
- Moi chłopcy tak samo, wrócili, zjedli i poszli spać- ciemno włosa machnęła ręką.
- Tak byłam z nimi- odezwałam się.
- Jak miło, że się znowu kolegujecie w takim razie na pewno musisz do nas zawitać kiedyś- uśmiechnęłam się do kobiety i kiwnęłam głową.
- To za jakieś pół godziny wpadnę do was- powiedziała babcia i odeszłyśmy. Kiedy wchodziłyśmy do domu zobaczyła jak Luke odchodzi od okna. Ciekawe jak długo się tam patrzył.
- Idę się wykąpać- pocałowałam babcię w policzek- masz wrócić przed 23 i jak poczuje od ciebie alkohol- pokiwałam palcem. Babcia się zaśmiała i poklepała mnie po głowie.
Weszłam na górę i nalałam sobie wody do wanny. Ściągnęłam ciuchy i weszłam do ciepłej wody. Położyłam się w niej i zaczęłam rozmyślać. Tylko nie wiem czemu zaczęłam myśleć o Luke'u. Miałam jego twarz przed oczami. To jak się uśmiecha i mruga tuż po powiedzeniu jakiegoś głupiego tekstu. Albo ten jego wzrok tuż przed tym jak mnie całuje. Wyszłam z wanny i uczesałam włosy. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam wyciągnąć z szafy coś w czym będę spać. Tak właściwie to czemu on mnie całuje? Kurdę pytałam go o to, ale nie odpowiedział. No dobra odpowiedział, ale co to za odpowiedz "czemu oddałaś pocałunek?" no kurwa. Ups znowu złapałam się na myśleniu o nim. Ostatnio to jest coraz częstsze u mnie. Założyłam dresy i jakiś podkoszulek. Weszłam pod kołdrę i posiedziałam chwilę na tumblerze. Zaśmiałam się jak zobaczyłam co Katy i Cody do siebie napisali. Mimo, że wcześniej pospałam trochę to w ciąż byłam śpiąca. Odłożyłam telefon i położyłam się spać.
   Rano obudziłam się o 9. Poszłam do łazienki umyć zęby. Kiedy chciałam założyć soczewki zorientowałam się, że wczoraj przed wyjazdem zużyłam ostatnie. Czyli byłam skazana na okulary. Świetnie. Ubrałam czerwoną koszulkę i czarne krótkie spodenki. Nie zamierzałam dzisiaj wychodzić z domu bo przecież miałam z babcią ogródek "upiększać".


Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki. Jadłam je i czytałam jakieś czasopismo. Babcia zeszła na dół akurat jak myłam miskę. Weszła do kuchni w szlafroku i nalała sobie kawy do kubka.
- Dzisiaj przyjdzie około 12 ci naprawić- powiedziała babcia.
- A kto to będzie?
- Sąsiad- ale dużo mi powiedziała. Jest kilka minut przed 10 więc pójdę ogarnę pokój przed przyjściem jej sąsiada.
- Laura- babcia mnie zatrzymała jak wychodziłam z kuchni- ładnie ci w okularach- powiedziała wskazując kubkiem w moją stronę. Idą na górę minęłam się z ciocią na schodach.
- Wow laska ty masz okulary- widać po jej oczach, że wczoraj była nie tylko w pracy. Weszłam do pokoju i wszystkie ciuchy dałam do kosza na pranie, ułożyłam ładnie pościel i otworzyłam okno. Było strasznie gorąco. Otwierając okno nie mogłam nie spojrzeć. Luke leżał na łóżku z laptopem i coś oglądał jedząc żelki. Wspaniałe śniadanie. Odeszłam od okna i spojrzałam w lustro. Zeszłam na dół i napisałam babci na kartce jakie ma mi kupić soczewki. Pożegnałam się z nią i poszłam do salonu. Myślałam, że tu będzie ciocia. Wyszłam na taras. Siedziała na leżaku w ogródku i się opalała. Bardziej trzeźwiała, ale pomińmy to. Wróciłam do salonu i włączyłam telewizje. Za godzinę ma przyjść ten gościu. Pewnie będzie miał opuszczone spodnie do połowy tyłka, będzie śmierdział golonką i będzie miał taki nie fajny zarost jak każdy facet po czterdziestce. Ugh. Niby jakimś dziewczyną się to podoba? Skupiłam się na telewizji. Po godzinie zadzwonił dzwonek. Usłyszałam ciche "nie ma mnie". Ile ciocia wypiła? Przewróciłam oczami i z głupim uśmiechem podeszłam do drzwi.
- Dzień do- powiedziałam otwierając drzwi- Luke?- zdziwiłam się. Czy to nie dziwne, że tym sąsiadem jest akurat on?
- Mi ciebie taż miło widzieć- przewrócił oczami i wszedł do domu.
- Laptop jest na górze- powiedziałam i poszliśmy do mojego pokoju. Weszliśmy do niego ja usiadłam na moim łóżku kiedy chłopak podszedł do biurka sprawdzić laptopa. Zaczął go oglądać i usiadł na krześle.
- Przyniesiesz coś do picia? Czy będziesz tak siedzieć i podziwiać jak seksowny jestem?- popatrzył na mnie. Uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- Um tak- wstałam- zaraz wracam- poszłam do kuchni i nalałam mu orenżady a sobie wodę. Wróciła do pokoju i zobaczyła, że na podłodze leżą moje zeszyty. Odłożyłam szklanki i pomogłam chłopakowi podnosić.
- Sorka- powiedział jak podniósł jeden z nich.
- Spoko- wzięłam kilka i położyłam na biurku- przynajmniej nie tylko mi wszystko upada w tym pokoju.
- A to co- powiedział i zanim zdążyłam popatrzeć o co mu chodzi zaczął czytać- Don’t even have to say a word, no. Don’t even wanna hear a word
- Nie czytaj o boże- zakryłam twarz rękami- to upokarzające- powiedziałam trzymając ręce na twarzy.
- Czemu? Ta piosenka jest serio dobra- powiedział i zaczął przeglądać.
- Okey wystarczy oddaj mi to- próbowałam mu to zabrać.
- Piszesz serio dobre piosenki- powiedział jak udało mi się wyrwać zeszyt.
- To jakieś bazgroły- powiedziałam i rzuciła zeszyt na łóżko.
- Skoro tak nazywasz swoją twórczość- wzruszył ramionami i się napił.
- Co z laptopem?- spytałam żeby zmienić temat.
- Albo kupisz nowy, albo przesiedzisz całe wakacje na telefonie.
- Nie da się go naprawić?
- Zalałaś go, gdyby był wtedy zamknięty nic by się nie stało, ale był otwarty. Zalałaś wszystko- zaśmiał się i odłożył szklankę. Załamałam ręce i usiadłam na łóżku.- Nie załamuj się zawsze mogło być gorzej- uśmiechnął się na pocieszenie.
- Dzięki, że w ogóle sprawdziłeś- uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Chłopak też się uśmiechnął i spojrzał w stronę okna. Zmarszczył brwi i podszedł do niego.- Co się stało?- spytałam zdziwiona.
- Masz idealny widok na moje okno wiesz o tym?- pokazał palcem w tym kierunku.
- Co? Serio?- udawałam, że to jest nowość.
- Możesz na mnie patrzeć nawet jak się przebieram- poruszył brwiami. Lekko się zrumieniłam i poprawiłam okulary.
- To skoro nie możesz nic poradzić na laptopa to...
- Chcesz, żebym poszedł- spytał i podszedł do mnie. Wstałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Co nie, ale, ten no wiesz- kurwa. Podszedł jeszcze bliżej mnie i położył swoje ręce na moich łokciach. Spojrzałam na jego twarz i obróciła głowę w storę drzwi.
- Co?- spytał.
- Nic- wzruszyłam ramionami na co chłopak puścił moje łokcie- po prostu nie możesz mnie całować kiedy tylko chcesz.
- Oh no błagam- zaśmiał się- tylko o to ci chodzi?- wzruszyłam ramionami.
- Nie jesteś moim chłopakiem- powiedziałam.
- A może chcę nim być- moje serce zabiło mocniej- żartuje nie bawię się w związki- machnął ręką i się zaśmiał.
- Śmieszne- żeby to powiedzieć musiałam się bardzo wysilić żeby nie było słychać żadnych emocji.
- Oj no weź, nie lubisz jak cie całuję?- chciałabym powiedzieć "nie".
- A może ja się bawię w związki i nie chcę, żebyś mnie całował jeżeli nie jesteś moim pieprzonym chłopakiem- co ja gadam? Luke nie słuchaj mojego pieprzenia!
- No dobra.
- Okey.
- Tak po za tym wyglądasz pięknie w okularach i nieułożonych włosach- powiedział przy moim uchu. Poczułam jak moje policzki płoną i staram powstrzymać uśmiech- to ja się będę zbierał. Narka- puścił mi oczko i wszedł z pokoju. Szybko, bardzo szybko przeanalizowałam co się właśnie stało i czy to znaczy, że on mnie już nigdy więcej nie pocałuje? Co ja się przejmuję? No , ale... Nie Laura! Zeszłam szybko za nim. Chłopak podchodził już do drzwi i je otworzył. Podeszłam do niego i złapałam drzwi.
- To cześć- odwrócił się do mnie jak był już na zewnątrz.
- Pa- powiedziałam szybko i zamknęłam za nim drzwi. Babcia wróciła do domu pół godziny później. Założyłam soczewki i pomogłam jej wynosić wszystkie kwiatki. Ciocia przez ten czas zdążyła wyjechać do pracy, powiedźmy, że w lepszym stanie niż była... Około 15 (bo babcia musiała jeszcze zjeść obiad) wyszłyśmy na ogródek. Ściągnęłam bluzę którą wcześniej miałam bo jest gorąco i rzuciłam ją na krzesło. Babcia przyniosła rękawice i łopaty. Zaczęłyśmy od wyrywania chwastów i strych kwiatów. To nam zajęło koło półtorej godziny. Huh dużo tego było.
- Może przyniosę coś do picia?- spytałam wycierając ręką pot z czoła. Dzisiaj jest strasznie gorąco.
- Tak możesz przynieść- powiedziała babcia opierając się o rączkę od łopaty. Rzuciłam łopatę na ziemię i jak wchodziłam do domu ściągnęłam rękawice i rzuciłam je na stolik przy szklanych drzwiach. W kuchni do dwóch szklanek dałam kilka kostek lodu i zalałam to wodą dodając soku z cytryny. No i mamy lemoniadę. Wzięłam jeszcze mój telefon i wyszłam na zewnątrz. Babcia do mnie podeszła i napiła się ze szklani.
- Oh jakie dobre- powiedziała i wzięła kolejnego łyka. A ja się tylko do niej uśmiechnęłam- to tak jak planowałyśmy tu damy jabłonkę- wskazała na to samo miejsce co wczoraj, róże miałyśmy dać tam, ale myślę, że lepszy pomysł to dać je tam- pokazała dłonią na drugą stronę ogródka. Kiwnęłam głową i odstawiłam szklankę- to idź zacznij kopać a ja idę jeszcze do toalety- babcia odstawiła szklankę i weszła do domu. Podeszłam do płotu gdzie ma być jabłoń i założyłam rękawiczki. Zaczęłam kopać co nie było takie łatwe, żeby wbić łopatę w twardą ziemię.
- Potrzebujesz pomocy- usłyszałam głos za sobą moje serce prawie stanęło.
- Wystraszyłeś mnie- powiedziałam do chłopaka który się zaśmiał.
- Co tu będzie- spytał wychylając się bardziej.
- Um drzewo- serio Laura? Serio?
- Przestań być taka dokładna- zaśmiał się. Usłyszałam jak ktoś odsuwa drzwi. Po chwili podeszła babcia.
- Cody słonko może chcesz pomóc- spytała babcia uśmiechnięta.
- Nie widzę, że Laura sobie dobrze radzi- puścił mi oczko. Co do licha oni mają z tym puszczaniem oczek?
- Nie bądź taki, pomóż nam- zachęciłam go..
- Widzisz jednak tak dobrze sobie nie radzi- spojrzałam na babcię z miną "serio".
- No okey- powiedział i wszedł do domu. Babcia mi pomogła i po chwili miałyśmy odpowiednią dziurę na drzewko. Cody akurat stanął na naszym tarasie więc babcia powiedziała, żeby je przyniósł i włożył w to co wykopałyśmy. Babcia go poklepała i poszła po rękawice dla niego.
- Podobno popsułaś laptopa- powiedział Cody.
- Serio? Czy już wszyscy o tym wiedzą?- spytałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Nie. Chyba. Ty też jakaś taka niemiła dzisiaj- powiedział i zrobił zdziwioną minę.
- Co? Nie, tak jakoś, nieważne- wzruszyłam ramionami- a czemu ja też?
- Luke tak samo jak od ciebie wrócił był jakiś taki bardziej zamyślony i jak się go o coś pytałem tylko szybko odpowiadał- był zły? Na mnie? Bo nie pozwoliłam mu się całować? No dobra pewnie nie dlatego, bo pewnie mu było z tym wszystko jedno.
- Nie mam pojęcia czemu taki był- powiedziałam prawdę, no co?- fajnie, że pomagasz- zmieniłam temat.
- No zawsze pomagam twojej babci- uśmiechnął się dumny.
- Hahah, to kochane- zaśmiałam się.
- Proszę Cody do dla ciebie- babcia dała mu łopatę i rękawiczki- teraz będziemy kopać miejsce na róże i inne nasionka.
- Twoja babcia chyba się napaliła na te róże najbardziej- szepnął mi Cody. Uśmiechnęłam się lekko, bo miał racje. Zaczęliśmy kopać każdy w innym miejscu. Każdy skończył kopać więc powiedziałam, że pójdę po nasiona. Weszłam do domu i wzięłam nasiona. Jak już miałam wychodzić pomyślałam, że naleje jeszcze Cody'emu coś do picia. W kuchni wzięłam jedną szklankę do której mu nalałam picie i sprawdziłam telefon. Brad napisała czy idę z nimi na imprezę. Odpisałam, że nie mam siły, bo pewnie jak skończymy nie będę jej miała, więc... Wróciłam do ogródka z nasionkami i piciem dla chłopaka. Cody mi podziękował i się napił, babcia mi prawie wyrwała z ręki nasiona i poszła sypać w wykopaną dziurę dla róż.
Po skończonej pracy wytrzepałam koszulkę z nadmiaru ziemi.
- Chodźmy na ciasto- babcia pisnęła jak dziecko i wbiegła do domu.
- I co zrobisz z laptopem?- spytał chłopak.
- Chyba kupie nowy- wzruszyłam ramionami.
- Lau, ale twoja babcia nic nie wie o Lissy?
- Nie- spojrzałam na niego- a czemu wam tak zależy, żeby się nie dowiedziała?- spytałam jak weszliśmy do domu.
- Bo wygada Rosie mamie- chłopak mnie wyprzedził i wszedł do kuchni. Usiedliśmy do stołu i babcia nam podała na talerzy po kawałku ciasta.
- Skąd masz tak w ogóle ciasto?- spytałam- nie piekłaś nic.
- Mama Brada nam przyniosła jak was nie było- babcia nałożyła sobie kawałek i usiadła do nas- i tak czekało w lodówce aż ktoś je zje- babcia się uśmiechnęła i wzięła kawałek do budzi.
- Ona robi strasznie dobre ciasta- powiedział Cody- jak będę brać ślub to właśnie ona zrobi mi tort weselny- powiedział już z pełną buzią ciasta. Ja też wzięłam do budzi i był strasznie dobre. Zjadłam połowę i odstawiłam resztę. Pogadaliśmy trochę o jakiś mało znaczących tematach. Głównie o tym co chcemy robić po skończeniu szkoły.
- Chcę być tancerzem, albo cokolwiek związane z muzyką i występami na scenie- powiedział dając ręce na swój brzuch- dlatego chcę iść do NY tam jest świetny college jeżeli chodzi o takie rzeczy.
- To tam chcesz mieć stypendium z tego konkursu z koncertu?- spytałam
- Tak dokładnie. A ty jakieś plany?
- Nie wiem, złożyłam stypendia do różnych szkół, ale gdzie się dostane tego nie wiem- wzruszyłam ramionami.
- Moja mama mówiła, że śpiewasz- powiedział i podparł się łokciami o stół.
- Tak Laura ma piękny głos- babcia pokiwała głową.
- Czy ja wiem?
- Ale my wiemy- babcia się zaśmiała,
- Złożyłam do jedengo college'u muzyczno-artystycznego, do NY i do Miami,chociaż tam jakoś najmniej chcę iść- uśmiechnęłam się lekko.
- Obydwoje chcemy robić coś z muzyką- chłopak wystawił rękę i przybiłam mu piątkę.
- No dobra dzieci zostawiam was samych muszę zapalić- powiedziała. Przewróciłam oczami- widziałam Laura- babcia mi pokiwała palcem na co Cody prychnął.
- Palenia zabija- powiedziałam i się do niej odwróciłam.
- Oh Laura- babcia wyszła na taras i zasunęła lekko za sobą drzwi.
- Też się będę powoli zbierać- Cody wstał od stołu.
- Okey- też wstałam. Podeszłyśmy do drzwi- dzięki za pomoc- uśmiechnęłam się.
- Spoko, fajnie było- puścił oczko- cześć.
- Pa- zamknęłam drzwi i wróciłam do kuchni. Włożyłam naczynia do zmywarki, bo dzisiaj nie chciało mi się ich myć. Ten kawałek co mi został włożyłam z powrotem do lodówki. Byłam jeszcze w sumie głodna, ale najedzona. Więc tylko napiłam się szklanki mleka i poszłam się wykąpać. Potem wróciła do salonu w samej koszuli nocnej bo jest w kij gorąco i oglądałam z babcią telewizję.
Około 23 babcia poszła już spać a pół godziny potem przyszła ciocia z pracy.
- Hej nie śpisz?- położyła torebkę koło mnie na fotelu.
- Hej, nie jeszcze nie- podkuliłam nogi.
- Znaczy wiedziałam, że nie śpisz, ale myślałam, że jesteś z innymi dzieciakami na imprezie- ciocia poszła do kuchni i wróciła z kawałkiem ciasta i obiadem z dzisiaj.
- I jak było w pracy- spytałam kiedy przyciszyłam telewizje.
- Zajebiście, nie musiałam dzisiaj wyjątkowo czytać, ani podpisywać, żadnych posranych papierów, tylko mieliśmy szkolenie- powiedziała z pełną buzią.
- Fajnie ja z babcią zrobiłyśmy trochę zmianę w ogródku- uśmiechnęłam się lekko.
- Zarąbiście- ciocia się wychyliła, żeby zobaczyć- wygląda inaczej, jakoś tak świeżej o i jest takie malutkie słodkie drzewko.
- Hah tak.
Ciocia skończyła to wszystko jeść i poszła dać to do zmywarki.
- Dobra mała idę spać bo jestem zmęczona całym dniem- powiedziała jak wróciła.
Chyba zmęczona tym, że cały dzień była na kacu.
- Oki, dobranoc- uśmiechnęłam się.
- Dobranoc- ciocia poszła do pokoju i zostałam sama. Wczoraj cały dzień spałam, że dzisiaj już nie jestem aż tak zmęczona, no może trochę, ale nie aż tak bardzo.
Dochodziła pierwsza w nocy wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni jeszcze się napić. Nalałam sobie wody do szklanki i oparłam się o ladę. Napiłam się i prawie miałam zawał jak ktoś uderzył w drzwi. Moje serce zaczęło szybciej bić i szybko podeszłam do drzwi. Oczywiście zapominając o jakimkolwiek narzędziu obrony, czy czymkolwiek. Spojrzałam przez dziurkę w drzwiach i wypuściłam powietrze jak zobaczyła po drugiej stronie Luke'a która powtarzał "puk puk". Miał na sobie inną koszulkę niż jak był wcześniej. I jego czapka była odwrócona plus postawił sobie włosy.
- Co ty tu robisz- spytałam jak otworzyłam drzwi.
- Przyszedłem do ciebie- powiedział uwodzicielsko, ale bądźmy szczerzy, był pijany więc nijak mu to wyszło.
- Teraz? O pierwszej w nocy?- krzyknęłam ściszonym głosem.
- Tak- powiedział i chciał mi puścić oczko, ale mu coś nie wyszło.
- Wejdź, ale cicho- złapałam go za ramie- twoi rodzice nie mogą cię zobaczyć w takim stanie- wciągnęłam go do środka. Zaprowadziłam go do pokoju, ale jak na złość musiał na schodach zacząć śpiewać. Kurwa. Doprowadziłam go do pokoju i posadziłam na łóżku po czym zapaliłam lampkę.
- I co ja mam z tobą zrobić?- dałam rękę na biodro.
- Ja wiem co możemy razem zrobić- poruszył brwiami i przymrużył oczy- ty nie masz spodni- powiedział i zakrył ręką twarz jak się zaśmiał. To było urocze. O kurwa faktycznie nie mam spodni. Dobra walić to jest pijany jutro zapomni, że tu był. A właśnie.
- Czemu tu przyszedłeś?
- Do ciebie- powiedział położył się na plecach- przyszedłem bo- i znowu się podniósł- gdzie ja jestem?- o boże jak można się tak schlać?- chodź do mnie- powiedział i znowu się położył po czym znowu normalnie usiadł. Jezus. Za dużo się nie dowiem najwyraźniej. Chłopak wyciągnął telefon i zaczął coś w nim stukać.
- Dzwonię do mamy- powiedział i dał na głośnik.
- Ale jest pierwsza w nocy- krzyknęłam szeptem- twoja mama śpi.
- Brrrrr brrrr- chłopak zaczął naśladować dźwięk telefonu- odbierz- powiedział głośno.
- Luke nie krzycz pobudzisz wszystkich- podeszłam do niego.
- Brrr brrr mamo- włączyła się sekretarka- kurwa brrr brrr- chłopak rzucił telefon na łóżko.
- Ciszej Luke- zakryłam mu budzie ręką.- Dzisiaj śpisz u mnie- powiedziałam i szybko zabrałam rękę z jego ust jak mnie w nią polizał.
- Yay- szepnął chłopak. Położył się na moim łóżku i zamknął oczy. To było szybkie. Ściągnęłam mu powoli buty. Wzięłam jedną poduszkę na ziemię i jakiś koc i się położyłam wcześniej gasząc zaświeconą lampkę. Nawet nie chce myśleć co będzie jak babcia rano przyjdzie do pokoju. Wiem, że spaliśmy już w jednym pokoju razem. Nawet w jednym łóżku, ale teraz jest jakoś inaczej, może przez to, że jest pijany. Albo dlatego, że wtedy była jeszcze z nami Katy. Nie wiem, teraz jest jakoś inaczej.
- Laura śpisz?- usłyszałam jego ciche bełkotanie.
- Nie- odszepnęłam.
- Ja też nie to jest przeznaczenie.
- Jesteś pijany idź spać- przykryłam się kocem pod szyję. 
- Jestem trochę pijany z miłości.

***
Hejo!
Dzisiaj jest szybciej niż poprzedni :D
Pisząc ten czułam się dużo lepiej.
Hej dzisiaj urodziny James'a! Złożyliście mu życzenia na twitterza? Albo gdziekolwiek... xD

W ciąż nie wieże, że ma 19 lat :'(

Btw zapraszam na zakładkę "Strony Internetowe" gdzie możecie zaobserwować i zadać pytanie głównym bohaterom :)
Teraz zostawiam wam do oceny rozdział i do następnego :*


*TheStellaWish*

poniedziałek, 23 lutego 2015

6. Mogą spać z tobą?

   Pierwszą rzeczą którą zobaczyłam jak się obudziłam była poduszka Katy której nie było w pokoju. Lekko się podniosłam na jednej ręce i popatrzyłam na sofę. Luke leżał i przeglądał coś na telefonie. Przetarłam oko jedną rękę i ziewnęłam.
- Dobry- powiedział Luke. Było słychać, że też niedawno wstał.
- Hej- uśmiechnęłam się lekko- czemu nie poszedłeś jeść śniadanie?- spytałam i wstałam z łóżka.
- Bo na razie mi się nie chce- wzruszył ramionami. Nawet nie chcę wiedzieć co myślał teraz o mojej twarzy. Byłam tuż po przebudzeniu więc nie wyglądałam jak księżniczka... Nigdy nie wyglądam...
Wzięłam nową koszulkę i bieliznę, poszłam z nimi do łazienki. Umyłam tam zęby i się przebrałam. Zrobiłam jeszcze siusiu, założyłam soczewki i wyszłam. Schowałam moją koszulkę ze wczoraj i  poprawiłam pościel. Czułam jak Luke ciągle na mnie patrzy. Kiedy na niego popatrzyłam tylko się głupio uśmiechnął. Przewróciłam oczami i podeszłam do drzwi.
- Nie idziesz nic jeść?- spytałam powoli otwierając drzwi.
- Nie, zaraz przyjdę- otworzyłam drzwi i wyszłam z pokoju- a co aż tak pragniesz mojego towarzystwa przy stole?- spytał, a ja tylko przewróciłam oczami i zamknęłam drzwi. Weszłam do salonu gdzie Cody rozmawiał przez telefon a dziewczyny robiły w kuchni śniadanie. Zobaczyłam też, że pan Callder siedzi przy stole w jadali czytając gazetę i pijąc kawę. Kocham zapach kawy rano. Przywitałam się z nimi i spytałam w czym mogę pomóc. Dziewczyny powiedziały żebym powykładała talerze na stół i szklanki. Akurat Cody skończył rozmawiać i pomógł mi w tym. Dziewczyny położyły na stół talerze z kanapkami, mleko i płatki. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Ja wzięłam sobie jedną kanapkę i ją ugryzłam.
- Kto do ciebie dzwonił?- spytała Rosie kiedy odłożyła szklankę z sokiem.
- Rosie nie bądź ciekawska- powiedziała jej tato. Ona tylko przewróciła oczami i wróciła do jedzenia. kiedy skończyłam jeść moją malutką kromkę odłożyłam talerz do zmywarki. Kiedy się odwróciłam zobaczyła, że Luke przyszedł do kuchni. Jeszcze miał lekko zaspane oczy. Usiadł do stołu i nasypał sobie płatków do miski po czym zalał mlekiem. Wróciłam do stołu, żeby dopić swój sok.
- Co zaplanowaliście na dzisiaj?- spytał pan Roberto.
- Ma być podobno jarmark i ma tam ktoś grać i chcemy się przejść- powiedziała Katy i ugryzła kanapkę.
- Tak słyszałem, podobno jakiś zespół i jakiś wokalista- zastanowił się tato Rosie.
- Jarmark jest tu całe wakacje, a taka okazja nie- powiedział Cody- musimy tam iść- dodał i odłożył niedogryzioną kanapkę.
- Okazja?- spytałam.
- Podobno będą wybory na tancerzy do tego zespołu- wytłumaczyła Katy.
- Chcemy spróbować- dodał Cody i ugryzł resztki kanapki.
- Powodzenia- powiedziała sarkastycznie Rosie. Kochana.- A ty tato masz jakieś plany?
- Dzisiaj przychodzi do mnie po pracy znajoma i będziemy pracować nad nowym projektem, więc proszę żebyście nie hałasowali.
- Tato proszę, myślisz, że ile my mamy lat?- powiedziała Rosie jak wstawała- jak wrócimy pewnie jej już nie będzie- odłożyła swój talerz i szklankę do zmywarki.
- Czasami zajmuje to do 4 nad ranem- jej tato się napił.
- O tym mówię- przewróciła oczami i wyszła z kuchni. Skończyłam pić sok, Katy tez już zjadła, odłożyłyśmy naczynia do zmywarki i też wyszłyśmy. Poszłyśmy do salonu gdzie siedziała Rosie i pisała coś na telefonie. Usiadłyśmy koło niej i włączyłyśmy wielką plazmę jej taty.
Kiedy chłopacy też zjedli i przyszli posiedzieliśmy chwilę przy telewizorze do puki pan Callder nie wyszedł do pracy. Była 13 więc zaczęliśmy się powoli zbierać. Pożyczyłam krótkie spodenki od Rosie bo i tak ma tu pełną szafę ubrań. Wyszliśmy z mieszkania jakoś koło 13:30 bo Rosie musiała jeszcze poprawiać makijaż.

http://www.polyvore.com/cgi/set?id=148832572&.locale=pl

Ledwo wyszliśmy na zewnątrz a już zobaczyliśmy ogromy tłum ludzi. Chcieliśmy zobaczyć co się dzieje. Zwłaszcza, że dobiegała z tamtąt muzyka  Przecisnęliśmy się i stanęliśmy z przodu. Przed nami była grupka ludzi którzy tańczyli, ale tak niesamowicie. Dużo osób wrzucało im kasę do czapek które leżały na ziemi przed nimi.
- Ja też jak będę na studiach będą tak zarabiał- powiedział Cody.
- Najpierw się dostań na studia- prychnęła Rosie. Nie za bardzo zwróciłam uwagę jak się do niego zwróciła. Ale jedno wiem: to nie było miłe.
Zaczęliśmy klaskać w rytm z resztą ludzi tutaj. Na koniec ich występu zaczęli klaskać sami sobie i nam podziękowali za pieniądze. Wszyscy się rozeszli. Ja szłam z tyłu za Rosie i Luke'm, koło mnie szła Katy i lekko za nią szedł Cody. Rozmawialiśmy o tym kto będzie występować. Coraz bardziej nie mogłam się doczekać.
- Właśnie Luke- zaczął Cody- wcześniej mama dzwoniła i powiedziała, że przyjadą jutro wieczorem.
- I tak nas nie będzie- Luke wzruszył ramionami.
- Tak, ale przynajmniej nam mówią kiedy będą- Cody chyba miał jakieś wspomnienie na myśli.
- Prawda- przyznały im dziewczyny. Nie dopytywałam, słabo mnie to obchodziło.
Doszliśmy na miejsce. Było pełno ludzi, już wyobrażam sobie przeciskanie przez nich wszystkich pod scenę jak będzie ktoś fajny.
- Chodźmy na jakąś kolejkę- Katy zaczęła podskakiwać jak małe dziecko.
- A potem na te wszystkie stragany gdzie można coś wygrać- pisnęła Rosie i przytuliła się do Cody'ego. Katy na nich spojrzała i przewróciła oczami, tak samo jak Luke. A ja nie chciałam być taka chamska i zrobiłam to w myślach. Najpierw poszliśmy na jakąś kolejkę.
- Boisz się?- Luke zaczął mnie szturchać z tyłu.
- Nie.
- Boisz się- powiedział i zaczął kiwać głową na tak.
- Niby czemu?- odwróciłam się do niego całkowicie.
- Jesteś mała, a małe dziewczynki zazwyczaj się boją- zaśmiał się i uszczypnął mój policzek. Poczułam się znowu taka niska.
- Dzięki- przewróciłam oczami i się znowu odwróciła do przodu. Weszliśmy do kolejki. Ja siedziałam koło Katy, a chłopacy razem, Rosie się bała wejść i została na dole pilnując nasze telefony. Kiedy kolejka ruszyły byłam spokojna i opanowana do puki nie podjechała na górę i z niej zjechała, potem zakręciła kilka kółek i jeździła w górę i dół. Czułam tylko jak moje wnętrzności się podnoszą i opadają. Starałam się nie krzyczeć, bo Luke miał by wtedy racje, że się boję. A wcale nie. Po prostu jestem nie przyzwyczajona do tak szybkiej zmiany miejsca. Tak. Trzymajmy się tego. Kiedy kolejka się zatrzymała wyszłam najszybciej jak mogłam tuż za Katy. Wyprzedziłam ją i podeszłam do Rosie.
- Dobrze się czujesz?- podniosłam wzrok na Rosie- jesteś blada- zaśmiała się.
- Kurde mogłem się założyć- powiedział Luke. Odwróciłam się do niego- chociaż nie krzyczałaś- podszedł bliżej mnie- a nawet nie wiesz jak chciałbym to usłyszeć- szepnął mi w ucho i moje ręce zaczęły się lekko pocić. Kurwa.
- Chodzimy teraz powygrywać jakieś nagrody- powiedziała blondynka jak oddała nam nasze telefony. Stanęliśmy przed jednym z namiotów i chłopcy próbowali rozbić balony rzutkami. Cody'm udało się rozbić dziesięć balonów i mógł wybrać największego misia którego oczywiście dał Rosie. Poszliśmy dalej, tym razem były pistolety na wodę. Postanowiłam spróbować. Bo czemu nie? Miałam napełnić pięć balonów. Katy też chciała spróbować. Ona zaczęła i udało jej się wygrać średniego misia. Mi udało się napełnić tylko dwa, bo cały czas czułam jak Luke stoi za mną i wydycha swoje powietrze w moje włosy. No kurwa. Czy on nie rozumie, że mnie to rozprasza. Dostałam małą paczuszkę z cukierkami którą im oddałam. Oczywiście chłopacy się jako pierwsi na nią rzucili. Poszliśmy jeszcze na losowanie, mi i Rosie udało się wylosować jakieś naklejki, Katy naszyjnik, Luke'wo jakiś długopis, a Cody'mu nic. Po nieszczególnie fajnej wygranej poszliśmy kupić sobie watę cukrową. Do koncertu zostało jakoś kilka minut z tego co ludzie mówili. Szkoda, że nie mówili kto ma tam być.
- My idziemy na to przesłuchanie- powiedział do nas Cody.
- Właśnie za pół godziny się zaczyna, musimy się rozgrzać- powiedziała Katy.
- Idę popatrzeć jak sobie radzicie- odezwała się Rosie. Pożegnaliśmy się i ustaliliśmy, że na koniec koncertu spotkamy się przy wyjściu.
Zostałam sama z Luke'm. Wcale nie było niezręcznie na początku...
Doszliśmy do wniosku, że pójdziemy bliżej sceny. Upuściłam watę jak zobaczyłam pięć dziewczyn wchodzących na scenę.
O mój boże.
- Chodź jeszcze bliżej sceny- odwróciłam się i pociągnęłam chłopaka.
- Ok chodźmy- powiedział Luke. Przecisnęliśmy się przez tłum i stanęliśmy praktycznie pod sceną.
- Chyba musisz lubi Fifth Harmony- powiedział chłopak.
- Kocham je- krzyknęłam. Zaczęła się pierwsza piosenka. Kiedy zaczęły śpiewać Sledgehammer
pisnęłam razem z innymi osobami i zaczęłam śpiewać razem z nimi. Kocham tą piosenkę. Niektóre momenty kojarzą mi się ze mną i Luke'm... Ale tylko niektóre.

If you could take my pulse right now
It would feel just like a sledgehamme
If you could feel my heart beat now
It would hit you like a sledgehamme

Chociaż refern mówił sam za siebie. Opisywał to co czuję teraz. Jestem na koncercie zespołu który kocham i jest ze mną chłopak którego... Wróć!

So close together
So far
And my fire’s waitin’ for your spark

Prawd... Nie!
Zaczęły teraz śpiewać razem z nimi kolejną piosenkę

I been thinking about you daily
Can't wait to see your face

Odwróciłam się do Luke i na niego spojrzałam. Zaczęliśmy śpiewać razem.

But I know that I can't wait to kiss you
Somehow I know when we finally lock eyes

Czy piosenki mogą być bardziej dokładniejsze?

I'm in love with you already
I know it sounds crazy
But I hope you save all you got for me
Cause, baby, you're all mine

Wczuliśmy się strasznie. No przynajmniej ja...

Everlasting love
Everlasting love
Everlasting love
My everlasting love

Piosenka się skończyła i Ally zrobiła kilka kroków do przodu.

-Mam nadzieję, że są się dobrze bawicie!- krzyknęła do mikrofonu i wszyscy zaczęli piszczeć- Dawno nas u was nie było, za co przepraszamy, ale kochamy to miasto!- podniosłam ręce do góry i zaczęła klaskać. Kolejna ich piosenka to This Is How We Roll. Jej jeszcze nigdy nie słyszałam, więc jedyne co mogłam robić i klaskać i skakać. Po tej piosence Camilla zaczęła przemawiać, że lato jest super i że kocha taką pogodę jaka jest dzisiaj i o kolejnej piosence ile dla niej znaczy. Kiedy usłyszałam Me and My Girl pisnęłam jeszcze głośniej niż wcześniej. Tą piosenkę śpiewałam z Katy i Amy kilka dni temu.

And we play our favorite songs
And we scream out all night long
Like ooh ooh ooh
When it’s just me and my girls

Zaczęłam śpiewać najgłośniej jak umiełam.

We get diva on it
We get queen bee on it yeah
We get britney, demi, one direction, bieber on it

To jest moje ulubiona piosenka od nich.

Break it down
Now break it down
Now break it down
Now break it down
And we play our favorite songs
And we scream out all night long
Like ooh ooh ooh
When it’s just me and my girls
And we dance like no one’s watching
We crack up, booty poppin’
Like ooh ooh ooh
When it’s just me and my girls
Watch me now.

Czułam się już lekko zmęczona tańczeniem i krzyczeniem. Dziewczyny zaśpiewały jeszcze Suga Mama, Top Down i cover Red. Po tych piosenkach pożegnały się z nami, a ja prawie umarłam jak dotknęłam reki Lauren przy ostatniej piosence. 
Na środek weszło kilku gości i zabrali mikrofony i zostawili tylko jeden. Zeszli ze sceny i nagle wszyscy ucichli. Zaczęli szeptać kto to mógł być byłam tak podekscytowana, że sama bym mogła teraz wskoczyć na scenę i zaśpiewać. Po kilku minutach wszyscy zaczęli piszczeć i na scaene wszedł Austin Mahom. Czy to jakiś żart? Jak to możliwe, że takie osoby są w taki samym miejscu co ja? Poszedł do mikrofunu i go poprawił na wysokości swoich ust.
- Cześć Melbourne wszyscy zaczęli krzyczeć- witam ma pierwszym koncercie mojej trasy, dzisiejszy dochód ze wszystkich kolejek zostanie przekazany na cele dobroczynne. To zaczynamy- krzyknął i wszyscy zaczęli piszczeć. 

Turn it up and shake the ground
Tell me what’s on your mind
Come on now don’t be shy
This is the perfect time
This is the perfect time
Ok we down this empty house
Let’s call them out
Get the homies round and round
Get loud.

Zaczęłam podskakiwać bo przy tej piosence nie da się tylko klaskać.

Everybody’s got a secret
Tell me yours and I’mma keep it
Yeah yeah it’s nothing to high
Tell me all your secrets tonight

- Jak się bawisz Melbourne?- teraz można było usłyszeć piski- nie słyszę- teraz było jeszcze głośniej- okey to jedziemy dalej!

Say somethin', if you're feeling the vibe
Say somethin', baby don't be so shy
Say somethin', cause you're all in my head like
Oh oh oh oh yeah yeah
Say somethin', cause you're driving me crazy
Say somethin', cause you're driving me wild
Say somethin', the way you're working it baby it
Oh oh oh oh yeah yeah

Ta piosenka chyba będzie mi chodzić po głowie dość długo.

Hey baby, tell me something lady,
I gotta know what's up,
I gotta know it right now.
Hey baby, tell me something maybe,
I gotta know what's up,
I gotta know it right now

Piosenka się skończyła a ja wytarłam ręką pot z czoła bo jest tu gorąco plus ciągle skaczę i śpiewa.

Hey hey baby, you've been on my mind
I knew you for a long time
And i've been thinkin' maybe that you should know
Hey hey baby can we compromise?
I really want you to be mine
Got a million places that we could go
I wanna be your everything
I wanna be the one you need
So tell me where you been all my life
Can I make you mine tonight

Teraz nawet usłyszałam jak Luke śpiewa.

Hey baby you, you've got what I need
But you say you're just a friend,
yeah you say you're just a friend


Zanim zaczął śpiewać ostatnią piosenkę zszedł ze sceny i wrócił z gitarą. Czy tylko mi się wydaje czy gitara daje chłopakom plus trzydzieści procent? 

Only my shadow knows
How I feel about you
Only my shadow goes
Where I dream of you and me
Should I go or wait
Is it too soon too late
Only my shadow knows

Co prawda to prawda.

I wish I could say all these words
All these things that your heart never heard

Ta piosenka jest taka piękna.

Po jeszcze zagrał kilka piosenek, ale nie miałam już siły i spytałam Luke'a czy wracamy. Staraliśmy się przejść przez tłum co nie było takie łatwe. Kiedy już dochodziliśmy do końca jakiś gościu zwymiotował praktycznie na moje buty.
- Fuj- krzyknęłam.
- Uważaj koleś- powiedział za mną Luke. Zostawiliśmy tego gościa w spokoju i wyszliśmy z tłumu. Nikogo nie było przed wyjściem więc postanowiliśmy wrócić do domu. Weszliśmy do mieszkania i ściągnęlismy buty. Cicho przeszliśmy przez salon i korytarz. Staneliśmy przed drzwiami i lekko otworzyłam drzwi. Luke wszedł za mną i zamknął drzwi.
- Nie ma Katy- powiedziałam patrząc na puste łóżko.
- Była na kanapie nie zauważyłaś jej?- odwróciłam się do chłopaka.
- Nie bardzo- wzruszyłam ramionami- jezu jak mnie głowa boli- powiedziałam i złapałam się za nią.
- No tak śpiewałaś i skakałaś to się nie dziwę- Luke się chyba uśmiechnął, ale w pokoju było ciemno i nic praktycznie nie widziałam. Podszedł bliżej mnie.
- Ty też się bawiłeś, podobało ci się- zaśmiałam się. Widziałam jego sylwetkę jak podchodzi do sofy i podnosi coś z niej. Pewnie koszulkę. Spojrzałam na moje stopy i zachciało mi się śmiać. Zakryłam ręką usta i zaczęłam lekko chichotać.
- Co?- chłopak szepnął. Spojrzałam na niego i zaczęłam się głośno śmiać. Zamknęłam oczy i przykryłam usta dłonią jeszcze raz. To było silniejsze. Poczułam lekki podmuch wiatru na głowie i otworzyłam oczy. Zabrałam dłoń z ust i spojrzałam w ciemne oczy chłopaka. Moje serce przyśpieszyło tak samo jak za każdym razem jak jestem razem z nim tak blisko.
- Jesteś tak blisko mnie- wyszeptałam patrząc na jego oczy które były kilka centymetrów od moich. Chłopak przygryzł wargę.
- Kochasz to- jego cipłe powietrze z ust poszło na moją twarz i lekko przymknęłam oczy.
Nie tylko to.
Jego kolczyk tym razem był cieplejszy niż ostatnio. Pocałował mnie delikatnie. Powoli się ode mnie odsunął zostawiając trochę śliny na mojej wardze i wyszedł z pokoju. To było zdecydowanie za krutko i za mało. Przez ten czas jak był w łazience przebrałam się w piżamę i weszłam pod kołdrę. Kiedy wrócił poszłam do łazienki. Ściągnęłam tam soczewki i umyłam zęby. Wróciłam do pokoju i z powrotem weszłam do łóżka.
- Lau?- usłyszałam szept Luke'a.
- Hm?
- Mogą spać z tobą?
- Czemu?- podniosłam się na łokciach.
- Bo sofa jest niewygodna?- chłopak usiadł na łóżku.
- Ok?- wzruszyłam ramionami. Byłam zmęczona więc zgodziłabym się na wszystko bylebym mogła spać. Nie zadawał już więcej pytań i położył się na miejscu Katy. Odwróciłam się do niego plecami i przykryłam kołdrą pod samą brodę.
- Luke- odezwałam się cicho- co powiemy rano jak ktoś tu wejdzie?
- Któreś z nas wstanie wcześniej niż któreś z nich tu wejdzie- odszepnął i poczułam jak też podciąga kołdrę.
Wcale nie czułam się dziwnie z faktem, że śpię z chłopakiem pod jedną kołdrą.


Rano się obudziłam z bólem wszystkiego. Przewróciła się na plecy i położyłam rękę na miejscu gdzie powinien być Luke. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że nikogo tam nie było. Podniosłam się na łokciach i zobaczyłam, że pokój był całkiem pusty. Wstałam obolała i poszłam do kuchni gdzie wszyscy głośno gadali. Tak mnie głowa bolała.
- Hej- powiedziałam ochrypniętym głosem. Ledwo widziałam bo nie mam na sobie ani okularów ani soczewek.
- Luke mówił jak wczoraj szalałaś i zrobiłam ci herbatę- powiedziała Katy i podała mi kubek. Kochana. 
- Lau wyglądasz jakbyś była na ogromnym kacu- powiedział Cody. Teraz wyglądał dokładnie jak Luke bo widziałam trochę bardziej rozmazane rzeczy. Tylko głos miał inny dzięki czemu ich nie pomylę.
- Lauruś kochana- usłyszałam głos za sobą- jak się czujesz, podobno wczoraj się wyszalałaś za wszystkie czasy- usiadłam na krześle.
- Wszystkie czas?- zdziwiłam się.
- Może dzisiaj odpocznij w końcu jutro wracamy i czeka nas znowu długa jazda- Rosie położyła mi rękę na ramieniu.
- Dam radę chodzić spokojnie- wzięłam łyka herbaty. Czemu oni mnie traktowali jak jakieś dziecko? Zrobiłam sobie kanapkę, co było strasznie trudne i ją zjadłam.- Jak wam poszło wczoraj- spytałam.
- Chyba dobrze mają zadzwonić- uśmiechnęła się Katy.
- Nooo mówili, że wybiorą 35 osób które dostaną stypendium do colleg'u w Nowym Yorku. A 15 z tych osób będzie mogła tańczyć na scenie z 5H- wytłumaczył Cody.
- Super, mam nadzieję, że uda wam się- powiedziałam uśmiechnięta.
- Ja też- spojrzałam na Katy.
- Tak wszystko się okaże, ale nie oszukujmy się innym poszło lepiej niż wam- powiedziała Rosie. Ona jest po prostu zbyt kochana aż by się chciało ją przytulić. Sznurem. Ale tylko czasami...
- Myślę, że im też poszło dobrze mimo, że mnie tam nie było- Luke wzruszył ramionami.
 Dzisiaj miał być luźny dzień, dziewczyny pochodzą po sklepach, chłopacy zajrzą do aut i trochę popakujemy a wieczorem skoczymy na miasto kupić jedzenie na powrót. Ja nie miałam ani siły ani tym bardziej ochoty na zakupy, albo chodzenie po galeriach. Głowa mi pękała i nogi napuchły. Ugh.
- Dzień dobry dzieciaki- do kuchni weszła jakaś młoda kobieta. Miała trochę rozczochrane włosy. Ogólnie była ubrana normalnie jakby się właśnie szykowała do pracy. Kiedy podeszła do kuchenki Rosie wyszła z pomieszczenia na co Luke się lekko zaśmiał.
- Dzień dobry- powiedziała zdziwiona Katy.
- Jestem Lissy- powiedziała i podała mi rękę. Uścisnęłam ją i się głupio uśmiechnęłam.
- Laura-powiedziałam i zabrałam rękę. Ile ona ma lat, żeby się jeszcze ze mną tak witać?
I stało się niezręcznie, nikt nic praktycznie nie mówił.
Każdy już zjadł i wyszliśmy wszyscy z kuchni. Tak jak wcześniej zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy. Dziewczyny wyszły i zostałam sama bo chłopacy poszli na przegląd auta. Założyłam buty i też wyszłam do chłopaków. Nie chciało mi się siedzieć w domu. Zeszłam na parking z tyłu i szukałam ich wzrokiem. Nie stali daleko więc od razu do nich podeszłam.
- I jak auto?- spytałam.
- Spoko da radę jechać jutro tylko benzyny potrzeba- powiedział Cody i zatrzasnął maskę.
- Ledwo chodzisz. Dlaczego wyszłaś?- popatrzyłam na Luke'a.
- Bo nudno było- wzruszyłam ramionami.
- Jak będziemy jechać po jedzenie to jeszcze zahaczymy o jakąś stację- powiedział Cody jak zaczęliśmy iść. Wróciliśmy do mieszkania. Ja usiadłam na sofie z podkulonymi nogami, Luke koło mnie i włączył telewizor, a Cody poszedł się myć bo wczoraj nie miał czasu. Luke co chwile przełączał kanały. Myślałam, że mnie coś zaraz trafi.
- Jeszcze raz przełączysz a cie skrzywdzę- powiedziałam do chłopaka. 
- Nie zrobisz tego- prychnął- a wiesz czemu?- popatrzył na mnie i ściszył głos- bo jestem zbyt przystojny- zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
- Aw jak słodko, młoda miłość- usłyszałam głos za plecami i serce mi stanęło.
- Co ty pieprzysz- powiedział Luke do Lissy.
- Mamusia cię nie nauczyła wyrażania przy starszych?- powiedziała i podeszła bliżej.
- A ciebie nie nauczyła, że się nie podsłuchuję?- ok jedno mnie zastanawia, czemu on z nią rozmawia tak na luzie... Przecież to koleżanka taty Rosie- co ty tu jeszcze robisz Roberto nie ma przecież- wyjął mi to z ust... Myśli.
- Myślę, że ty jesteś ostatnią osobą która może to powiedzieć- jej wzrok spadł na mnie.- Nie daj się mu uwieść, nie jedna się dała- puściła nam oczko. Spojrzałam na Luke'a. Kobieta usiadła koło nas na sofie i zaczęła oglądać swoje paznokcie. Czułam się dziwnie z faktem, że "znajoma" Roberto siedzi koło mnie tuż po odbytej (dziwnej) rozmowie z Luke'm.
- Co oglądamy- spytała kładąc ręce na kolanach.
- Chyba pójdę po picie, chcecie też?- spytałam i wstałam.
- Jakiś sok czy coś- powiedział Luke.
- Wody skarbie- odwróciłam się i wyszłam. W kuchni wzięłam kilka głębszych oddechów i nalałam dwie szklanki wody i sok. Wróciłam do pokoju i podałam im szklanki, Usiadłam z powrotem między nimi i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Zaczęłam przeglądać tumblr'a bo było trochę niezręcznie dla mnie. Usłyszałam jak Cody zakręca wodę i po kilku minutach wszedł do pokoju z mokrymi włosami i spodniach a w ręku trzymał koszulkę.
- Ty w ciąż tu?- spytał Cody. Ok co jest między nimi wszystkimi?
- Najwyraźniej- powiedziała i wystawiła mu język, ale nie tak dla żartów, bardziej chamsko. A, że jest starsza wyglądało to dziwnie... źle...
- Idę zrobić sobie jakieś kanapki- powiedział chłopak. Rzucił koszulkę na parcie sofy koło mnie i wyszedł.
- A ty tak cicho siedzisz nic nie mówisz- powiedziała kobita. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że mówiła do Luke'a.
- Jak widać nie mam ochoty rozmawiać- powiedział i znowu zaczął przełączać kanały.
- A ty maleńka, jakaś taka nie mrawa jesteś- Lissy zaczęła się bawić moim kosmykiem włosów.
- Daj jej spokój- powiedział Luke i zostawił na jakimś programie muzycznym. Kobiecie zaczął dzwonić telefon i z tego powodu wyszła.
- Nie zwracaj na nią uwagi- powiedział mi Luke.
- O co z nią chodzi?
- Leci na kasę taty Rosie.
- Rosie mama wie?
- Nie, ale Rosie tak jej tato tez nic nie zauważa- powiedział i przysunął się bliżej- tylko nie wspominaj o niej swojej babci- powiedział ciszej. Nie mam pojęcia czemu szeptał.
- Okey- powiedziałam mało pewnie bo nie miałam pojęcia czemu mam akurat jej nic nie mówić. Może, żeby nie wygadała mamie Rosie, ale tak czy siak czemu szeptał? Nie ważne. Do pokoju wszedł Cody jedząc kanapkę i usiadł koło mnie. Rękę położył na oparciu i sam się oparł.
- Co oglądacie?- spytał. i ugryzł kanapkę.
- Nic w sumie- wzruszyłam ramionami.
Do pokoju wróciła blondynka mówiąc, że musi iść bo praca. Nie pożegnaliśmy się z nią, tylko chłopacy powiedzieli "w końcu" pod nosem. Każdy z nich coś ukrywa czy tylko mi się tak wydaje?
Dziewczyny wróciły około 15 z kilkoma torbami. Ustaliliśmy wszyscy, że po coś do jedzenia pojadę ja. Katy i Luke, bo stwierdzili, że ogólnie ja nie wszystko jem (nie nowość) i wolą, żebym sama sobie coś wybrała, Katy wybierze coś dla całej reszty a Luke oczywiście będzie prowadził.
O 17 wyjechaliśmy z parkingu i pojechaliśmy w stronę miasta. Luke zatrzymał się na czerwonym świetle i wyciągnął telefon bo akurat ktoś do niego zadzwonił. Starałam się nie słuchać o czym rozmawiają, ale to nie było najłatwiejsze bo siedziałam koło niego.
- Nie wiem czyj... Dzwoniłaś do Cody'go?... Kur- tu się lekko zawahał- de serio nie wiem- gadali coś jeszcze o tym kiedy zamierzamy wszyscy wrócić i chyba jeszcze gadali o aucie ich mamy.
- Kto to?- spytała Katy jak Luke się rozłączył kiedy zaświeciło się zielone światło.
- Moja matka- powiedział patrząc przed siebie.
- Co chciała?- a to ciekawska dziewczyna.
- Znalazła kondoma w kuchni pod zlewem- chłopak się zaśmiał. Ja też się lekko uśmiechnęłam bo to jest taka sytuacja w której żadne dziecko nie chciałoby się znaleźć.
- Twojego?
- Nie to nie może być ani mój ani Cody'ego.
- To czyj?- spytałam i aż poczułam na sobie ich wzroki kiedy Luke zaparkował auto.
- Ja ani on tego nie robimy, pewnie Beau jeszcze jak tu był zostawił i zwalił na nas- chłopak wyciągnął kluczyk i wyszedł z auta. Rozpięłam pas i zrobiłam to samo. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i przyśpieszyłam, żeby dotrzymać im kroku.
- Kto to?- spytałam jak brali koszyk.
- Mój starszy bart- powiedział Luke.
- Czemu go nigdy nie widziałam- spytała ich oboje.
- Bo jest w colleg'u- powiedziała mi Katy.
- Jest dwa lata starszy- dodał Luke- nie musisz wiedzieć i znać wszystkich z naszej wsi.
- Miasteczka- poprawiła go Katy- weźmy jakieś cukierki- powiedziała radosna.
Po 20 minutach wyszliśmy ze sklepu i wróciliśmy do domu. Zaczęliśmy się pakować a bardziej sprzątać, bo żadne z nas tak dokładnie się nie rozpakowywało tylko szczoteczki do zębów które mieliśmy w łazienkach. Potem siedzieliśmy przed telewizorem a o 22 poszłam się umyć i spać bo chciałam mieć trochę siły na jutro.

***
Sorka, że tak długo, ale nie miałam albo siły albo czasu. Od piątku ogólnie jestem chora więc końcówka to już nie wypał według mnie, ale pomyślałam, że nie będę czekać nie wiadomo ile aż wyzdrowieję. I jeżeli są jakieś niedociągnięcia też sorki.
Liczę na wasze komentarze i jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście.


*TheStellaWish*



czwartek, 19 lutego 2015

:)

   Hej przepraszam, że nie dodaję jak na razie żadnego rozdziału. Jestem już mniej więcej w połowie, myślę, że albo będzie w weekend, albo na początku następnego tygodnia :D
Puki co nie mam kiedy pisać jedynie jakieś poprawki, a tak na poważnie wezmę się za niego jutro wieczorem w sobotą tak samo i w niedzielę postaram się go dokończyć, ale nic nie obiecuję :)
   Przepraszam jakąkolwiek osobę która czeka na kolejny rozdział (jeżeli taka jest). ;)


*TheStellaWish*


niedziela, 8 lutego 2015

5. Mój pierwszy raz.

   Rano wstałam i zobaczyłam, że mam wiadomość.
Katy: "w następnym tygodniu na 4 dni?" Miała na myśli to, żeby jechać do stolicy. Do taty Rosie. Nie odpisałam jej po prostu poszłam do łazienki się przebrać i zejść na śniadanie. Zeszyłam na dół ubrana i usiadłam przy stole. Babcia podała mi tosty i zaczęłam je jeść. Ciocia koło mnie piła kawę.
- No Laura jest sobota jakieś szczególne plany?- spojrzałam na ciocie.
- Nie jeszcze nie- ugryzłam tosta- babciu...
- Tak Lauruś?- babcia się do mnie uśmiechnęła.
- Bo Katy i Rosie chcę jechać do Melbourne w następnym tygodniu i chcą, żebym jechała z nimi.
- Wiesz, że Rosie tam zawsze jeździ z jej chłopakiem?- powiedziała ciocia.
- Um- spojrzałam na babcie.
- Jak będą jechać jeszcze chłopacy to ci pozwolę, bo nie chcę cię puszczać samej w tych tramwajach czy pociągach.
- Dopytam, ale się zgadzasz?
- Tak Rosie tam często jeździ z Cody'm.
- Dziękuję- uśmiechnęłam się do babci i dokończyłam tosty. Kiedy babcia myła naczynia, ciocia robiła coś na tablecie ja napisałam do Katy, że moja babcia się zgodziła. Dziewczyna mi tylko odpisała, że wszystko omówimy dzisiaj na imprezie. Oczywiście, że dzisiaj jest impreza.

Stałam przy stole z Katy, Lukiem i słuchaliśmy właśnie jednej z historii Brad'a. Rosie z Cody'm tańczyli, a Lee i Amy gdzieś zniknęli.
 Nawet nie pamiętam jak się nazywa osoba u której jesteśmy dzisiaj.
- No i ona była jak "jeżeli jeszcze raz coś powiesz wylecisz" ja wiedziałem, że mówi serio, ale nic sobie z tego nie zrobiłem i kiedy zaczęła znowu gadać powiedziałem "no chyba nie" i wywaliła mnie z klasy. Haha ona mnie nie nienawidzi chyba aż do dzisiaj- zaczęliśmy się śmiać kiedy skończył mówić.
- Ta to prawda ta suka była nieznośna- przyznała Katy- właśnie Laura- popatrzyła na mnie- musimy omówić jeszcze ten wyjazd w tygodni.
- Też jedziecie?- spytał Luke i się napił.
- Tak, właśnie musimy ustalić co i jak- powiedziałam bardziej do Katy, ale jednocześnie odpowiadając Luke'owi. Czyli on też jeździ z nimi.
- To nie jedziecie z nami autem?- spytał zdziwiony Luke.
- Rosie i Cody zawsze wszystko ustalają sami, zawsze zatrzymują się kiedy Rosie chce, postoje robią przy restauracjach gdzie Rosie chce bla bla bla. Nie lubię tego. 
- No wiem. Wkurwiające, to pojedziemy osobnym autem. Cody weźmie auto mamy, a my pojedziemy moim.
- A wasza mama nie będzie miała nic przeciwko?- spytałam Luke'a.
- A widziałaś ją tu słonko?- Luke zadał mi pytanie. Poczułam się dziwnie kiedy nazwał mnie "słonkiem".
- No to fajnie, a to nie będzie dziwne, że Rosie chciała, żebym z nią jechała, a ja pojadę z wami w innym aucie?- Katy popatrzyła na nas.
- Rosie sama z siebie cię zaprosiła?- Brad się zdziwił. Czemu go i Lee tak to dziwi?
- No nie?- przyznała dziewczyna i napiła się z czerwonego kubka.
Potem jeszcze gadaliśmy i Katy z Luke'm poszli tańczyć, a ja zostałam sama z Bradem. Było już po 23, a mi się już nie chciało tu siedzieć. Powiedziałam, że wracam do domu, a Bard postanowił mnie odprowadzić. W końcu mieszkamy na przeciwko siebie. Pożegnałam się z resztą i wyszliśmy.
- O co chodzi z Katy i Rosie?- spytałam chłopaka. Może to było nie na miejscu i powinnam pytać o takie rzeczy którąś z nich, ale myślę, że on mi powie o tym więcej prawdy niż one dwie. I w ogóle powie więcej.
- Rosie i Katy nie są jakoś zbytnio koleżankami- odparł chłopak- Rosie zawsze, no wiesz, uważała się za tą lepszą- chłopak zrobił cudzysłów w powietrzu- a Katy zawsze była tą słodką którą każdy lubił tak po prostu, i no wiesz, Rosie tego nie lubiła. Zawsze sobie dokuczały, aż Katy się zakochała a Rosie zaczęła z nim chodzić. Tak zaczęła się spotykać z chłopakiem w którym Katy była zakochana.
- Lubie Rosie, ale to brzmi jakby była suką- powiedziałam pod wrażeniem,
- Jeszcze jej nie znasz kochana- Brad na mnie spojrzał.
 - Brzmi jak z jakiegoś horroru- zażartowałam bo nie chciałam wyjść na złą koleżankę, dla oby dwóch dziewczyn i zmieniłam temat.- Jak tam z twoim byłym? Dalej nie ubłagalnie pisze?
- Oh, już nie, teraz mam na oku kogoś innego- chłopak się zaśmiał- Jest dużo lepszy od tamtego i seksowniejszy- chłopak się zaśmiał.
- Rozumiem o co ci chodzi- uśmiechnęłam się do niego- mam nadzieję, że wyjdzie ci z nim lepiej niż z poprzednim.
- Haha ja też- zaśmialiśmy się na wspomnienie jego byłego- zobaczymy się jutro?- spytał chłopak jak byliśmy już pod jego domem.
- Było by fajnie. Napiszę- pożegnaliśmy się. Przeszłam na drugą stronę i weszłam do domu. Powoli weszłam do środka i  po poszłam do pokoju.

Siedziałam w jakiejś kawiarence z Bradem i rozmawialiśmy. Chłopak zamówił sobie kawałek ciasta czekoladowego z gałką lodów, a ja wzięłam sobie koktajl vaniliowy.
- Myślałam o tym co mi powiedziałeś wczoraj- powiedziałam wracając do wczorajszej rozmowy.
- I?- chłopak popatrzył na mnie.
- Ile Rosie miała chłopaków?
- Z trzech?- powiedział z ciastem w buzi- a co?
- Nie, tak pytam- wzruszyłam ramionami. Mogło się okazać, że Katy była zakochana w Cody, dlatego Rosie się z nim tak wszędzie całuje. Ugh. Ale może już z nim zerwała- z tym chłopakiem w którym Katy była zakochana. Muszę ją o to kiedyś tak delikatnie spytać, ale nie chcę wyjść na ciekawską sukę.
Kiedy skończyliśmy jeść i w moim przypadku pić, poszliśmy pochodzić po naszej okolicy. Około 18 wróciłam do domu.

Siedziałam przy stole i jadłam śniadanie. Jest środa. Dzisiaj o 13 mamy wyjechać, dojedziemy tam na 17 może 18. Akurat na kolację u Rosie taty i pójdziemy się przejść wieczorem na miasto. Wszystko już mieliśmy ustalone. Muszę się jeszcze tylko ubrać i mogę jechać. Babcia co chwilę jeszcze mnie dopytuje czy wszystko wzięłam. A ja tak bardzo chciałam powiedzieć, że to tylko cholerne 4 dni, ale nie chciałam być nie miła. Zjadłam śniadanie i poszłam się przebrać. Była 12 więc mam jeszcze pół godziny. Umówiliśmy się, że będziemy wcześniej pod domem bliźniaków. Wzięłam plecak który dała mi ciocia w którym miałam drugą parę spodni plus dresy na noc, szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów, 3 inne koszulki i bieliznę. Spakowałam jeszcze na wszelki wypadek okulary (tak mam wadę wzroku i tak normalnie noszę soczewki). Założyłam bluzę bo było lekko pochmurnie i zeszłam na dół. Po 25 min założyłam buty i w ostatniej chwili wróciłam się jeszcze po słuchawki.
Pożegnałam się z babcią i wyszłam zakładając plecak na jedno ramie. Cody już stał przy aucie i przewijał coś w telefonie. Zobaczyłam jak Luke też wychodzi z domu z plecakiem i kiedy mnie zobaczył pomachał mi. Odmachał mu i podeszłam do ich auta. Przywitałam się z nimi dwoma jak stanęłam już koło auta Luke'a.
- Daj plecak- powiedział Luke. Ściągnęłam z ramienia i mu podałam. Chłopak go schował do bagażnika.
- Gotowa na pięć godzin jazdy?- spytał Cody.
- Jechałam dłużej- zauważyłam i się uśmiechnęłam.
- Gdzie jest blondyna i czerwona?- Luke popatrzyła na zegarek. Myślałam, że jak zawsze Rosie będzie pierwsza i będzie oczywiście lizać się z Cody'm.
- Jednak zdecydowaliśmy się jechać jednym autem- powiedział Cody.
- Czemu?- popatrzyłam na niego.
- Bo nasi rodzice przyjeżdżają w sobotę- Luke spojrzał na telefon. Zobaczyłam, że Katy już wychodzi z domu, a zaraz za nią Rosie.

http://www.polyvore.com/cgi/set?id=147865468&.locale=pl

Kiedy dziewczyny do nas podeszły i przywitały się z nami ustaliliśmy jeszcze jakie będą postoje. Doszliśmy do tego, że robimy jeden, postój na jakiś obiad, a na siusi będziemy się zatrzymywać jak ktoś będzie potrzebował. Rosie trochę po marudziła, że powinniśmy się zatrzymywać co pół godziny. Ale została przegłosowana. No cóż. Weszliśmy do auta, Luke na miejsce kierowcy, koło niego Cody, za nimi Rosie i Katy, a ja poszłam na sam tył, na potrójne siedzenia. Nie mówię nie, będę miała dużo miejsca. Włączyłam piosenkę i założyłam jedną słuchawkę, gdyby coś do mnie mówili i zapięłam pas. 
Jechaliśmy już jakąś godzinę i jak na razie nie było żadnych postojów. Ale Rosie zaczęła marudzić, że chce wyjść i wyprostować nogi. Więc stanęliśmy na jednej stacji. Rosie i Katy wszyły, a ja zostałam sama z chłopakami. Jak popatrzyłam do nich po przodu zobaczyłam jak Luke odwraca wzrok w lusterku. Jak długo na mnie patrzył? Chłopacy zaczęli rozmawiać, że są głodni. Więc pewnie zaraz będzie kolejny postój. 
- Laura wolisz się zatrzymać w jakimś fast foodzie czy w restauracji?- popatrzyłam na Cody'ego który właśnie się do mnie odwrócił.
- Obojętnie, zależy też od was.
Kiedy dziewczyny wróciły ustaliliśmy żeby jechać do jakiegoś mcdonalda. 
Oczywiście.
Ugh.
Po półgodzinie Luke skręcił i zjechał na parking. Dziewczyny wyszły z auta i ja tuż za nimi. Poprosiłam chłopaków żeby otworzyli mi bagażnik bo w plecaku mam portfel z pieniędzmi. Luke otworzył i powiedział, żeby reszta poszła zająć miejsce. Wyciągnęłam portfel i odłożyłam z powrotem mój plecak. Chłopak zatrzasnął bagażnik i sprawdził czy na pewno auto jest zamknięte. Szliśmy koło siebie nic nie mówiąc. Nie, żebym miała coś przeciwko... ale... Nie ważne. Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do stolika który zajęli. Usiadłam koło Cody'go, a Luke koło mnie, bo nigdzie indziej nie było miejsca. Ustaliliśmy, że ja z Luke'm pójdziemy kupić coś do jedzenia, bo i tak jesteśmy na brzegu. Reszta dała nam kasę i poszliśmy stanąć w kolejce. Przed nami były jakieś trzy osoby.
- Co bierzesz?- odwróciłam się do Luke'a, który stał za mną.
- Nie wiem, może sałatkę i frytki?- zastanowiłam się.
- Dlaczego? Będziesz głodna, to trochę mało.
- Nie lubię burgerów z tond za bardzo- wzruszyłam ramionami- zawsze jak siostra mnie ciągnie do mcdonalda, to po prostu wchodzę i wychodzę- zaśmiałam się.
Teraz byliśmy już trzeci w kolejce.
- Jesteś dziwna- zaśmialiśmy się- a tak serio to pytam bo nie wiem sam co wziąć- chłopak skrzyżował ręce.
Jeszcze jedna osoba w kolejce i my.
- Nie przeszkadza wam, że ja też jadę?- spytałam.
- Nie, im więcej tym lepiej- chłopak mi puścił oczko.
Podeszliśmy do kasy i złożyliśmy zamówienie. Ja odeszłam z jedną tacą jedzenia, a Luke z drugą. Położyliśmy je na stole i wszyscy zaczęliśmy jeść.
Ja z Rosie rozmawiałyśmy o jej tacie. Chwaliła się, że ma ogromne mieszkanie w centrum miasta i prawie nigdy go nie ma w domu bo pracuje, więc będziemy mieli jego mieszkanie praktycznie dla siebie. Pewnie dlatego tak często tu przyjeżdża z Cody'm.
Chłopacy i Katy zaczęli marudzić jacy są najedzeni i pełni. Czyli jedno i to samo. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy dalej, najedzeni i przewietrzeni. 
Po kolejnej godzinie jazdy wszyscy zaczęliśmy rozmawiać. Do puki temat nie z wszedł na nieprzyjemny dla mnie czyli...
- Mój pierwszy raz był- zaczęła Rosie- słodki, chłopak był ode mnie starszy o dwa lata i chyba mniej doświadczony, ale to jak robił minetkę- Rosie się uśmiechnęła zadowolona na wspomnienie.
- Khm- zakaszlał Cody.
- Ale ty jesteś w tym mistrzem- niedobrze mi się robi czy niedobrze? Katy spojrzała na ich oboje.
- Ja miałam jak na razie tylko palcówki- powiedziała czerwono włosa- ale niesamowite- dodała, a ja mogłam zobaczyć, jak Cody w lusterku się uśmiecha. Co do kurwy?
- Czyli tylko ja w tym aucie nie jestem dziewicą- Rosie się zdziwiła- chyba muszę z tond wyjść- zaśmiała się z chłopakami. Dziwne zawsze myślałam, że Rosie i Cody robią to jak idą do pokoju, jak widać robią coś innego...
- Skąd wiesz może Laura ma chłopaka? Albo miała? I kto wie?- zaczął Cody i spojrzał na mnie.
- Nie, nie i ja- odpowiedziała i się zaśmialiśmy.
- Nigdy nic?- zapytała Rosie. Spojrzałam na wszystkich.
- Um, nie- nie wiem czemu, ale poczułam się zawstydzona faktem, że oni robią takie rzeczy a ja nie.
- Dziwne bo twoje usta wyglądały by idealnie w około
- Cody- przerwała mu zirytowana dziewczyna. Wiedziałam o co mu chodzi i poczułam się dziwnie. No bo nie poczułam się jakbym miała zwymiotować (jak zawsze przy takich tematach) tylko poczułam jakby ktoś powiedział mi komplement. Może bo nim był? Pf
- Jak długo jeszcze?- spytałam kończąc temat bo bałam się co jeszcze powiedzą.
- Jeszcze 3 godziny może mniej- powiedział Luke. Który przez całą rozmowę nic nie mówił. Przyjmijmy, że dlatego, bo prowadzi.

Po ostatnich godzinach jazdy wjechaliśmy do centrum miasta. Kiedy zatrzymaliśmy się pod ogromnym budynkiem Rosie szybko wyszła z auta i podbiegła przywitać się z tatą do którego wcześniej dzwoniła. Wyszłam z auta i poszłam wziąć mój plecak od Luke'a. Zatrzasnął bagażnikiem kiedy wyciągnął wszystkie torby i poszliśmy się przywitać z tatą Rosie.
- Dzień dobry- przywitał się z nami- widzę, że dzisiaj przyjechaliście całą watahą- tato Rosie przytulił ją ramieniem bardziej do siebie.
- Tato poznaj to Laura- blondynka mnie przedstawiła.
- Dzień dobry- skinęłam głową i się delikatnie uśmiechnęłam.
- Roberto- powiedział i podał mi rękę którą potrząsnęłam. Jej tato to włoch. Fajnie.- zaprowadzę was do waszych pokoi- poszliśmy za jej tatą i weszliśmy do windy. Stałam przed Luke'm. Winda zaczęła jechać a ja straciłam równowagę i się przechyliłam jak niezdara. Luke złapał mnie za ramie i przytrzymał, żebym się nie walnęła głową o ścianę.
- Dzięki- uśmiechnęłam się do niego.
Jak wysokie to jest ciągle jedziemy i jedziemy, a ja czuje tylko jak Luke wydycha mi powietrze w głowę. Jest wyższy więc jego nos kończy się mniej więcej kilka centymetrów nad moją głową.
Wyszliśmy z windy i przeszliśmy kawałek korytarza żeby stanąć przed wielkimi drzwiami z napisem 1378.  To jest wyższe niż się wydaje. Pan Roberto otworzył drzwi i weszliśmy do jego apartamentu. Był ogromny. Wszystko nowocześnie wykończone, pełno beli i czerni. Bałabym się tu zapraszać takie dzieciaki jak my bo w każdej chwili możemy coś zniszczyć, a wszystko tu wydaje się takie drogie i delikatne.
- Słonko muszę iść do pracy, zaprowadź znajomych do swoich pokoi- Roberto spojrzał na zegarek. Pocałował Rosie w głowę i wyszedł. Zostaliśmy sami. W tym ogromnym mieszkaniu. Chociaż mieszkania przy tym to nic. Nie ważne. Rosie pokazała każdemu z nas pokój. Ja miałam z Katy, Rosie z Cody'm, a kiedy miało dojść do tego, że Luke będzie spał na kanapie powiedziała, że może spać u nas w pokoju. Nie wiem czemu, przecież kanapa wydawała się mega wygodna i taka duża. Może nie chciałam, żeby przeze mnie spał w salonie. Mieliśmy w pokoju jedno duże łóżko i małą sofę. Ustaliliśmy, że ja z Katy śpimy w łóżku, a Luke na rozkładanej sofie. Wiem, że to jest praktycznie to samo co w salonie, ale przynajmniej, nie będzie mi go szkoda jak będę szła w nocy do toalety, o którą muszę jeszcze dopytać gdzie jest.
Zjedliśmy śniadanie, bardziej oni, bo ja wypiłam tylko sok. Dochodzi 20 i postanowiliśmy się przejść po mieście i może zahaczyć o jakiś bar czy coś. Siedziałam na sofie i czekałam z Luke'm i Katy aż przyjdzie ta dwójka.
- Może dzisiaj oprowadzimy cię po centrum miasta?- zaproponowała Katy.
- Najpierw niech przyjdą tamci- spojrzałam na Luke'a. Nic nie powiedziałam. Po 15 minutach byliśmy już w windzie. Zjechaliśmy na dół i poszliśmy w stronę miasta.
Chodziliśmy chyba dwie godziny. Słońce tak pięknie zachodziło, że nie chciałam wchodzić do żadnego baru ani nic do puki nie zajdzie. Więc kiedy w końcu zaszło zaprowadzili mnie do ich ulubionego klubu, baru, jakkolwiek.
- Chcesz coś mocniejszego do picia?- zapytał mnie Cody kiedy usiedliśmy przy stoliku.
- Um nie, poczekaj pójdę z tobą- wstałam i poszliśmy do lady. Kobieta sprawdziła dowód chłopaka i podała mi cole o którą poprosiłam. Byłam w pełni świadoma, że jak się upiją to ktoś będzie musiał ich przyprowadzić do apartamentu. Tak mam na myśli siebie. Wróciliśmy do stolika i usiedliśmy. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się niekiedy śpiewaliśmy. Zachciało mi się do toalety. Powiedziałam, że zaraz wracam i wstałam. W toalecie zrobiłam siusiu i umyłam ręce. Jak wychodziłam zobaczyłam, że przed drzwiami stoi Luke.
- Miałem ci powiedzieć, że Rosie i Cody chcą się zbierać i czy chcesz wracać z nimi- jakby któreś z nich nie mogło tu przyjść. Pf.
- Nie, jak wy jeszcze zostajecie to ja też- miałabym niby iść z tamtą dwójką do domu? Gdzie bylibyśmy tylko my? Bardziej ja bo oni by się zajęli sobą... Mniejsza.
Wróciłam do stolika sama bo Luke poszedł do toalety.
- Idziesz z nami Lau?- spytała Rosie.
- Nie zostaje.
Wyszli a ja zostałam przy stoliku z Katy.
- Dlaczego oni tak szybko poszli?
- Rosie marudziła, że boli ją głowa czy coś, masz napij się- Katy podsunęła mi jakąś szklankę. Napiłam się i było takie dobre. Pewnie jakaś wódka wymieszana z czymś. Ale ciężko mi stwierdzić z czym. Luke wrócił do stolika i tez napił się ze swojej szklanki.
- Robimy zakłady?- powiedział odkładając szklankę.
- No jasne- Katy się uśmiechnęła i poruszyła brwiami.
- Jakie zakłady?- spytałam bo o co kuźwa chodzi? Mam się bać czy coś?
- Zakładamy się na przykład...- Katy się zaśmiała- um, ja mówię Luke'owi, że ma coś zrobić i jeżeli tego nie zrobi stawia mi kolejkę.
- Jakiś przykład?
- Luke mogę się założyć, że nie poderwiesz tamtej dziewczyny przy barze- Katy na niego spojrzała i się uśmiechnęła. Więc o to chodzi. Luke się zaśmiał i odszedł od stołu. Patrzyłyśmy jak podchodzi do dziewczyny. Zaczęli rozmawiać, Luke jej coś szepnął i odeszli. Tak po prostu. Wow. W takim razie ma świetny tekst na podryw. Boże jak to brzmi. 
- Przegrałam, no cóż- Katy wzruszyła ramionami.
- Zawsze tak robicie?
- Tak, żeby nam się nie nudziło- powiedziała i się rozejrzała- Luke jest słodki nie?- zapytała i przybliżyła się do mnie.
Tak.
- Co? Czy ja wiem- wzruszyłam ramionami i się napiłam- mam pytanie.
- Dawaj- powiedziała.
- Um,o co chodzi z tobą i Rosie?- wiem Brad mi opowiadał, ale ja chcę znać jej wersję. Ale życie mnie chyba nie lubi.
- Stawiasz jedną kolejkę- Luke usiadł koło mnie.
- Szybki jesteś- powiedziała Katy. I tak właśnie moje pytanie przepadło.
- Laura- powiedział Luke i na mnie spojrzał- zaproponuj coś Katy.
- Um- zaczęłam się zastanawiać.
- A może ja zaproponuje coś tobie- Katy do mnie mrugnęła- idź do tego faceta co siedzi sam.
- I?
- I... Zrób to samo co Luke- powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, dziewczyna się napiła.
- Bardziej obciągnij, bo- zaczął Luke.
- Co kurwa?- spojrzałam na nich.
- No co? Grasz czy nie?- spytała Katy odkładając szklankę.
- Czy jesteś cipą?- Luke się zaśmiał.
- Nie jestem. Ok- wstałam od stołu. Nie zamierzam mu nic robić. Ba. Wymyślę coś.
Podeszłam do stolika przy którym siedział facet i spojrzał na mnie.
- Spadaj z tond dziewczynko. Chyba pomyliły ci się stoliki- chyba pomyliłam się co to tego.
- Nie- powiedziałam najspokojniej jak umiałam.
- Czego tu szukasz?- spojrzałam na jego rękę i nie miał obrączki.
- Nie ja, ale moja mama- jeżeli to nie wypali to przegram a tego nie chcę. Nienawidzę przegrywać- powiedziała, że jest pan bardzo przystojny.
- Naprawdę?- spojrzał na mnie jak na jakiegoś idiotę. Rozumiem go, nie był jakoś powalająco przystojny. W ogóle nie był, ale to tylko szczegół.- Gdzie ona jest?
- Na zapleczu, mogę pana do niej zaprowadzić- uśmiechnęłam się. O dziwo się zgodził. Co za debil. Poszliśmy na zaplecze, a w drodze mrugnęłam do Katy i Luke'a. Chłopak był bardzo zdziwiony, a Katy cicho zaklaskała. Zamknęłam drzwi za sobą i odwróciłam się do faceta.
- Tu nikogo nie ma- spostrzegawczy jest.
- Może poszła do toalety poczekajmy chwilę może wróci.
Minęło kilka minut, chyba nie całe 5 minut, może z 3 minuty.
- Huh jak widać nie ma jej, no cóż- uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi. Wyszłam i poczułam jak wszystkich oczy zwróciły się w moją stronę. Nie szłam skrępowana, bardziej rozbawiona. Usiadłam z powrotem koło Luke'a.
- To kto mi stawia kolejkę?- zapytała. Żadne z nich nie odpowiedziało. Katy tylko popatrzyła za mnie i zakryła ręką usta. Ten facet podszedł do nas i się schylił do mnie.
- Daj swojej mamie mój numer i jak chce niech zadzwoni- podał mi karteczkę i odszedł. Obydwoje wybuchli śmiechem, a ja zsunęłam się bardziej na kanapie.
- Ty stawiasz- powiedział Luke.
Mogę ci postawić coś innego.
Kurwa co?
- Dobra to ty Katy- zaczęłam- idź do faceta za ladą i zrób coś, żeby dał nam darmowe napoje- powiedziałam i założyłam ręce opierając się.
- Pf spoko- wzruszyła ramionami i wstała. Spojrzałam jak odchodzi.
- Mamie- usłyszałam jak Luke się w ciąż śmieje. Ja też się zaśmiałam, bo to serio jest takie głupie.
- Ale uwierzył i wy prawie też- uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
- Ja nie- popatrzył na moją twarz- to było oczywiste, że tego nie zrobisz- on jest takie kochany. Egh.
- Niby czemu? Mogła bym to zrobić. On był po prostu taki ugh- wytłumaczyłam.
- Nie nie mogłabyś- przewróciłam oczami bo miał stu procentową racje. Przybliżył twarz do mojej.- Miałaś mi więcej nie mówić kłamstw- powiedział cicho. Moje serce stanęło czy stanęło? Jego twarz jest tak blisko. Spojrzałam na jego usta i kolczyk. Zobaczyłam, że lekko się oddalają i podniosłam wzrok na Luke'a. Jego oczy powędrowały za mnie i się uśmiechnął.
- Kto jest najlepszy?- usłyszałam głos Katy za sobą. Postawiła na stole 3 szklanki z niebieską substancją.
- Ty- powiedział Luke. Poczułam się źle, że tak o niej powiedział, mimo, że chodziło o zakład, a nie o coś więcej.
Ustaliliśmy, że jak to wypijemy idziemy się przejść po mieście. Bo tu jest już nudno.
Szliśmy w z dłuż chodnika, koło nas jeździło pełno aut. Ulica tu o tej porze jest prawie tak samo ruchliwa jak u mnie.
- Jak można się pieprzyć z kimś takim?- Katy spojrzała na parę która właśnie nas minęłam.
- Ten chłopak nie był brzydki- powiedziałam.
- Ale ta dziewczyna- Katy jeszcze raz się od wróciła.
- Może pieprzą się od tyłu- Luke wzruszyła ramionami.
- Albo w ogóle tego nie robią- powiedziałam na co oni się zaśmiali.
- Wracajmy już do domu, śpiąca się robię- powiedziała Katy. Zawróciliśmy.
Doszliśmy do budynku około 24 weszliśmy do naszego pokoju. Pierwsza ja poszłam do łazienki. Umyłam zęby i lekko się przepłukałam. Założyłam dresy i koszulkę. Weszłam do pokoju, a po mnie do łazienki poszedł Luke. Schowałam skarpetki do plecaka i weszłam pod kołdrę.
- Katy- dziewczyna spojrzała na mnie z pod laptopa- powiesz mi o co chodzi z tobą i Rosie?- nie zareaguj na to źle błagam.
- Zabrała mi coś co kocham to tyle- wróciła do przewijania strony. Coś co kocha? Czyli wciąż go kocha? To skoro teraz Rosie jest z Cody'm czemu ona nie będzie z tamtym chłopakiem? Tak czy siak Brad mi powiedział tyle ile ona. Tylko ona zrobiła to krócej.
Wzięłam mój telefon i zaczęłam przewijać twitter'a. Po 20 minutach Luke wrócił do pokoju i Katy poszła się wykąpać. Chłopak usiadł na sofie i zaczął przeglądać telefon. Ciekawe jak szybko zauważy, że się na niego patrze. Trzymałam telefon w kieszeni więc szybko wczułam jak dostaje od kogoś wiadomość.
Luke: "Przestań na mnie patrzeć" *emoji z dużymi oczami*
- Skąd wiesz?- zapytałam i spojrzałam na niego.
- Takie rzeczy się czuje- uśmiechnął się do mnie kładąc telefon na klatce piersiowej.
- Czemu ci to przeszkadza, powinieneś się cieszyć, że jakaś dziewczyna się na ciebie patrzy- wystawiłam mu język.
- Mam tak codziennie jak chodzę ulicą- chłopak też wystawił mi język i wrócił do telefonu. Podniosłam mój telefon i też do niego wróciłam. Katy wróciła po jakiś piętnastu minutach. Położyła się koło mnie i przeglądała coś na laptopie. Mi się już oczy zamykały więc odłożyłam telefon i położyłam się spać.

***
Jak są jakiekolwiek błędy to z góry przepraszam. Rozdział trochę późno, ale jest. 
Mam nadzieję, że się jakkolwiek podobał. 


*TheStellaWish*