piątek, 18 grudnia 2015

Secret Love Song

*klik*

We keep behind closed doors

Every time I see you, I die a little more

Stolen moments that we steal as the curtain falls
It'll never be enough

As you drive me to my house

I can't stop these silent tears from rolling down

You and I both have to hide on the outside
Where I can't be yours and you can't be mine


But I know this, we got a love that is homeless

Why can't I hold you in the street?

Why can't I kiss you on the dance floor?

I wish that it could be like that
Why can't it be like that? Cause I'm yours

Why can't I say that I'm in love?
I wanna shout it from the rooftops

I wish that it could be like that
Why can't it be like that? Cause I'm yours

It's obvious you're meant for me

Every piece of you, it just fits perfectly

Every second, every thought, I'm in so deep

But I'll never show it on my face

But we know this, we got a love that is homeless

Why can't you hold me in the street?

Why can't I kiss you on the dance floor?

I wish that it could be like that
Why can't we be like that? Cause I'm yours

Why can't I say that I'm in love?

I wanna shout it from the rooftops

I wish that it could be like that
Why can't we be like that? Cause I'm yours

I don't wanna live love this way

I don't wanna hide us away

I wonder if it ever will change

I'm living for that day, someday

When you hold me in the street

And you kiss me on the dance floor

I wish that we could be like that
Why can't we we be like that? Cause I'm yours, I'm yours

Why can't you hold me in the street?

Why can't I kiss you on the dance floor?

I wish that it could be like that
Why can't it be like that? Cause I'm yours

Why can't I say that I'm in love?

I wanna shout it from the rooftops

I wish that it could be like that
Why can't we be like that? Cause I'm yours

Why can't we be like that?

Wish we could be like that

#jariana

niedziela, 6 grudnia 2015

21. 1:1 kochanie.

Weszłam do łazienki, aby się umyć i wyszczotkować zęby, a następnie wybrałam jakieś ciuchy na dzisiaj. Założyłam je, pomalowałam się i nałożyłam soczewki. Poprawiłam się ostatni raz przed lustrem i zeszłam na dół i o dziwo ciocia siedziała w kuchni. Dzisiaj nie zamierzałam jeść wiele, ponieważ ostatnio jadłam zbyt dużo. W lustrze widziałam mój już odstający brzuch. Dobrze, że założyłam luźniejszą koszulkę na dole.


- Cześć- przywitałam się.
- My już po śniadaniu- ciocia powiedziała z nad telefonu kiedy, podchodziłam do szafki.
- Musiałam się jeszcze umyć- wyciągnęłam płatki i nasypałam do miski. Zalałam je mlekiem i usiadłam na krześle koło cioci.
Babcia patrzyła przez okno obserwując sąsiadów.
- Czemu nie jesteś w pracy?- spytałam.
- Bo mi się nie chciało?- powiedziała sarkastycznie- bo pan Callder wraca musimy się z nim jakoś przywitać, plus ty za niedługo jedziesz trzeba korzystać z ostatnich dni.
- Tygodni- poprawiłam ją.
- Tak czy siak moja ziomówka pisze, że jest nasz serial- ciocia wstała- idę oglądać.
Popatrzyłam jak wychodzi i dokończyłam moje płatki. Włożyłam miskę do zlewu, po czym zalałam ją ciepłą wodą.
- Kiedy idziemy do Brooks'ów?
- Muszę się ubrać słonko i możemy iść- babcia pogłaskała mnie po brodzie.
- To poczekam w salonie.
Wyszłyśmy z pokoju i babcia poszła na piętro, a ja usiadłam na sofie koło cioci. Sally przewijała programy, najprawdopodobniej szukając jej serialu. Wyciągnęłam telefon, żeby się nim pobawić, ale ciocia właśnie wtedy zaczęła rozmowę.
- No więc jak Luke- powiedziała nie patrząc na mnie.
- Hm?
- Jak ci z nim idzie?
- Um, zaprosił mnie na kolacje- popatrzyłam na ciocie, która właśnie zatrzymała program kiedy usłyszała to zdanie.
- Co?
- Było fajnie.
- Czekaj co?- popatrzyła na mnie.
- I do kina, ale nie poszłam.
- Laura.
- Ciocia.
- Zaprosił cię na kolacje?- podniosła brwi.
- No, myślałam, że o to chodzi.
- Tak dokładnie tak laska! Byliście na randce do kurwy nędzy dokładnie o to chodziło.
- Ciszej, nie byliśmy dokładnie na randce, jakby poszliśmy na pizze razem.
- Dał ci wybór gdzie chcesz zjeść?
Kiwnęłam głową na "tak".
- Zapłacił za ciebie.
- Tak.
- To była randka- mrugnęła do mnie. Usłyszałam jak babcia schodzi na dół i wstałam z sofy. Ciocia twierdzi, że to była randka, ja po części też, ale nie, na randki przecież chodzą tylko pary i zakochani w sobie ludzie. Nie jesteśmy parą.
- Jesteś gotowa?- babcia spytała kiedy zeszła ze schodów.
- Tak- wyszłam z salonu i założyłam buty.
Wyszłyśmy z domu i po tym jak babcia zamknęła drzwi na klucz udałyśmy się w stronę domu Brooks'ów.
- A gdzie masz swoją piękną sukienkę?- babcia spytała.
- Była Rosie więc musiała ją zdjąć, żeby potem jej oddać.
- Bardzo ładnie ci w sukienkach.
- Dziękuję.
Doszłyśmy pod drzwi domu sąsiadów i babcia zadzwoniła dzwonkiem. Nie czekałyśmy długo aż mama chłopaków otworzy nam drzwi.
- Dzień dobry kochana o Laura jak miło, że też wpadłaś- ucałowała nas i wpuściła do środka.
Weszłam lekko zdenerwowana (nie wiem czym, może zobaczeniem Luke'a?) i nawet nie ściągałam butów tylko od razu poszłam po salonu, gdzie na kanapie siedział Luke oglądając telewizje z Cody'm który od razu wstał jak weszłam. Nigdzie nie widziałam ich taty.
- Siema- Cody mnie objął ramieniem. Moja babcia weszła zaraz po tym i chłopak także z nią się przywitał.
- Luke może się przywitasz z naszymi gośćmi- jego mama poprosiła uprzejmie.
- Ty ich zapraszałaś więc teoretycznie to twoi goście- powiedział obojętnie.
Jak on mnie wkurza, irytuje, drażni ugh nawet nie znam dobrego określenia, żeby nazwać jak mnie denerwuje. Rano kochany, miły itp, teraz dupek bez uczuć.
Pieprz się Luke. 
Chłopak popatrzył w naszą stronę i kiedy nasze spojrzenia się spotkały (starałam się mieć jak najbardziej obojętne spojrzenie jak tylko mogłam) przygryzł kolczyk w wardze.
Ok pieprz mnie.
Co!
Nie.
Jego włosy nie miały już niebieskiego pasemka, teraz zastąpiło je blond pasmo. Do tego były podniesione. Wyglądał lepiej, bardziej dojrzale i poważnie, mimo, że to ciąż głupie dziecko. Miał na sobie zwykły t-shirt w którym wyglądał naprawdę dobrze.
Mam ochotę go zjeść.
- Luke nie odstawiaj cyrku- powiedział jego tato kiedy wszedł do salonu. Przywitałam się z nim uściskiem dłoni i uśmiechem.
- Egh- chłopak przewrócił oczami i wstał- cześć Lau.
- Hej- starałam się nie uśmiechnąć. Odwróciłam się, żeby zobaczyć czemu nie mówi nic do babci, ale jej nie było. Super, zamyśliłam się i nawet nie wiem, kiedy wyszły.
- Idę się ubrać- Luke mnie minął i szturchnął ręką moje pośladki, tak, żeby nikt nie widział.
- Żadnych czapek- krzyknął mu ojciec. Usłyszałam tylko jak Luke powtarza to w śmieszny sposób jak wchodził po schodach. Przygryzłam wargę, żeby się nie zaśmiać.
- On jest dobrym chłopakiem, ale chuj mu nasrał do głowy w tym wieku- jego tato powiedział do mnie siadając na kanapie- dlatego się tak zachowuje.
Uśmiechnęłam się nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Siadaj- mężczyzna poklepał miejsce koło siebie. Zrobiłam jak poprosił- powiedź mi jak to z wami jest.
- P-proszę?- zdziwiłam się.
- Z tobą i Luke'm. Często tu bywasz ostatnio.
- Um nie aż tak- zaśmiałam się nerwowo.
- Lubisz mojego syna?
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Dobrze.
Nie wiedziałam o co mu chodzi i do czego zmierza, więc się tylko uśmiechnęłam.
- Cody'ego też lubisz?
- Bardzo- przyznałam. Jest dla mnie jak brat.
- Jeszcze lepiej- przysunął się do mnie- wiesz ja nie za bardzo lubię jego dziewczynę, Rosie, wydaje się chamska.
Na całe szczęście nie musiałam nic odpowiadać, bo jego żona mnie zawołała do kuchni. Czyli ich tato nie lubi Rosie? Hmm, nie żebym coś do niej miała (lubię ją), ale co fakt to fakt czasami nie potrafi się pohamować.
- Tak?- spytałam jak tylko weszłam do kuchni.
- Chcesz może się czegoś napić?
Czemu jak o to spytała pierwszą myśl jaką miałam było "whisky".
- Nie dziękuję- uśmiechnęłam się.
- Poszłabyś zobaczyć do chłopców czy są gotowi ? Przepraszam, że cię tak wykorzystuje, ale chciałbym jeszcze szybko dopić herbatę.
- Um, dobrze.
I tak czuję się wykorzystana. Nie chce iść do ich pokoi, boję się. Nie wiem czego... Ale się boję.
Weszłam po schodach na górę i najpierw zapukałam do Luke'a, ponieważ jego drzwi są bliżej schodów. Nie czekałam aż coś odpowie, tylko od razu pchnęłam drzwi.
- Twoja mama pyta- w tym momencie zauważyłam, że nie ma koszulki, ale udawałam, że mnie to nie rusza- czy jesteś gotowy?
- Prawie, możesz zamknąć drzwi?
Kiwnęłam głową i przymknęłam drzwi. Jestem głupia, więc zamiast wyjść i zostawić go samego żeby się spokojnie ubrał weszłam do pokoju i dopiero wtedy zamknęłam drzwi. Zarąbiście.
Luke uśmiechnął się pod nosem i założył niebieską koszulkę. Podszedł po tym do mnie i schylił się delikatnie. Na myśl, że chce mnie pocałować przymknęłam oczy.
- Poczekaj z tym do wieczora- wyszeptał mi do ucha i cmoknął moją skórę na szyi. Rozpłynęłam się na te słowa. Albo jest świentym aktorem, albo serio nie był zazdrosny, ani nie jest zły... Ale czemu te inne razy pokazywał to, że jest wkurzony, a teraz nie. Może wtedy to podkoloryzowałam i wcale nie był aż tak wkurzony np: na sprzedawcę. Nie ważne, ważne jest to, że chce ze mną spędzić wieczór, noc, cokolwiek co oznacza "później". Wyszłam z jego pokoju i poszłam do Cody'ego, tylko tym razem czekałam aż odpowie. Po usłyszeniu "wejdź" chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi.
- Hej, twoja mama pyta czy jesteś gotowy.
Cody był ubrany w dokładnie taką samą koszule co Luke (bliźniacza telepatia?) i czarne jeansy.
- Już schodzę.
Kiwnęłam głową i zeszłam na dół. Przy schodach czekał na mnie ich tato który zakładał buty.
- Powinniśmy po woli wychodzić- powiedział mężczyzna.
- Chyba tak- wzruszyłam ramionami jednocześnie się uśmiechając.
- Giny wychodzimy?- krzyknął.
- Tak tak- mama chłopaków odkrzyknęła i przyszłą szybkim krokiem do nas, razem z babcią.
Chłopacy zeszli ze schodów i też ubrali buty.
- Długo tam będziemy?- Luke zapytał przy drzwiach.
- To tato twojej koleżanki, chociaż raz udawaj, że nie masz tego w nosie- jego mama powiedziała poprawiając mu koszulkę z tyłu.
- I się zachowuj- jego tato mu powiedział- mówiłem żadnych czapek.
- Ta, ta- Luke wzruszył ramionami.
- Czasami się zastanawiam kto go wychowywał- powiedział do mnie.
 Uśmiechnęłam się nieśmiało.
Nic nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co. Szłam sama, przede mną szedł Cody, babcia i Giny, za mną Luke z jego tatą gadając o tym jak bardzo chłopak jest beznadziejny we wszystkim. Chciałam się odwrócić i powiedzieć, że on jest świetny we wszystkim co robi, ale nie jestem taka pewna siebie, żeby to zrobić.
Doszliśmy po chwili pod drzwi rodziny Rosie i babcia zapukała do drzwi.
- Dzień dobry- powitała nas mama Rosie, nawet nie jestem pewna, czy to nie jest pierwszy raz jak widzę jej mamę. Huh.
Po kilku minutach siedzieliśmy przy ogromnym stole. Po mojej lewej siedział Luke (co za przypadek) koło niego Katy i jej mama. Z mojej prawej siedziała babcia, po jej prawej siedział Cody. Na przeciwko nas siedziała Rosie, jej mama, ciocia, która doszła do nas przed chwilką i jakaś dwójka ludzi których pierwszy raz widzę na oczy. Na końcu stołu siedział tato blondynki którego już miałam okazję poznać w stolicy kiedy u niego mieszkaliśmy. Albo mi się wydawało, albo Rosie mama miała podkrążone i zaczerwienione oczy. Ich służąca przyniosła jakąś zupę, żeby każdy mógł sobie nalać. Nikt dosłownie nic nie mówił. Czułam się nieswojo. Kiedy nalałam sobie zupę i podałam ją Luke'owi, patrzyłam się na mój talerz i myślałam, co zrobić żeby jej nie jeść. Każdy jadł w ciszy, oprócz mnie. Nie miałam ochoty na jedzenie. Zaczęłam więc bawić się łyżeczką w zupie.
- Ładną mamy pogodę- Katy mama zaczęła temat.
- Naprawdę bardzo ładna- babcia skomentowała. Ich rozmowa w końcu zaczęła się rozwijać. A ja wciąż bawiłam się jedzeniem, czułam jak Luke kilka razy zerknął na mój talerz i szturchnął kolanem moją nogę. Udawałam, że tego nie poczułam i kiedy przyszła pomoc domowa podałam mój cały talerz nie patrząc się do góry. Ich rozmowa przeszła na końcówkę wakacji co mnie trochę dobiło.
- W tym roku wy robicie- powiedzieli do mojej babci i Sally.
- Wiem, spoko mam to opanowane- ciocia powiedziała jak na haju.
- Jednocześnie zrobimy grilla na pożegnanie wakacji i na pożegnanie Laury.
Niech nie wspominają o tym pls.
- A kiedy dzieci jadą na biwak?- spytała mama Rosie.
- W następnym tygodniu- Rosie szybko odpowiedziała i wróciła do patrzenia się na swoje paznokcie.
Zaraz po drugim daniu którego znowu prawie nie tknęłam ich rozmowa znowu ucichła. Znowu się poczułam nieswojo. Niech ktoś zacznie gadać, bo czuje się jakby każdy teraz mnie obserwował.
- Ktoś mi powie po co do kurwy mieliśmy tu przyjść?- Sally prawie wstała z krzesła kiedy o to pytała.
Kocham cię ciociu!
- Właśnie- tato Rosie wstał z krzesła. Spojrzałam na jego żonę która właśnie zaczęła niepewnie bawić się obrusem.
Rosie lekko odsunęła stół jakby wiedziała, że zaraz odejdzie od stołu. Sama się tym zestresowałam.
- Chcieliśmy coś ogłosić- w głosie mężczyzny słyszałam tylko pewność siebie.
- Ty chciałeś- jego żona go poprawiła.
- Za dwa tygodnie wszyscy jesteście zaproszeni na ślub- powiedział dumnie.
Poczułam jak Luke kładzie swoją rękę na moje kolano. Przeszły mnie ciarki, ale nie spojrzałam na jego dłoń. Ciągle miałam podniesioną głowę, aby widzieć wszystko uważnie. Każdy teraz patrzył się nie rozumiejąc co się dzieje.
- Oh odnawiacie przysięgę małżeńską?- babcia powiedziała z uśmiechem niepewna.
- Nie, poślubię Lissy.
Luke zacisną mocniej rękę na moim kolanie. Rosie wstała od stołu i odeszła. Zaraz po niej wstała jej mama.
- Zawsze musisz robić wszystko przy ludziach? Nawet niszczyć rodzinę.
Każdy, dosłownie każdy miał teraz przerażenie w oczach.
- O chuj- ciocia podsumowała.
Czekałam aż Cody wstanie i pójdzie do Rosie, ale siedział i nawet się nie ruszył. Co było dziwne. Jest jej chłopakiem więc myślałam, że to normalne, że by za nią pobiegł i pocieszał.
- Będzie jeszcze jakiś deser czy możemy już iść?- Sally dodała.
- Wesele odbędzie się 22, zaproszenia ze wszystkimi informacjami zostaną wam wysłane jeszcze do końca tego tygodnia, mam nadzieje, że przyjdziecie.
- Jak będzie tort i wino to zawsze- ciocia wstała od stołu. Podeszła do taty Rosie, poklepała go w ramie- spieprzyłeś sprawę po całości- powiedziała śmiejąc się i wyszła. Każdy powoli zaczął wstawać i wychodzić. Ja, Luke, Cody i Katy byliśmy ostatnimi osobami które opuściły dom Callder'ów.
- Popieprzone- Katy skomentowała kiedy zamknęliśmy za sobą drzwi.
- Ciekawe jak się czuje teraz Rosie i jej mama- zastanowiłam się.
- Pewnie beznadziejnie- Luke wzruszył ramionami- a wy się zastanawiacie czemu ja nie chce związku.
Kurewsko mnie teraz wkurzył.
- Nie wszystkie małżeństwa się tak kończą, to zleży od tego ile mężczyzna ma w sobie męskości.
- Co?- wszyscy na mnie spojrzeli.
- Jeżeli on ją zdradził to pokazał jak bardzo jest nie męski i no błagam oświadczył się innej kobiecie, będąc jeszcze ze swoją żoną?- tak to jest dokładnie co myślę o tej sytuacji.
- I tak każde małżeństwo, albo związek się prędzej czy później rozpadnie i takie sytuacje tylko to potwierdzają- Luke się upierał wciąż przy swoim.
- Nigdy nie kochałeś więc nie wiesz jak to jest- powiedziałam nie panując nad słowami. Katy i Cody spojrzeli na siebie, a Luke nic nie odpowiedział. Pewnie jest na mnie teraz zły. Zarąbiście.
Przez resztę drogi ani Luke, ani ja się nie odzywaliśmy. Chłopacy poszli do swojego domu, a Katy przyszła do mnie. Postanowiłyśmy zrobić sobie wspólne popołudnie.
Poszłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy gadać o tej całej sytuacji.
- Więc zamierzasz iść na ślub?- zapytała Katy.
- Chyba? Zależy czy babcia i ciocia pójdą. A ty?
- Raczej tak. To by było dziwne gdybym nie poszła.
- Czemu?
- Bo dość długo się koleguje z Rosie i nasze rodziny się znają, żeby nie iść.
- Musimy kupić w takim razie jakieś ładne sukienki- podniosłam się. Wstałam z łóżka i wzięłam laptopa.
- Co robisz?
- Poszukamy jakiś ładnych sukienek- rzuciłam się na łózko z laptopem koło Katy.
Wpisałam w wyszukiwarkę słowo "sukienki" po czym dopisałam "ślubne", żeby znalazło mi coś dokładnie w tym stylu. Weszłam w pierwszą stronę jaką była i zaczęłyśmy przeglądać.
- Ja bym chciała jakąś białą, albo w kwiatki- Katy zaczęła mówić- taką wiosenną, ale na ślub.
- Hmm, ja to chyba jakąś czarną.
Bo wyszczupla- pomyślałam.
- Nie idziesz na pogrzeb! Szukaj jakiejś jasnej, kolorowej!
- Um, zobaczymy czy coś wybierzemy.
- Będziemy zamawiać przez internet?
- Myślę, że tak.
Szukałyśmy półtorej godziny i szczerze? Nic nie znalazłyśmy fajnego. Egh. Po 17 Katy wróciła do domu, a ja poszłam po szklankę wody do kuchni.
- Laura- powiedziała babcia, kiedy wyciągałam szklankę.
- Tak?
- Postanowiłyśmy iść z ciocią na ten ślub.
Chwila... Postanowiłyśmy? Myślałam, że to dość oczywiste, że tam pójdziemy i nie będzie się nad czym zastanawiać. Chociaż idąc tam mogłyby zranić mamę Rosie... Pewnie dlatego musiały to przemyśleć.
- Oh.
- Jeżeli chciałabyś iść z nami, to poszukaj sobie jakiejś ładniej sukienki, rozmawiałam z twoją mamą i powiedziała, że doślę pieniądze na sukienkę- babcia się uśmiechnęła.
- W takim razie idę szukać jakiejś.
Co z tego, że właśnie przed chwilą to robiłam. Poszłam do pokoju i włączyłam z powrotem laptopa. Tym razem weszłam na tumblr w poszukiwaniu jakiś inspiracji. Zobaczyłam, że Luke odpowiedział, na jakąś wiadomość i zaczęłam czuć się beznadziejnie myśląc o  tym co powiedziałam wcześniej. Szybko chwyciłam telefon i do niego napisałam.
Lau: "Jesteś zły"
Minęło pięć minut, wróciłam do przeglądania strony i czekałam kolejne dwadzieścia aż odpisze. Wkurzyłam się i znowu do niego napisałam.
Lau: "Odpisz"
Luke: "Przyjdź o 20"
Odpisał po kilku minutach.
Lau: "Ok"
Zdziwiona przeglądałam dalej. Po co mam do niego przyjść. Czemu nie może mi napisać.
Około 19:30 zmieniłam koszulkę i poprawiłam makijaż, miałam jeszcze trochę czasu, więc powiem babci, że wychodzę. Zeszłam na dół i weszłam do salonu, gdzie siedziała babcia przykryta kocem popijając herbatę.
- Babciu.
- Oh tak kotuś.
Kobieta spojrzała na mnie i zatrzymała program który właśnie oglądała.
- Luke chciał żebym do niego przyszła na chwilę.
- O tej porze?
- No... ta..ak- zacinałam się, bo to faktycznie dziwna pora.
- No dobrze, będziesz tam nocować?
- Nie- zaprzeczyłam szybko.
- Ostatnio dużo czasu u niego spędzasz- babcia zauważyła. Każdy chyba zwraca już na to uwagę, tylko nie my. Jakoś czuję się, że spędzamy mało czasu... Może dlatego, że chce z nim spędzać całe dnie.
- Cody i Rosie też tam będą- powiedziałam szybko na obronę. Zobaczyłam u babci w spojrzeniu dziwny wyraz zrozumienia. Nie wiem o co chodzi, ale boje się.
- Pamiętam te czasy, kiedy spotykałam się z George'm.
Pamiętam, że miałam pytać o to babcię!
- Z dziadkiem?- przerwałam jej- opowiedz mi o tym.
- Miałaś iść do Luke'a- przypomniała mi- opowiem ci kiedy indziej.
- Uh ok- powiedziałam zawiedziona. Wstałam z łóżka i poszłam założyć buty. Przejrzałam się w lustrze ostatni raz i wyszłam z domu.


Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż Cody w samych dresach otworzy mi drzwi. On powinien pocieszać teraz Rosie, a nie latać bez koszulki.
- Cześć.
- Hej- przywitałam się i weszłam do domu.
- Luke jest w swoim pokoju- Cody odwrócił się i poszedł do salonu.
- Może przyszłam do ciebie?
- Pff- usłyszałam z pokoju- idź, pewnie się niecierpliwi.
Nic nie odpowiedziałam, tylko weszłam po schodach i stanęłam przed jego drzwiami. Znowu się zaczęłam stresować. Otworzyłam drzwi i weszłam spokojnie do jego pokoju.
- Luke.
- Laura.
Chłopak stał opierając się o szafki i patrząc prosto na mnie. Zamknęłam drzwi za plecami.
- Jesteś zły?- spytałam po chwili.
Uśmiechnął się w dziwny sposób, który sprawił, że mój żołądek się zacisną, a każda część mojego ciała chciała go właśnie w tej chwili.
- Więc nie byłeś wczoraj zły?- zadałam jeszcze raz to pytanie co rano, żeby nie wspominać o tym co powiedziałam mu wcześniej jak wyszliśmy od Rosie.
- Cholernie, miałem ochotę zastrzelić Lee.
- Nie wyglądałeś na takiego zbytnio.
- A ty na zainteresowaną mną.
- Miałeś towarzystwo więc bez różnicy.
- 1:1 kochanie.
Moje serce zabiło mocniej. Nazwał mnie kochaniem.
- 2:1- przypomniałam mu, bo był z dwiema dziewczynami.
- Ty też byłaś zazdrosna?
- Cholernie- powtórzyłam po nim. Nawet nie da się opisać słowami jak bardzo nie chciałam go widzieć wtedy z tymi dziewczynami.
- Nie wyglądałaś na taką zbytnio- uśmiechnął się głupio.
- A ty zainteresowania mną.
Ta rozmowa nie ma tak bardzo sensu!
- Miałaś towarzystwo...
Przerwałam mu.
- Wiesz, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi i jest bez sensu?
- Tak- przyznał.
- Po co ją prowadzimy?
- Nie wiem.
Uśmiechnął się do mnie podchodząc do laptopa. Co on chce zrobić? 
W jego pokoju, było ciemno i praktycznie nic nie widziałam. Usłyszałam jak chłopak coś naciska i zaczęła lecieć muzyka.


Podszedł do mnie powoli i złapał delikatnie moją dłoń.
- Zatańczysz?
Kocham cie.
- Z tobą zawsze- uśmiechnęłam się, a jego oczy zamigotały.
To jakaś stara piosenka. Kocham najbardziej na świecie stare piosenki, one zawsze dają najlepszy klimat.
Spojrzałam na jego twarz, nic praktycznie nie widziałam bo jedyne światło w pokoju to światło księżyca. Przysunęłam się do chłopaka, a on mnie objął w biodrach. Wydychał swoje ciepłe powietrze w moje włosy. Czułam w brzuchu takie dziwne uczucie. Zaczęliśmy powoli chodzić po jego pokoju w rytm muzyki. Kiedy zaczął się refren zakręcił mną dwa razy i przyciągnął z powrotem do siebie. Tym razem wtuliłam się w niego bardziej. Pachniał tak pięknie. Czułam jak jego serce szybko biło. Luke położył głowę na mojej i wypuścił powietrze. Zabrałam moją dłoń z jego i objęłam jego szyje. Stałam na placach i delikatnie stawiałam kroki za każdym razem jak się przechylaliśmy w prawo, albo w lewo. Przy końcu piosenki zaczęliśmy się delikatnie całować. Stawialiśmy powoli kroki do tyłu do puki nie trafiłam tyłem kolan na róg jego łóżka i jakoś znalazłam się na jego środku, leżąc na poduszkach. Moje serce biło jak szalone, kiedy Luke całował moją szyję, a następnie obojczyki. Przytrzymywał się nade mną na jednej ze swoich rąk, a drugą próbował rozpiąć i odsunąć zamek moich jeansów. Ściągnął je w dół, po czym jego usta powróciły do mojego ucha.
- Tak dobrze pachniesz... - wyszeptał, wypychając i przyciskając swoje krocze do mojego.
Jęknęłam z powody tarcia, a Luke wypuścił oddech. Moje ręce znalazły się na jego biodrach. Chłopak powtórzył swój ruch, a ja zamknęłam oczy, dając mu lepszy dostęp do szyi. Moje nogi wygięły się na łóżku, tak że kolanami ściskałam go po obu bokach.
- Cholera - wyszeptał Luke i przygryzł moją wargę.
Jego mięśnie rozciągnęły się nad moją głową, kiedy ponownie pchnął swoimi biodrami. Mój żołądek zacisnął się, a ja pewnie już byłam szkarłatnoczerwona, chociaż moje policzki mnie nie paliły. Jedna z jego rąk powędrowała do mojej skóry, która została przyciśnięta przez jego palce. Jego usta ponownie połączyły się z moimi, po czym Luke otworzył moje wargi swoim ciepłym językiem. Odchylił głowę w jedną stronę i przycisnął swój języku do mojego języka. Ponownie zajęczałam, a on jęknął. Poczułam ucisk w brzuchu, a jego ręka znalazła się pomiędzy moimi nogami. Wydałam z siebie pisk, kiedy Luke przycisnął do mnie swoją dłoń, przyprawiając mnie o deszcze. Pod jego dotykiem wygięłam swoje plecy w łuk, kiedy chłopak zaczął poruszać ręką, pocierając moją łechtaczkę.
- Jesteś blisko kochanie? - wyszeptał gorąco do mojego ucha, a ja przygryzłam wargę i skinęłam głową, zaciskając powieki.
Jego usta ponownie musnęły moje wargi, kiedy Luke jeszcze raz się do mnie przycisnął i znowu mnie pocałował. Złapał między zęby moją wargę i pociągnął za nią, uśmiechając się. Poczułam jak coś we mnie narasta.
- Luke - wyszeptałam, a on złożył pocałunek w kąciku moich ust.
- Dalej.
Jego słowa sprawiły, że eksplodowałam w środku i poczułam wilgoć między nogami.
Chłopak zsunął się ze mnie, a ja natychmiast się zarumieniłam. Luke wstał z łóżka i włożył do spodni rękę.
- Zaraz wracam- kiedy odchodził spojrzałam na jego kroczę. Chłopak wyszedł z pokoju. Wstałam z łóżka i weszłam do jego prywatnej łazienki. Na całe szczęście poszedł do ogólnej i mogłam skorzystać z jego. Wytarłam się ręcznikiem i włożyłam go do kosza na pranie. Poprawiłam majtki i podciągnęłam spodnie po czym wróciłam do pokoju. Przeszłam się po pokoju Luke'a. Spojrzałam na jego gitarę. Naprawdę chcę usłyszeć jak gra na niej. Odwróciłam się jak usłyszałam, że drzwi się otwierają. 
- Wszytko okey?- spytałam zwracają uwagę na jego kroczę. Chłopak tylko kiwnął głową. 
- Na co patrzysz?- podszedł do mnie.
- Na- prawda czy kłamstwo?- nic- kłamstwo.
Luke do mnie podszedł oddychając w moje czoło.
- Miałaś mnie nie okłamywać- powiedział.
- Skoro wiesz na co patrzę to po jaki chuj pytasz?
- Bo mogę- uśmiechnął się głupio. Bo ten tekst jest głupi.
- Zagrasz na niej coś?- spytałam podnosząc gitarę.
- Jak ty coś zaśpiewasz.
- Wiesz, że nie umiem śpiewać.
- A ja grać- chłopak wzruszyła ramionami.
- To po co by ci była gitara?
- To po co byś miała składać papiery do szkół muzycznych?- skrzyżował ręce. Znowu to robi.
- Nigdy ci nie mówiłam do jakiej szkoły idę- zauważyłam.
- Mam brata któremu to mówiłaś i jak tu byłaś na kolacji z babcią, a moja mama lubi wracać do niektórych rozmów.
- Um- przygryzłam wargę. Moje ręce się jeszcze trochę trzęsły po tym co się stało- dobra zaśpiewam, jak ty coś zagrasz.
- Dobra zagram jak coś zaśpiewasz.
- Nie, ja to powiedziałam pierwsza, nie ma ty pierwszy grasz- chłopa zaczął się śmiać jak to powiedziałam.
- Mówisz jak jakieś dziecko. Zaśpiewaj no dawaj- zrobił słodkie oczy.
- Ok co mam zaśpiewać?
- Coś swojego- powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Ale.
- Śpiewaj coś swojego i nie marudź- powiedział po czym usiadł na łóżku. Zastanowiłam się na piosenką. Wyprostowałam się i spojrzałam na chłopaka.
Zaśpiewałam mu piosenkę której już kiedyś czytaj słowa "Words". Napisałam ją jak byłam bardzo mała... Nie aż tak, bo miałam 12 lat, a piosenkę napisałam o chłopaku, który mi się podobał, ale miał dziewczynę.
- Kimkolwiek był ten koleś, był dupkiem skoro napisałaś i nim piosenkę.
- Nie był dupkiem.
- Chciałbym żebyś napisała kiedyś o mnie piosenkę- pogładził mój policzek.
- Co?
- Nic- zabrał rękę- masz ładny głos.
- Dzięki, teraz ty coś zagraj na gitarze.
- Ale ze śpiewaniem czy bez?
- Jak chcesz, chociaż wolę z- przyznałam. Chłopak się zastanowił i nastroił gitarę.

You're like perfection, some kinda of holiday
You got me thinking that we could run away
You want I'll take you there,
You tell me when and where
Oh oh oh oh
But then I asked for your number,
Said you don't have a phone
It's getting late now,
I gotta let you know
That everybody wants to take you home tonight
But I'm gonna find a way to make you mine

Don't stop doin' what you're doin'
Every time you move to the beat
It gets harder for me
And you know it, know it, know it
Don't stop cause you know that I like it
Every time you walk in the room
You got all eyes on you
And you know it, know it, know it

You're coming close now, swear I can taste it
You got me tongue tied, I can't escape it
I'm loving what you got,
But then you push me off
Oh oh oh oh
And everybody wants to take you home tonight
But I'm gonna find a way to make you mine

Don't stop doin' what you're doin'
Every time you move to the beat
It gets harder for me
And you know it, know it, know it
Don't stop cause you know that I like it
Every time you walk in the room
You got all eyes on you
And you know it, know it, know it

Every day it's the same, all the games that you play
Back and forth, round and round, kinda like it this way

Don't stop doin' what you're doin'
Cause every time you move to the beat
It gets harder for me
And you know it, know it, know it

Don't stop cause you know that I like it
Every time you walk in the room
You got all eyes on you
And you know it, know it, know it, know it

Don't stop doin' what you're doin'
Every time you move to the beat
It gets harder for me
And you know it, know it, know it
Don't stop, cause you know that I like it
Every time you walk in the room
You got all eyes on you
And you know it, know it, know it

- Nie znam tej piosenki. Czyja?
- Moja- mruknął odstawiając gitarę.
- Piszesz?
- Czasami jak mam o czym- wzruszył ramionami.
- A teraz masz?
- Tak- spojrzał mi w oczy i od razu się zarumieniłam. Wiem pewnie miał na myśli kogoś szczególnego i tym kimś nie jestem ja. Ale poczułam się jakby mówił o mnie. Wiem żałosne, bo pewnie nie lubi mnie w żaden specjalny sposób, a na pewno nie w taki, żeby zaraz pisać o mnie piosenki.
- Jestem zmęczona- powiedziałam ziewając.
- Chodźmy spać- zeszłam z łóżka żeby ściągnąć spodnie. Chłopak został w samych bokserkach. Poczułam ucisk w brzuchu.
Weszliśmy pod kołdrę i od razu wystawiłam jedną nogę na kołdrę bo wiem, że będzie mi gorąco. Chłopak położył się na plecach, wkładając jedną z jego rąk pod szyję. Moje serce biło szybciej, ale się przysunęłam. Delikatnie się do niego wtuliłam. Spojrzałam na twarz chłopaka do góry i nie mogłam się napatrzeć na ten widok. Kocham go bardzo mocno. Nie chce wyjeżdzać i znowu być sama. Najbardziej mi będzie brakowało właśnie tych nocy gdzie zasypiałam wtulona do niego.

***
Mamy grudzień i nowy rozdział! Yaay. Jest późno dlatego, że przez ostatnie kilka tygodni mamy w każdym tygodniu po 4 sprawdziany, plus kartkówki no i nas pytają ew... 2 klasa to najgorsza klasa. Nawet kilka nauczycieli mówiło, że pierwszy raz widzi, żeby było aż tyle sprawdzianów i że jesteśmy jedyną klasą w której muszą "rezerwować" sobie terminy. OK NIE WAŻNE!
Mam nadzieje, że podobał wam się rozdział.
Pochwalcie się co dostaliście na mikołajki! Hihi

♡TheStellaWish♡